Marian D. miał szansę 9 marca 2026 r. po raz ostatni zabrać głos, ale z niej nie skorzystał. Po raz kolejny nie pojawił się na sali rozpraw. Jego adwokat Tomasz Kulpa wyjaśnił, że z powodu złego stanu zdrowia. D. miał też problem z tym, że sprawą interesują się media.
Dramat w schronisku “Happy Dog”. Aktywiści mówią wprost
Właściciel zamkniętego już schroniska w Sobolewie od 2019 r. oskarżony jest za znęcanie się nad zwierzętami. Azyl “Happy Dog” od dawna wśród wolontariuszy miał opinię “umieralni”. Zdaniem działaczy na rzecz praw zwierząt schronisko nie zapewniało podopiecznym godnych warunków.
Dowodem na to ma być los suczki, która trafiła do Sobolewa po zamknięciu przytuliska w Łukowie. — Już miesiąc po przybyciu do Sobolewa wolontariuszki zapytały właściciela schroniska o jej los. Usłyszały, że została zagryziona przez inne psy — zeznała oskarżycielka posiłkowa Karolina Pawelczyk-Dróżdż, prezeska Fundacji “Złap dom”.
Drugim psem był Leonard. Owczarek niemiecki został znaleziony w bardzo złym stanie. Leżał w boksie z pyskiem w misce po wodzie. Próbowano go ratować kroplówką. Pies nie został zabrany poza kojec. Właściciel schroniska zapewnił, że zabierze go do weterynarza, jednak tydzień później nie było już informacji o jego dalszym losie. Leonard, mimo że był dużym i silnym psem, po kilku tygodniach pobytu w schronisku nie miał już siły wstać.
Trzeci pies, Logan, miał więcej szczęścia. Starszy, niedowidzący senior został adoptowany. Nowa opiekunka była świadoma jego złego stanu zdrowia — już na zdjęciach widać było, że pies jest wychudzony. Logan ważył zaledwie 15 kg, choć powinien ważyć ok. 30 kg. Weterynarz opiekujący się nim po adopcji stwierdził, że pies nie był wykastrowany, a jego pazury były tak przerośnięte, że uniemożliwiały mu chodzenie.
Zobacz także: Robert Sitnik broni się po aferze w Sobolewie. “Zostałem wprowadzony w błąd”
Po nagłośnieniu sprawy przez Dodę do azylu 24 stycznia 2026 r. wkroczyli aktywiści. Niedożywione, zapchlone zwierzęta nie miały odpowiedniej ochrony przed mrozem, żyły w nieocieplonych budach. Część z nich leżała na betonowej, pokrytej lodem ziemi. Na miejscu nie prowadzono dezynfekcji. Przy boksach odkryto zakrwawione drewniane pałki. Niektóre psy miały otwarte rany i stare blizny. U psa Lolo stwierdzono krwawe wylewy na gałce ocznej, a u innej suni guz znajdował się w bezpośredniej okolicy przepukliny. Jeszcze tego samego dnia podjęto decyzję o zamknięciu “Happy Dog”. Opieka nad zwierzętami spadła na organizacje pozarządowe.
Sobolew: setki psów w fatalnych warunkach. Marian D. unika sądu?
Gdy już wszyscy liczyli na to, że 9 marca po sześciu latach sprawa się zakończy, właściciel schroniska złożył wniosek o wyłączenie sędziego. Zarzucił mu, że może dążyć do jak najszybszego wydania wyroku. Jego adwokat zwrócił też uwagę na obecność kamer i dziennikarzy na sali rozpraw oraz komentarze pojawiające się w mediach społecznościowych. — Takie zachowanie może być podświadomym uleganiem przez sąd grze, która wywierana jest przez określone grupy w różnego rodzaju mediach społecznościowych oraz w mediach tradycyjnych, o czym świadczy, obecność na rozprawie kamer i dziennikarzy — stwierdził adwokat Tomasz Kulpa.
To nie wszystko. Marian D. miał też pretensje do sądu o to, że prowadził rozprawy bez jego obecności. Mimo że sam się na nich nie pojawiał. — Sąd nie uwzględnił wniosku o odroczenie rozprawy pomimo usprawiedliwionej nieobecności oskarżonego i prowadził postępowanie pod jego nieobecność — powiedział Tomasz Kulpa.
Sobolew. “Historia cierpienia, która trwała prawie dekadę”
Decyzję podjęto błyskawicznie. Wytypowano sędziego, który w ciągu dwóch godzin rozpatrzył wniosek i nie zgodził się na zmianę składu. Jeszcze tego samego dnia zamknięto przewód i wygłoszono mowy końcowe. — Mamy do czynienia z historią cierpienia, która trwała prawie dekadę — podkreśliła w emocjonalnym przemówieniu Karolina Pawelczyk-Dróżdż, prezeska Fundacji “Złap dom”.
— Śmiem twierdzić, że warunki panujące w dniu zamknięcia schroniska wiele nie różniły się od tych, o których alarmowaliśmy już osiem lat wcześniej. Jeżeli chodzi o liczne kontrole, to każda z nich była zapowiedziana. Jeden z urzędników zeznał, że raz pojechał na kontrolę bez zapowiedzi, wówczas właściciel schroniska nie wpuścił go do środka — wtórowała mec. Justyna Chejde, przypominając jednocześnie historię psów w agonalnym stanie.
— Pies został przyniesiony na rękach właścicielowi schroniska. Świadkowie zeznali, że został położony przy bramie, a oskarżony ograniczył się do sprawdzania nogą, czy jeszcze żyje. W dokumentach nie ma żadnych śladów potwierdzających, że zwierzęciu została udzielona pomoc. Inny pies kilkanaście godzin konał w schronisku, do kliniki został zawieziony dobę później. W tej sprawie wypowiedział się weterynarz Marek Kulesza, który przyznał, że pomoc powinna być mu udzielona wcześniej. Problem w tym, że o tym, czy pies ją dostanie, decydował pan Marian. Był królem życia i śmierci tych zwierząt, a te konały tak długo, aż umarły — dodała.
Obrona Mariana D.: Wyidealizowaliśmy sobie schronisko
Natomiast obrona Mariana D. stwierdziła, że proces jest czymś w rodzaju spektaklu. — Mam nadzieję, że wyrok sądu nie będzie wyrokiem również pokazowym — stwierdził obrońca.
W procesie przesłuchano ponad 100 osób. Obrona Mariana D. zarzucił wolontariuszom, że wywierają presję na prokuraturę i sąd. — Moi przedmówcy w żaden sposób nie wykazali, że dochodziło do znęcania ze szczególnym okrucieństwem. Wyidealizowaliśmy sobie schronisko. W ogóle do tego racjonalnie nie podchodzimy. Domagamy się schroniska na poziomie hotelu pięciogwiazdkowego — argumentowano.
Ogłoszenie wyroku zaplanowano na 23 marca.
Zobacz także: Ewakuacja zwierząt z Sobolewa. “Musieliśmy podpisać cyrograf”
/18
Fundacja “Złap dom” / Archiwum prywatne_omp_temp
Psy mieszkały w klatkach na króliki.
/18
Fundacja “Złap dom” / Archiwum prywatne_omp_temp
W klatkach na króliki psy nie miały bud.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









