W Pyszącej pod Śremem (woj. wielkopolskie) mieszkało prawie 300 zwierząt. Oficjalnie hodowla zarejestrowana była jako cyrk, ale nigdy żadne pokazy się tam nie odbywały. Pod przykrywką działała doskonale prosperująca hodowla dzikich zwierząt, które na czarnym rynku trafiały na sprzedaż za ogromne pieniądze.
Piekło psów w Sobolewie. Dotarliśmy do upiornych szczegółów
“Cyrk” w Pyszącej zlikwidowany przez policję
Interes Macieja M. przez dekadę kwitł pod okiem powiatowego lekarza weterynarii w Śremie. Ten nie tylko nie zawiadomił policji o nielegalnej hodowli, ale również legalizował jej działanie. Nie zdziwiło go również, że w “cyrku” nie odbywają się żadne przedstawienia, ani zajęcia edukacyjne. Jeszcze kilka dni przed wejściem na posesję policji, odbyła się tam kontrola weterynaryjna. Opinia była pozytywna.
Policja weszła na posesję w Pyszącej latem 2017 r. O skandalicznej hodowli zawiadomiła ją Fundacja Viva. To, co tam zobaczyli, było przerażające. Ciasne klatki, słabo zabezpieczone, przerdzewiałe siatki, a w środku stłoczone zwierzęta, które grzęzły w błocie zmieszanym z odchodami i jedzeniem. Wąskie wybiegi, ani jednego stawu, brak możliwości swobodnego ruchu i wspinania się. W bliskim sąsiedztwie tygrysów mieszkały antylopy. Żyły w ciągłym strachu, gdy słyszały i widziały je głodne i rozdrażnione. Do dzisiaj to największa tego typu akcja nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
Z nielegalnej hodowli uratowano dzikie zwierzęta
W akcję ratowania zwierząt zaangażowane było poznańskie zoo. Jego ówczesna dyrektorka Ewa Zgrabczyńska organizowała transporty zwierząt w bezpieczne miejsca w Polsce i poza granicami naszego kraju. Powiatowy lekarz weterynarii nie ułatwiał zadania, ponieważ nie chciał wydawać odpowiednich dokumentów umożliwiających zwierzątom przekroczenie granicy. Część uratowanych zwierząt trafiła do ogrodu zoologicznego w Poznaniu. Jeden z tygrysów był w tak fatalnym stanie, że nie doczekał ewakuacji.
W 2020 r zapadł już wyrok Sądu Rejonowego w Śremie, zgodnie z którym Maciej M. został uznany za winnego nielegalnego posiadania zwierząt niebezpiecznych, a sąd podjął decyzję o przepadku na rzecz skarbu państwa m.in. tygrysów, lampartów afrykańskich, lampartów perskich, pum, magotów, rysi, karakali, oryksów i kułanów. Wyrok jest już prawomocny.
2 lata więzienia za nielegalną hodowlę zwierząt
Właścicielowi hodowli postawiono również kilkanaście zarzutów, w tym dotyczące znęcania się nad zwierzętami i narażenia życia oraz zdrowia ludzi, ponieważ zdarzało się, że zwierzęta uciekały z klatek i biegały po miejscowości. Proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. Po prawie 9 latach od odkrycia nielegalnej hodowli zapadł wyrok. I to wyjątkowo surowy.
Maciej M. został skazany na 2 lata bezwzględnego więzienia. Przez 10 lat nie może posiadać żadnych zwierząt ani prowadzić działalności związanej z hodowla i utrzymaniem zwierząt. Sąd nałożył też kary finansowe. Musi zapłacić w sumie 100 tys. zł: 50 000 zł na rzecz Fundacji Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt Viva w Warszawie, 25 000 zł na rzecz Stowarzyszenia Bezdomne Serduszka oraz 25 000 zł na rzecz Fundacji Schronisko dla Zwierząt w Gaju.
— Ja spodziewałam się, że to będzie wyrok skazujący, ale nie spodziewałam się, że będzie tak wysoki. I to jest bardzo dobre. I takie wyroki powinny zapadać w tak drastycznych, w tak kontrowersyjnych sprawach. Ta nawiązka, która została orzeczona, to najwyższa, jaką sąd mógł orzec w sprawie z ustawy o ochronie zwierząt
— podkreślała po ogłoszeniu wyroku Anna Plaszczyk z Fundacji Viva.
To była “pralnia psów”. Opowieść dla ludzi o silnych nerwach
Proces ciągnął się tyle lat, ponieważ oskarżony chorował i przysyłał zwolnienia lekarskie. — W mojej ocenie zmierzało to tylko do przedłużania tego postępowania — uważa Plaszczyk. — W tej sprawie toczy się osobny proces przed Sądem Rejonowym w Śremie i tam zarzuty usłyszał m.in. powiatowy lekarz weterynarii i jedna z lekarek pracujących w inspekcji, która kontrolowała to miejsce. Ten proces trwa. Mam nadzieję, że tamten wyrok również będzie skazujący, dlatego, żeby inspektorzy weterynarii, którzy odpowiadają za nadzór nad ustawą o ochronie zwierząt, wreszcie zrozumieli, że to jest ich obowiązek, a nie przykra konieczność kontrolowania takich miejsc, wyciągania konsekwencji i powiadamiania organów ścigania o tym, że się dzieje źle — dodała.
/19
P.F.Matysiak / newspix.pl
Zapadł wyrok.
/19
P.F.Matysiak / newspix.pl
Maciej M. został skazany na 2 lata bezwzględnego więzienia.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









