Nas zainteresowała też wypowiedź pana Jana, który szalikiem tamował rozległy krwotok u Dominika. Nasz rozmówca opowiadał “Faktowi” o pracowniku kolei, który nie rzucił się do udzielania pierwszej pomocy, lecz “szedł wzdłuż peronu z telefonem i udzielał informacji”.
Próbował zatamować krwotok. “Wrzask, krzyk bólu i… to się nagle urwało”
Do tego potwornego wypadku doszło 14 lutego na peronie w Woli Bierwieckiej. Dominik pomagał pani Andżelice wyciągnąć wózek z wagonu na peron. Kiedy próbował wrócić, drzwi zamknęły się i przytrzasnęły mu rękę, miażdżąc palce. Skład ruszył z peronu.
Chłopak oraz obecni tam ludzie zaczęli krzyczeć i machać rękami, by pociąg się zatrzymał, ale nikt nie reagował. Dopiero kiedy chłopak został wciągnięty pod koła, wyhamował. Skład przebył tym samym kilkumetrową trasę. Była ona wystarczająco długa, by doprowadzić do rozległych i zagrażających życiu uszkodzeń ciała Dominika.
Oczywiście natychmiast wezwano służby. Zanim jednak się pojawiły, pomocy chłopakowi udzielał pan Jan. To on zrobił opaskę uciskową z szalika i zatamował tryskającą z nogi krew.
Byłem akurat na podwórku, mieszkam w niewielkiej odległości od przystanku, dosłownie w linii prostej to jest jakieś 150 metrów. Usłyszałem, jak pociąg się zatrzymał. Potem, jak ruszył, słyszałem krzyk chłopaka. “Stój, stój, stój!”. Wrzask, krzyk bólu i… to się nagle urwało. Chwilę jeszcze nasłuchiwałem. Pomyślałem: “jak odjedzie, to znaczy, że nic się tam nie stało”. I po tej ciszy znowu nastąpił straszny krzyk. Kobiecy. Jak się później okazało, to była matka tego chłopaka
— opowiada nam mężczyzna.
Strażacy, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce, zabezpieczyli 17-latkowi uszkodzone kończyny i oddali go w ręce ratowników pogotowia. Chłopak w stanie krytycznym trafił do szpitala, gdzie cały czas walczy o życie. Obecnie jest w śpiączce farmakologicznej.
Świadkowie wypadku: do tragedii doprowadził pośpiech
Reporter “Faktu” rozmawiał ze świadkami zdarzenia. Wszyscy zgodnie twierdzili, że do sytuacji mogło dojść przez zbyt szybkie odprawienie pociągu ze stacji. Gwizdek konduktora pojawił się bardzo szybko.
Według tego, co mówią świadkowie wypadku, zaraz po zdarzeniu konduktor mówił o swym przekonaniu co do intencji 17-latka stojącego na peronie. Pracownik kolei miał sądzić, że chłopak nie będzie wsiadał do pociągu. To dlatego zagwizdał i dał tym samym sygnał do wyjechania taboru ze stacji.
Z relacji ludzi podróżujących pociągiem wynika, że na wcześniejszych stacjach mężczyzna również szybko dawał sygnał gwizdkiem. To powodowało, że pociąg nie stał długo na peronie.
Pan Jan, który ruszył na ratunek chłopakowi, może być nazwany bohaterem. Jak nam opowiadał, nie jest człowiekiem, który rzuca się natychmiast w wir zdarzeń. Ale tu nie miał wyjścia. — Byłem pierwszym, który zajął się nogą tego chłopca — przyznaje. — On leżał między szynami, z tyłu, tak za pociągiem. Jego mama podtrzymywała mu głowę, miała spazmy. Poza tym były dwie panie, które wysiadły. Jedna z nich trzymała dziecko. Był też ktoś inny. Kierownik pociągu może? Ktoś, kto szedł wzdłuż peronu z telefonem i udzielał informacji. Chyba dotyczących lokalizacji. Bo numery ze słupka spisywał na przejeździe kolejowym — wspomina.
Jest monitoring, powołano komisję
Reporter “Faktu” skontaktował się z rzecznikiem Kolei Mazowieckich, aby spółka odniosła się do wypadku.
Informuję, że wszystkie okoliczności tego zdarzenia wyjaśnia komisja kolejowa. Mamy zabezpieczony monitoring z pociągu, a także monitoring peronowy. Szczegółowo analizowane i sprawdzane są wszelkie aspekty związane z tym wypadkiem. Priorytetem dla nas wszystkich jest zapewnienie bezpieczeństwa pasażerom, dlatego jest nam niezmiernie przykro, że doszło do takiego zdarzenia. Dołożymy wszelkich starań, żeby przyczyny wypadku zostały szczegółowo wyjaśnione
— poinformowała Donata Nowakowska, rzecznik Kolei Mazowieckich.
Ojciec licealisty, pan Dariusz, zaapelował do wszystkich o modlitwę. — Teraz to jest najważniejsze. Modlitwa. Syn jest w krytycznym stanie i tylko jego zdrowie się teraz liczy. Na pozostałe sprawy przyjdzie czas. Prosimy wszystkich o gorącą modlitwę — apelował pan Dariusz.
“Żołnierze wiecie, co trzeba zrobić”. Ważny generał prosi o pomoc dla 17-letniego Dominika
Dominik został wciągnięty pod pociąg. Nauczyciele: to był szok
/5
– / Archiwum prywatne
Dominik pomagał kobiecie z wózkiem. Chwilę później doszło do tragedii.
/5
Fakt.pl
Wszyscy oddają krew dla 17 -latka.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl



