Marzenie o własnym domu skończyło się dramatem. Pani Elżbieta obliczyła, że straciła już 200 tys. zł

0
2

Pani Elżbieta przez lata żyła w wynajmowanych mieszkaniach. Po rozstaniu z mężem i wychowaniu dzieci, wciąż nie mogła pozwolić sobie na własne cztery kąty. Po śmierci ukochanej cioci okazało się, że ma szansę na zmianę tego stanu rzeczy. — Dostałam spadek. Był na tyle duży, że wreszcie mogłam kupić działkę i postawić dom, o jakim marzyłam — opowiada kobieta.

Po długich poszukiwaniach znalazła idealne miejsce w Osiekach (Zachodniopomorskie). Działka położona tuż przy jeziorze, zaledwie 3 km od morza. — To miało być moje miejsce na ziemi — wspomina ze łzami w oczach.

Pani Elżbieta nie miała wielkich wymagań. Chciała niewielki, drewniany domek o powierzchni 70 m kw. — Tak było taniej i szybciej — mówi. Nie korzystała z usług jednej firmy, tylko chciała zatrudniać różnych fachowców do poszczególnych etapów budowy.

Na głównego wykonawcę wybrała Łukasza K. — Wydawał się rzetelny. Dobrze mówił, obiecywał, że wszystko będzie profesjonalnie — relacjonuje. W kwietniu 2024 r. podpisała z nim umowę na budowę domu w stanie surowym zamkniętym za 200 tys. zł. Od razu wypłaciła mu 50 tys. zł zaliczki na materiały.

— Zapewniał, że jego rodzina prowadzi tartak, więc drewno będę miała taniej i na czas — wspomina pani Elżbieta. Prace ruszyły z kopyta. Szybko pojawiła się płyta fundamentowa, potem konstrukcja domu. Kobieta obserwowała postępy na zdjęciach, które przysyłał wykonawca.

Obietnice, wymówki i… cisza

Niestety, z czasem prace zaczęły zwalniać. Jak mówi kobieta, Łukasz K. coraz częściej prosił o kolejne zaliczki, a tempo budowy malało. — Tłumaczył się brakiem prądu, wypadkiem pracownika, pogodą. Niczego nie podejrzewałam — przyznaje pani Elżbieta.

Zleciła mu nawet wykonanie ogrodzenia, za które także zapłaciła. Niestety, słupki były tylko wsadzone w ziemię — można je było wyciągnąć gołymi rękami. W sumie, jak podliczyła, przekazała Łukaszowi K. ponad 200 tys. złotych!

Wkrótce prace całkowicie stanęły. Wykonawca przestał odbierać telefony, a pani Elżbieta została z niedokończonym domem. — Gdy zagroziłam policją, jeszcze obiecywał, że do września wszystko skończy. Potem już się nie odzywał — wspomina.

Dramat, łzy i walka o sprawiedliwość

Zrozpaczona kobieta szukała pomocy u adwokata i zgłosiła sprawę do prokuratury. Tam usłyszała, że powinna wnieść sprawę cywilną do sądu. — Płakałam dzień i noc, nie mogłam spać. Na działce zastałam tylko niedokończony dom. Świat mi się zawalił — mówi pani Elżbieta.

Nie poddała się jednak i zdecydowała się walczyć o odzyskanie swoich pieniędzy, tym bardziej że od jednego z pracowników Łukasza K., który, co ciekawe, sam ją odszukał, dowiedziała się, że nie tylko ona padła jego ofiarą. — Może to dziwnie zabrzmi, ale jak się o tym dowiedziałem, to się ucieszyłam, że to nie tylko ja wyszłam na taką głupią co dała się oszukać — mówi uśmiechając się smutno.

Udało jej się znaleźć aż osiem innych osób, które również twierdzą, że zostały oszukane przez tego samego człowieka. Teraz razem myślą o pozwie zbiorowym. — Mam nadzieję, że prokuratura się tym zajmie i Łukasz K. odpowie za swoje czyny — dodaje nasza rozmówczyni.

Dom z ruin i kredyt na marzenia

Dopiero po 1,5 roku od oszustwa konstrukcja stawiana na działce pani Elżbiety wreszcie zaczyna przypominać dom. Niestety, większość prac trzeba było wykonać od nowa. Fachowcy, którzy weszli na budowę po Łukaszu K. pokazywali, że mężczyzna po prostu spartaczył robotę. — Dom miałam budować za pieniądze ze spadku, a wykańczać za kredyt. Teraz musiałam pożyczyć pieniądze na całą budowę i nie mam za co wykończyć wnętrz — połyka kolejne łzy kobieta.

Pani Elżbieta mimo wszystko nie traci nadziei, że sprawiedliwość w końcu zwycięży. Jej historia jest jednak przestrogą dla wszystkich, którzy marzą o własnym domu — nie każdemu wykonawcy warto zaufać!

Łukasz K. zapadł się pod ziemię

Po rozmowie z panią Elżbietą usiłowaliśmy skontaktować się z Łukaszem K. żeby przedstawić jego punkt widzenia. Niestety pomimo tego, że dzwoniliśmy na jego dwa numery telefonów, jakimi dysponowała pokrzywdzona kobieta, nikt nie odbierał. W mieszkaniu, którego adres wskazał w pismach, jakimi dysponowała pani Elżbieta również go nie zastaliśmy. Zauważyliśmy natomiast, że skrzynka pocztowa pełna jest listów. Pod adresem, jaki można znaleźć w internecie, szukając jego firmy, także już od lat go miało nie być.

Prokuratura ponownie zajmie się sprawą

Zainteresowanie mediów sprawą pani Elżbiety spowodowało, że prokuratura zdecydowała się ponownie nią zająć. — Po tym, jak sprawa trafiła do Koszalina, uznaliśmy, że decyzja o tym, aby poszkodowana dochodziła swoich roszczeń na drodze postępowania cywilnego, jest przedwczesna. W toku postępowania należało najpierw ustalić jaki zamiar towarzyszył temu mężczyźnie i dlaczego on się z tej umowy nie wywiązał i dlaczego nie zwrócił jej pieniędzy. Dopiero po tych ustaleniach będzie można stwierdzić, czy działał on od razu z takim zamiarem i czy ta pani została przez niego oszukana. W związku z tym Prokuratura Rejonowa w Kołobrzegu będzie dalej tę sprawę prowadzić. Wobec mężczyzny od niedawna toczy się podobna sprawa w Koszalinie. Jeśli prokuratura stwierdzi, że doszło do oszustwa, mężczyźnie może grozić nawet do 10 lat więzienia — Informuje prokurator Ewa Dziadczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Alarm w gminie Będzino. Puma grasuje w lasach

Ledwo wyszedł z więzienia i znów zgwałcił

Nowa droga nie wszystkich cieszy

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl