Nieznane i niepokojące tło sprawy Jaworka. Tę zbrodnię można było powstrzymać. “Każda odpowiedź jest tragiczna”

0
2

Paweł Matyja, adwokat i założyciel fundacji Dowód Niewinności, reprezentuje byłą żonę Jacka Jaworka od niedawna. Przyznaje, że w sprawach dotyczących przemocy w rodzinie ofiary napotyka na wiele przeszkód. Historia byłej żony potrójnego zabójcy z Borowców jest tego przykładem. Prokuratura Okręgowa w Gliwicach od lipca 2024 r. prowadzi śledztwo dotyczące podejmowanych przez policjantów i prokuraturę interwencji w sprawach zgłaszanych przez bliskich Jacka Jaworka. Dotyczą one okresu od 2018 r. do lipca 2024 r. Do tej pory żaden funkcjonariusz nie usłyszał zarzutów. Była żona Jacka Jaworka opowiedziała “Faktowi” o koszmarze, który zgotował jej były mąż swoim najbliższym, o czym informować miała funkcjonariuszy policji. Jej zdaniem sygnały zostały zlekceważone i doprowadziły do tragedii w Borowcach.

W nocy z 9 na 10 lipca 2021 r. Jacek Jaworek zabił swego brata, bratową i bratanka. Pokrzywdzeni sygnalizowali służbom, że obawiają się o swoje życie. Była żona Jacka Jaworka jest przekonana, że jej mąż szykował zemstę i swój atak chciał skierować właśnie na nią i ich dzieci. Powodem miał być rozwód, o który wniosła oraz podział majątku, w efekcie którego Jaworek zamieszkał u swego brata w Borowcach.

Zanim doszło do tragedii, ofiary Jaworka próbowały znaleźć pomoc. W Borowcach pojawiał się patrol policji. Interwencje zgłaszała też była żona. Równoległe sprawami zajmowały się komisariaty w Koniecpolu i Częstochowie. Jak wynika z relacji pokrzywdzonej żony Jacka Jaworka, im bliżej było tragicznej nocy, tym coraz trudniejsza robiła się sytuacja w rodzinnym domu w Borowcach. Z każdym dniem narastały konflikty. Jacek wszczynał awantury, pokazywał broń i odgrażał się najbliższym. Krewni zaczęli bać się o swoje życie. Obijali się jednak o mur obojętności. Byli zbywani przez funkcjonariuszy.

Mecenas Paweł Matyja opisuje “Faktowi” mechanizmy, które decydują o tym, że pokrzywdzonym tak bardzo trudno przekonać służby o swoich racjach, by zaczęły działać natychmiast, a nie dopiero, gdy dojdzie do dramatu.

Rutyna i stereotypy. Policja kontra ofiary przemocy domowej

— Najczęściej ofiary przemocy zgłaszają informacje w miejscowych komisariatach. Funkcjonariusze im wierzą albo nie. Przecież to sprawy, gdzie bardzo często nie ma żadnych dowodów, bo wszystko dzieje się w czterech ścianach domów czy mieszkań. Czasami zgłoszenia napływają latami, a funkcjonariusze nie mają wiedzy o ich liczbie. Nie widzą całego kontekstu, tylko pojedynczy sygnał. System nie jest spójny. Policjant, chociaż trudno w to uwierzyć… odbierając telefoniczne zgłoszenie, może nie wiedzieć, że to już dziesiąty raz, gdy dana osoba komuś grozi. Do tego dochodzą rutyna i stereotypy — mówi “Faktowi” mecenas Paweł Matyja. — Zgłaszającym zdarza się słyszeć, że nie mają racji i patrol nie przyjedzie, bo włącza się myślenie schematyczne: “pani przesadza, to przecież zwykła kłótnia, do jutra mu przejdzie itp., jak to w rodzinach”. Z perspektywy skutku może okazać się, że należało reagować szybciej i nie bagatelizować, ale jest już za późno… — dodaje.

Historia z Borowców. Czy można było zapobiec?

W sprawie Jacka Jaworka mecenas Matyja uważa, że zawiódł system. — Nie dość, że sprawcę potrójnego zabójstwa znaleziono po latach, dopiero jak sam odebrał sobie życie, to jeszcze biorąc pod uwagę słowa jego byłej żony, należy postawić zasadne pytanie, czy tym śmierciom można było zapobiec. I każda odpowiedź, zarówno “tak”, jak i “nie”, jest tu tragiczna — podsumowuje znany adwokat.

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach od lipca 2024 r. prowadzi śledztwo dotyczące podejmowanych przez policjantów i prokuraturę interwencji w sprawach zgłaszanych przez bliskich Jacka Jaworka. Dotyczą one okresu od 2018 r do lipca 2024r. Śledztwo nadal jest w sprawie. Agnieszka Bukowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach tłumaczy, że nadal trwają czynności, przesłuchiwani są świadkowie, gromadzona dokumentacja.

Rozmyta odpowiedzialność. System nigdy się nie myli

— To trudna sprawa. W sprawach dotyczących działania wymiaru sprawiedliwości, czyli systemu, odpowiedzialność bardzo często się rozmywa. Trzeba udowodnić, że konkretna osoba, w danym dniu, popełniła błąd, na przykład nie dopełniła obowiązku. Gdy mówimy o serii czynności na przestrzeni lat, próba odtworzenia tego, kto i w jaki sposób zawinił jest trudna, bo pamięć świadków się zaciera. Jeszcze trudniejsze jest wykazanie, że to właśnie błąd tej osoby spowodował tragiczne skutki albo mógł im zapobiec. Nawet w sprawach oczywistych, jak ta Tomasza Komendy, którego reprezentowałem, system prowadząc śledztwo w sprawie własnych błędów, dowiódł swojej… nieomylności. Nikt nie poniósł odpowiedzialności —— podsumowuje mecenas Matyja.

Córka Jacka Jaworka opowiada o ojcu i życiu strachu. “Nie da się tego wymazać z pamięci”

Krewna ofiar Jaworka: “To nie był dobry wujcio. To był morderca” Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie Jacka Jaworka. Nowe fakty wychodzą na jaw

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl