Rosja utknęła, ale nie odpuszcza. Tak wygląda strategia Putina wobec słabnącej Ukrainy

0
5

Jeśli dziś front wydaje się zamrożony, to tylko pozornie. W rzeczywistości trwa wyścig wytrzymałości – między rosyjską gotowością do ponoszenia nieograniczonych strat a ukraińską zdolnością do utrzymania ludzi pod bronią i jedności politycznej. O wyniku tej wojny może nie przesądzić spektakularna ofensywa, lecz moment, w którym jedna ze stron uzna, że dalsze trwanie kosztuje więcej niż ustępstwa. A Putin liczy, że to Ukraina pęknie pierwsza.

Putin czeka, aż Ukraina się załamie! Kreml gra na wyczerpanie i liczy na bunt w Kijowie

Rosyjski przywódca zakłada grę długoterminową. Przypomina przy tym postać Wilkinsa Micawbera z powieści Charlesa Dickensa pt. “David Copperfield”.

Mimo całej swojej nieudolności fikcyjny Micawber jest raczej pogodnym optymistą; rosyjski przywódca to człowiek o ponurym, złośliwym poczuciu humoru, który nawet gdy żartuje lub publicznie chichocze, czyni to po to, by kogoś poniżyć. Łączy ich jednak jedno: wiara, że “coś się wydarzy”.

Cztery lata po rozpoczęciu pełnej inwazji na Ukrainę wojna Putina wydaje się militarnie nie do wygrania. Za kolosalną cenę w postaci straconych istnień i okaleczonych ciał jego siły nie zdołały nawet zdobyć całego Donbasu.

Zanim rosyjskie czołgi przekroczyły granicę w lutym 2022 roku, Rosja okupowała około siedmiu procent terytorium Ukrainy. Po miesiącu wojny było to już około 27 proc. Od tego momentu – według analiz Centrum Belfera Uniwersytetu Harvarda – Rosja utknęła na poziomie około 18–19 proc.

Trzeba przyznać, że w ostatnim roku wojska rosyjskie systematycznie nacierały i zajęły około 4700 kilometrów kwadratowych terytorium – mniej więcej dwa razy większe od Moskwy. Nie zdołały jednak przełamać pasa ukraińskich umocnień w zachodnim Doniecku, rozciągającego się na około 50 kilometrów – jak wskazują analitycy z amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną.

W sąsiednim Zaporożu Rosjanie zostali zmuszeni do odwrotu.

Nawet gdy siłom Putina udawało się osiągać lokalne sukcesy – jak latem podczas ofensywy w rejonie Pokrowska i pobliskiej Kostyantyniwki, gdy Ukraińcy byli taktycznie w mniejszości – nie potrafili przejąć strategicznej inicjatywy. Brak ludzi i sprzętu oraz trudności w koncentracji sił bez narażania się na niszczycielskie ataki ukraińskich dronów ograniczały skalę działań. Na północy Rosjanie mieli trudności z natarciem na Kupiańsk i odepchnięciem sił ukraińskich dalej od obwodu biełgorodzkiego.

A jednak Putin nie ustępuje. Dlaczego?

Polityczna stawka Kremla

Rosyjski prezydent potrzebuje wyraźnego zwycięstwa, by uzasadnić ogromne koszty wojny. Jak twierdzi rosyjska analityczka Ella Paneyach, uzdrawianie gospodarki wojennej niesie dla niego poważne ryzyko polityczne. Będą zwycięzcy i przegrani. Pojawi się pytanie, co zrobić z weteranami wracającymi z frontu.

Tu właśnie wkracza zasada Micawbera.

Pomimo narastających obciążeń kadrowych Rosja wciąż ma potencjał, by prowadzić wojnę jeszcze przez pewien czas. “Na razie rosyjska machina wojenna – odbudowana po porażkach z 2022 roku – funkcjonuje przyzwoicie: władze są w stanie pokryć bieżące straty w ludziach i sprzęcie” – uważa przebywający na wygnaniu rosyjski dziennikarz Dmitrij Kuznets z Carnegie Russia Eurasia Center. “Ale nie ma możliwości, by znacząco zwiększyć ilość wykorzystywanych zasobów” – argumentuje Kuznets.

To wojna na podtrzymanie wysiłku – bez zdolności do decydującego przełomu, ale także bez widocznego załamania.

Ukraiński problem, o którym mówi się zbyt rzadko

Tymczasem Ukraina zmaga się z poważnym kryzysem kadrowym. Około dwóch milionów obywateli jest poszukiwanych za naruszenia przepisów dotyczących rejestracji wojskowej – ujawnił nowy minister obrony Mychajło Fiodorow. W listopadzie Prokuratura Generalna Ukrainy informowała o 310 tysiącach spraw karnych dotyczących nieuprawnionych nieobecności i dezercji, z czego większość przypadnie na 2025 rok.

Mówiąc wprost: ukraińskie siły zbrojne rekrutują zbyt mało żołnierzy, by zrekompensować straty – i dezercje.

Mobilizacja jest niepopularna, a zmęczenie społeczne narasta. “Głównymi czynnikami odpowiedzialnymi za utrzymujący się niedobór kadr w AFU są słabość instytucjonalna i korupcja na Ukrainie, zmęczenie społeczne i wyczerpanie psychiczne, braki w wyszkoleniu wojskowym i dowództwie, ograniczenia demograficzne i ekonomiczne oraz wpływ rosyjskiej propagandy” – zauważono w badaniu Sztokholmskiego Centrum Studiów Wschodnioeuropejskich.

W debacie publicznej wiele mówi się o różnicy w zapasach rakiet i systemów obrony powietrznej, w tym Patriotów. Znacznie rzadziej analizuje się bilans ludzki – a ten nie sprzyja Ukrainie, jeśli Putin będzie mógł kontynuować wojnę na wyniszczenie, nie licząc się z ofiarami.

Bitwa o Pokrowsk pokazała, że mimo rosnącej roli dronów i sztucznej inteligencji żołnierze naziemni pozostają kluczowi. Braki kadrowe pozwoliły Rosji zastosować taktykę, którą głównodowodzący Ukrainy Ołeksandr Syrski określił mianem “totalnej infiltracji” – małe oddziały piechoty przenikały za ukraińskie linie tam, gdzie brakowało ludzi do ich zabezpieczenia.

Narastająca gorycz i polityczne napięcie

Ukraińscy politycy opozycyjni podkreślają, że niechęć do służby podsyca przekonanie, iż Zachód gotów jest walczyć “do ostatniego Ukraińca”. Fraza ta coraz częściej pojawiała się w rozmowach ze zwykłymi obywatelami w minionym roku.

Towarzyszy jej rosnąca gorycz wobec Ameryki Donalda Trumpa za domniemane sprzyjanie narracji Moskwy i wstrzymanie bezpośrednich darowizn sprzętu wojskowego ze strony rządu USA, a także wobec Węgier, które próbowały blokować unijne wsparcie finansowe dla Kijowa.

Czy to oznacza, że Ukraina stoi na krawędzi załamania? Putin z pewnością może na to liczyć. Jego zimowe bombardowania infrastruktury energetycznej mają wyczerpać społeczeństwo i złamać jego wolę.

Były prezydent Ukrainy Petro Poroszenko – pierwszy wybrany po Euromajdanie – nie podziela pesymizmu, ale w rozmowie na marginesie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa przyznał, że kraj wchodzi w okres niestabilności.

Poroszenko uważa, że jego następca, prezydent Wołodymyr Zełenski, popełnił błąd taktyczny, odchodząc od prostego żądania natychmiastowego zawieszenia broni i angażując się w negocjacje, które mogą pogłębić polityczne zamieszanie w obliczu kolejnych skandali korupcyjnych.

Ustępstwa terytorialne, których domaga się Putin, są – zdaniem Poroszenki – elementem rosyjskiego scenariusza mającego na celu „próbę destabilizacji wewnętrznej sytuacji politycznej na Ukrainie”. Jeśli doszłoby do porozumienia, musiałoby ono zostać poddane pod referendum, a oddanie terytoriów, których Rosja nie zdołała zdobyć militarnie, wywołałoby ogromny sprzeciw.

“Nie sądzę, żeby parlament kiedykolwiek uchwalił coś takiego” – powiedziała opozycyjna posłanka Oleksandra Ustinova. “Byłoby to odebrane jako kapitulacja” – dodała.

Nietrudno wyobrazić sobie, że taka debata wymknęłaby się spod kontroli, prowadząc do masowych protestów, a nawet przemocy. Dla wielu weteranów byłby to cios w plecy.

Putin czeka na “moment”

Rosyjscy negocjatorzy podczas drugiej rundy rozmów trójstronnych sprawiali wrażenie bardziej rzeczowych, a wojskowe i wywiadowcze dyskusje o strefie zdemilitaryzowanej nabrały praktycznego charakteru.

Putin może być w tarapatach – jego wojna jest nie do wygrania na polu bitwy w tym sensie, że nie ma sił, by podbić Ukrainę – ale czeka na jakieś sprzyjające okoliczności. Tymczasem Ukraina musi próbować się utrzymać: nie może wygrać na polu bitwy i odzyskać wszystkich utraconych ziem, ale musi przetrwać, mając nadzieję, że Rosja w końcu zmęczy się, zmuszając Putina do poważnego podejścia do negocjacji.

Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu Politico.eu Jego autorem jest Jamie Dettmer

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco!  Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl