Kraków zachwyca, ale ceny przerażają. Mieszkańcy mówią, jak jest naprawdę. “Klimatu sprzed lat już nie ma”

0
10

Czy życie w jednym z najpiękniejszych miast Europy naprawdę jest tak komfortowe, jak wygląda na zdjęciach z Rynku i Wawelu? Zapytaliśmy mieszkańców różnych dzielnic Krakowa, jak wygląda ich codzienność — gdzie robią zakupy, ile płacą w restauracjach i czy turyści faktycznie zmienili charakter miasta. Ich odpowiedzi pokazują zupełnie inny Kraków niż ten z przewodników.

Kraków to miasto, które od lat kojarzy się jednocześnie z bogatą historią i dynamicznym tyglem turystycznym. Jedni zakochują się w nim od pierwszego wejrzenia, inni — choć doceniają jego urok — unikają centrum jak ognia. Życie codzienne Krakowa często wygląda inaczej niż na widokówkach i bajki nie przypomina. O tym, jak naprawdę mieszka się w mieście, opowiedzieli nam krakowianie z różnych dzielnic: od Ruczaju po Bronowice, a także ci, którzy wyprowadzili się do Wieliczki, choć do Krakowa przyjeżdżają niemal codziennie.

Najlepsze miasta do życia w Polsce. Są zaskoczenia. Gdzie jest twoje? [RANKING]

“W sercu miasta jest za drogo i za głośno”

Pani Rozalia (67 l.) i jej matka Aleksandra od lat mieszkają na Ruczaju. To dzielnica, która przez ostatnie dwie dekady rozrosła w jedno z największych krakowskich osiedli.

— Mnie żyje się bardzo dobrze, z tym że ja nie mieszkam w pewnej odległości od centrum — mówi pani Aleksandra. Dla niej ten dystans to zaleta, nie problem. — Akurat wolałam ciutkę dalej od centrum z uwagi na ceny i na ciszę. W sercu miasta jest za drogo i za głośno, wszystko tam jest pod turystów. Ceny za wynajem w ścisłym centrum są horrendalnie wysokie — przyznaje.

W restauracjach z mamą nie bywają, bo — jak mówią — pani Aleksandra świetnie gotuje. — Zakupy najczęściej robimy w lokalnych sklepikach, bo jest taniej. Na rynku w Krakowie to jest wszystko mega drogie. No trudno się dziwić, turysta kupi. Za każdą cenę — dodaje pani Aleksandra.

W Nowej Hucie dobrze się mieszka

Celina Zagata i jej syn Rafał od lat mieszkają w Nowej Hucie. Zgodnie mówią, że to miejsce spokojne, tańsze i wciąż trochę niedoceniane. — Nam się tu bardzo dobrze mieszka. Huta już nie truje, ale część ludzi jeszcze tam pracuje. Ścisłego centrum Krakowa unikamy, bo ceny przerażają. Jak tam zwykły napój kosztuje 20 zł, a u nas za taki sam zapłacimy połowę mniej. Po co przepłacać? — mówi Rafał Zagata (41 l.). — Ceny są iście turystyczne — podkreśla.

— Ale cieszymy się, że turyści na Wawel ciągną, z tego Kraków ma zyski. Zresztą teraz wszędzie drogo. Jak się jedzie do Zakopanego to też masakra cenowa — dodaje pani Zagata Celina (72 l.).

Kraków jest ładny, ale ceny windowane pod turystów

Jacek Tatara, 71-latek, mieszka na Zabłociu — dziś jednym z najmodniejszych punktów na mapie miasta, tuż obok Muzeum Schindlera. — Po filmie “Lista Schindlera” cały świat chce nasze muzeum zobaczyć, dlatego turyści docierają też na Zabłocie — mówi “Faktowi” pan Jacek. — Cały Kraków to miasto nastawione tylko na turystów, a nie pod mieszkańców. Ceny czasem bywają kosmiczne, i to nie tylko w ścisłym centrum. Na kiermaszu kromka chleba ze smalcem kosztuje 50 zł. Ja za taką kwotę to sobie tego smalcu w domu wiadro narobię. U mnie na Zabłociu też jest drożej i w sklepach i w restauracjach. Na szczęście są dobre bary mleczne, które polecam. Najlepszy w Nowej Hucie, wyśmienite kakao i pasta jajeczna za grosze.

Gdy pytamy, czy ma dosyć turystów mówi: — Nie, mnie nie oni nie przeszkadzają, tylko ceny pod nich windowane. Zostawiają kasę, z której robi się fajne rzeczy w naszym mieście.

Jeśli mieszkanie to w Bronowicach: stąd wszędzie blisko

Podobny obraz Krakowa ma 25-letnia Aleksandra Sadłoń. Studiuje, pracuje i mieszka w krakowskiej dzielnicy Bronowice. Lubi rytm miasta i to, że wszędzie ma blisko. Jakiś czas temu pracowała w gastronomii w ścisłym centrum. — Ceny tam specjalne zawyżane pod turystów. Za lampkę wina trzeba zapłacić 30 zł, za kawę 20 zł. Czasem się tam spotykamy ze znajomymi. No jest drogo — mówi pani Aleksandra. — Dla siebie wybieram bary mleczne. Moi faworyci to “Żaczek” i “Flisak”. Serwują bardzo dobre jedzenie i tanie, a do tego mają super widoki na Wawel.

Pani Ola mówi, że młodzi, zagraniczni turyści, którzy odwiedzają ścisłe centrum Krakowa, nieraz źle się zachowują. — Bywa ciężko, czasem nie mają umiaru w spożywaniu alkoholu, ale co zrobić. Dobrze, że przyjeżdżają, my też przecież lubimy podróżować — podsumowuje.

“Miasto piękne, ale tłumy nie do zniesienia”

Pani Maria, 77-letnia nauczycielka, wyprowadziła się do Wieliczki, bo w Krakowie, jak mówi “dusiła się”. Mimo to wciąż uważa miasto za wyjątkowe. — To jest piękne miasto, bez względu na ceny. Ale klimatu sprzed lat już nie ma — mówi pani Maria. — Kiedyś można było usiąść na krawężniku, jak wracało się z “Piwnicy pod Baranami”, teraz tam są tłumy. Za dużo turystów, Kraków stracił swój klimat — sądzi.

Gdy zebrać wszystkie głosy w jedną opowieść, wyłania się obraz miasta, które zachwyca, ale i męczy. Turystyka daje pieniądze, ale odbiera spokój. Ceny w centrum są dla mieszkańców abstrakcyjne, ale na osiedlach już bardziej przyzwoite. Wszyscy przyznają, że Kraków to piękne miasto, ale do życia najlepiej na uboczu.

Kraków podnosi ceny biletów. “To uderzy po kieszeniach zwykłych ludzi”

Japończyk poszedł do Sukiennic. Był zachwycony ceną jednej z najdroższych pamiątek

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl