Reporterzy “Faktu” latem 2022 r. odtworzyli ostatnie tygodnie życia Izdebskiego w Tiranie: jego relacje z byłym szefem albańskiego wywiadu wojskowego, policyjną interwencję, sekcję zwłok i oficjalną wersję o śmierci naturalnej. Onet ujawnił z kolei kulisy wieloletnich związków Izdebskiego z polskimi służbami oraz fakt, że Agencja Wywiadu miała wiedzieć o jego oszustwach na długo przed aferą respiratorową. Wciąż nie ma jednak odpowiedzi na kluczowe pytania: kto odebrał ciało lub prochy, gdzie dokonano kremacji i czy polska prokuratura brała udział w jakichkolwiek czynnościach po śmierci człowieka, którego ścigała listem gończym. Dokumenty, relacje świadków i milczenie instytucji składają się na historię, która — mimo oficjalnego finału — wciąż pozostaje niedomknięta.
Kulisy współpracy z polskimi służbami – wieloletnie związki Izdebskiego z AW, WSI i SWW, pozyskiwanie technologii militarnej
Z nowych ustaleń Onetu wynika, że Andrzej Izdebski był znany Agencji Wywiadu jako oszust na długo przed wybuchem afery respiratorowej. Według rozmówców portalu kierownictwo AW miało pełną świadomość, że handlarz bronią nie tylko prowadził nielegalny handel, ale także wyłudził pieniądze od amerykańskich i europejskich sojuszników Polski. Mimo to, jak ujawnił były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, to właśnie Agencja Wywiadu miała rekomendować Izdebskiego Ministerstwu Zdrowia jako pośrednika przy zakupie respiratorów w czasie pandemii — choć ten nigdy wcześniej nie zajmował się sprzętem medycznym.
Onet opisuje też wieloletnie związki Izdebskiego z polskimi służbami specjalnymi. Miał on współpracować zarówno z wywiadem cywilnym, jak i wojskowym — najpierw z WSI, a później z Służbą Wywiadu Wojskowego — co samo w sobie naruszało obowiązujące procedury. Zgodnie z zasadami służby powinny wzajemnie informować się o takich kontaktach, by uniknąć podwójnej współpracy, jednak — według informatorów — służby wojskowe miały te reguły łamać. Izdebski był przy tym wykorzystywany do pozyskiwania technologii militarnych i uzbrojenia na obszarze byłego ZSRR, a w części operacji Agencja Wywiadu pełniła rolę pośrednika między nim a CIA.
Współpraca zakończyła się po tym, jak Izdebski pobrał wysokie zaliczki — m.in. na zakup broni dla sojuszniczych struktur na Bliskim Wschodzie — i nigdy się z nich nie rozliczył. Analogiczne problemy miały dotyczyć także jednej z europejskich służb wywiadowczych. W Agencji Wywiadu miały wówczas powstać notatki ostrzegające przed Izdebskim, a jego teczka trafiła do archiwum. Sytuacja zmieniła się po objęciu stanowiska szefa AW przez Piotra Krawczyka w 2016 r. — oficerowie znający kulisy wcześniejszych oszustw mieli zostać odsunięci, a Izdebski ponownie pojawił się w orbicie zainteresowania służb. Kilka lat później został polecony do jednego z najbardziej kontrowersyjnych kontraktów w czasie pandemii.
Śmierć Izdebskiego w Albanii: co wiadomo, a co ukrywają służby?
Śmierć Andrzeja I. miała być końcem jednej z najbardziej kompromitujących spraw ostatnich lat – afery respiratorowej. Poszukiwany listem gończym biznesmen, który zniknął z Polski wraz z milionami złotych zaliczki, zmarł w Albanii w czerwcu 2022 r. Według oficjalnych ustaleń – śmiercią naturalną.
Ale im więcej dokumentów, relacji świadków i informacji zza kulis wychodzi na światło dzienne, tym trudniej uznać tę historię za zamkniętą.
Reporterzy Faktu dotarli do policyjnych raportów, rozmawiali ze świadkami i odtworzyli ostatnie tygodnie życia mężczyzny. Onet z kolei wskazywał na poważne niespójności wokół kremacji i sprowadzenia szczątków do Polski, a także na brak jednoznacznej reakcji polskich organów ścigania. Razem te ustalenia tworzą obraz, w którym oficjalna wersja wydarzeń wciąż nie odpowiada na kluczowe pytania.
Ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości – list gończy, niezapłacone podatki, zniknięcie zaliczki
Andrzej I. ukrywał się w Albanii, gdy polska prokuratura ścigała go listem gończym. Jego firma E&K była odpowiedzialna za dostarczenie Ministerstwu Zdrowia wadliwych respiratorów w czasie pandemii COVID-19. Sprzęt nie spełniał wymogów, a spółka – jak ustaliły organy skarbowe – nie odprowadziła ok. 9 mln zł podatku.
Zniknęła również wielomilionowa zaliczka wypłacona przez państwo.
Dla śledczych kluczowe było jedno: odnalezienie Andrzeja I. i postawienie go przed sądem. Do tego jednak nigdy nie doszło.
Materiały redakcyjne
Tirana. Ostatni adres
Z ustaleń Faktu wynika, że Andrzej I. przez ostatnie miesiące życia mieszkał w centrum Tirany, w starej kamienicy przy bulwarze Bajram Curri. Apartament wynajął – jak mówią świadkowie – w towarzystwie wpływowego albańskiego wojskowego.
Administratorem budynku był Tomor Baruti (60 l.). To on widywał Polaka niemal codziennie.
– Każdego poranka o 9.30 pił kawę ze swoim przyjacielem z wojska – opowiada Faktowi Baruti.
Tym “przyjacielem z wojska” był Ylli Zyla – były szef albańskiego wywiadu wojskowego, dziś pułkownik i wysoki rangą oficer armii. Postać znana nie tylko w Albanii, ale i w Polsce, gdzie jego relacje z Andrzejem I. były przed laty opisywane w reportażu “Superwizjera” TVN jako potencjalnie korupcyjne.
Dzień, w którym nikt nie odbierał telefonu
20 czerwca 2022 r. Ylli Zyla zawiadomił albańską policję. Jego przyjaciel nie odpowiadał na telefon. Funkcjonariusze, strażacy i ratownicy przyjechali pod wskazany adres. Drzwi były zamknięte od środka.
– Nie udało się, bo z drugiej strony klucz był w zamku – relacjonuje administrator budynku.
Strażacy dostali się do środka przez okno. To wtedy Baruti zobaczył ciało.
– Mężczyzna leżał na łóżku w krótkich spodenkach. Obok leżał ręcznik, tak jakby chwilę wcześniej brał prysznic. Na jego twarzy było widać zaschniętą krew, która według mnie musiała wydobywać się z ust lub nosa.
– Czy to był ten człowiek? – Tak, to na pewno był ten Polak – usłyszeliśmy.
Oględziny trwały do późnych godzin nocnych. Policyjni technicy pracowali do 2.00 nad ranem. Ciało trafiło do zakładu medycyny sądowej w Tiranie.
Materiały redakcyjne
Materiały redakcyjne
Oficjalna wersja: śmierć naturalna
Z policyjnego raportu, do którego dotarł “Fakt”, wynika, że Andrzej I. skarżył się wcześniej na bóle w klatce piersiowej. Dwa dni przed śmiercią rozmawiał z żoną w Polsce.
– Na nic się nie skarżył, mówił jedynie, że trochę boli go serce – powiedziała reporterowi Faktu.
Sekcja zwłok została przeprowadzona 21 czerwca. Oficjalnie nie ujawniono jej wyników. Informator Faktu twierdzi jednak, że przyczyną zgonu był zawał serca, a we krwi nie stwierdzono alkoholu, narkotyków ani substancji chemicznych. W dokumentach nie ma śladów udziału osób trzecich.
Kremacja, której… nie mogło być
I tu zaczyna się najpoważniejsza luka w całej historii.
19 lipca TVN24 podał, że Andrzej I. został skremowany w Albanii, a do Polski trafiła już tylko urna. Rodzina miała wziąć udział w pogrzebie jeszcze przed oficjalnym potwierdzeniem śmierci przez polską prokuraturę.
Tymczasem reporterzy Faktu ustalili, że kremacja zwłok w Albanii nie była wówczas możliwa – kraj nie dysponował odpowiednią infrastrukturą. Ten fakt potwierdzały również wcześniejsze ustalenia Onetu, który wskazywał na sprzeczne informacje dotyczące drogi, jaką miało przebyć ciało lub prochy Andrzeja I.
Według nieoficjalnych informacji, do których docierały media, szczątki mogły zostać przewiezione do innego kraju, a dopiero stamtąd do Polski. Gdzie dokładnie? Kto podjął decyzję? Kto wydał zgodę?
Na te pytania do dziś nie odpowiedziała ani polska prokuratura, ani albańskie służby.
Reporterzy “Faktu” wielokrotnie zwracali się do Prokuratury w Lublinie z pytaniami dotyczącymi śmierci człowieka poszukiwanego listem gończym. Bez skutku.
Onet już wcześniej zwracał uwagę, że sprawa – mimo ogromnego ciężaru politycznego i finansowego – utknęła w martwym punkcie.
Nie ma oficjalnego komunikatu: kto odebrał ciało lub prochy, gdzie dokonano kremacji, czy polska prokuratura brała udział w jakichkolwiek czynnościach po śmierci Andrzeja I.
Człowiek, który wiedział wszystko
Do ostatnich dni przy Andrzeju I. był Ylli Zyla. Były szef wywiadu wojskowego. Człowiek z dostępem do służb, struktur państwowych i informacji. To on: pomagał w wynajęciu mieszkania, kontaktował się z nim codziennie, zawiadomił policję, był pierwszą osobą przesłuchiwaną po odnalezieniu ciała.
I choć nie ma dowodów na udział osób trzecich, to właśnie ta relacja – wieloletnia, biznesowa, wojskowa – sprawia, że sprawa śmierci Andrzeja I. nigdy nie będzie tylko “zwykłym zawałem”.
Śmierć, która zamknęła śledztwo?
Dla wielu ta historia skończyła się w momencie pogrzebu.
Dla państwa – wraz z nią zniknęła możliwość odzyskania pieniędzy i postawienia przed sądem jednego z głównych bohaterów afery respiratorowej.
Dla dziennikarzy – to wciąż opowieść pełna luk, ciszy i niewygodnych pytań.
Bo nawet jeśli Andrzej I. rzeczywiście zmarł śmiercią naturalną, to okoliczności po jego śmierci pozostają co najmniej niejasne. A im dłużej instytucje milczą, tym bardziej ta cisza staje się częścią tej historii.
Kuszenie PSL przez PiS? W tle Amerykanie i potencjalna współpraca
Ułaskawienia Nawrockiego. Szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker podał szczegóły
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







