Spróbowaliśmy deserów siostry Karola Nawrockiego. Co za połączenia! Wielkie zdziwienie

0
2

Nina Nawrocka jest młodszą siostrą Karola Nawrockiego. Ma 35 lat. Choć ukończyła szkołę ekonomiczną, to wykonuje zupełnie inny zawód. Pracuje jako szefowa cukierni w renomowanej restauracji Mercato, która mieści się w hotelu Hilton w Gdańsku.

Karol Nawrocki dumny z siostry. Nina jest szefową cukierni

Jej desery były wielokrotnie nagradzane. Już 10 lat temu wygrała Mistrzostwa Polski w tej dziedzinie.

Moja przygoda z prawdziwym cukiernictwem rozpoczęła się w gdańskim hotelu. To właśnie tutaj szefowie uwierzyli w moje umiejętności i zaszczepili we mnie miłość do tego zawodu. Dają mi szansę na rozwój i zgłębianie mojej pasji

— mówiła niegdyś w wywiadzie dla foodservice24.pl.

Siostra prezydenta robi furorę. Jej desery podbijają serca i… kieszenie

Siostra prezydenta Nawrockiego wyróżniona przez prestiżowy przewodnik kulinarny

Nina Nawrocka specjalizuje się w wyrafinowanych deserach i łączeniu nietypowych smaków. Jej popisowy miks to biała czekolada z borowikami. Deser z dodatkiem rokitnika, maślanki i słynnego gdańskiego likieru Goldwasser serwowany jest w restauracji Mercato. Nazywa się Gdański Bursztyn i kosztuje 43 zł.

W rozmowie z portalem FoodService24 tak o nim powiedziała: z jednej strony zaskakujące, ale z drugiej niewyobrażalnie smaczne.

Gala Best Awards Gault&Millau Poland 2026, podczas której tytułem “Pastry Chef of the Year” uhonorowano Ninę Nawrocką, odbyła się 9 marca. To jeden z najbardziej prestiżowych przewodników kulinarnych, zaraz obok przewodnika Michelin. Ocenia on restauracje, hotele oraz kawiarnie na podstawie anonimowych wizyt specjalnych inspektorów. Miejsca są wyróżniane symbolicznymi czapkami.

Spróbowaliśmy deserów siostry Karola Nawrockiego

Reporterki “Faktu” wybrały się do restauracji Mercato, by spróbować deserów z cukierni, w której szefuje Nina Nawrocka. Mieści się ona tuż nad Motławą, w niezwykle prestiżowym miejscu z widokiem na napis Gdańsk. Restauracja jest na parterze hotelu Hilton. Jej wystrój, to raj dla tych, którzy kochają robić zdjęcia w niezwykłych miejscach i chwalić się nimi w portalach społecznościowych. Wzrok od razu przyciąga szklana ściana z efektem wodospadu.

Od wejścia wita nas obsługa. Pora jest wczesna, więc w restauracji jest jeszcze niewielu gości. Czujemy się jak klienci premium, ale nie zdradzamy, że jesteśmy dziennikarkami. Zaznaczamy, że przyszłyśmy specjalnie na ich desery.

Byłyśmy w cukierni, którą kieruje Nina Nawrocka. Słynne desery serwują od konkretnej godziny

Uwaga, te szczególnie popisowe desery, serwowane są od godz. 13. Przed południem w karcie jest jedynie sernik i szarlotka. Kelner wręcza nam kartę dań i otwiera na stronie ze słodkościami.

Cała karta menu jest krótka, ale w deserach można wybierać. Jest ich pięć. To wspomniane sernik i szarlotka, a do tego Gdański Bursztyn, torcik marcepanowy oraz francuski specjał Crêpes Suzette. Decydujemy się na cztery pierwsze. Zamawiamy też kawy.

Jadalne złoto, lody borowikowe i kawior z dzikiej róży

Po chwili kelner przychodzi ze sztućcami, niedługo potem z napojami, a po niespełna kwadransie podawane jest zamówienie, na które czekamy szczególnie. Poprosiłyśmy o cztery desery na raz, by zrobić im wszystkim wspólne zdjęcie.

Materiały własne

Desery z cukierni, której szefuje Nina Nawrocka.

Pierwsze wrażenie: wow. To na pewno uczta dla oka, wizualnie te słodkości to dzieła sztuki. Aż szkoda je jeść. Nie można jednak zwlekać, bo się roztapiają. Porcje, jak to w wykwintnych lokalach, nie są wielkie.

Uwagę szczególnie przyciąga tak zachwalany przez Ninę Nawrocką deser Gdański Bursztyn, a zaraz potem sernik. To ich próbujemy na początek.

Karola Nawrockiego wspiera rodzina. Jego siostra opowiada o ich relacji

Popisowy deser siostry Karola Nawrockiego. Co za miks!

Uczta dla oka, czy dla podniebienia? Popisowy deser Niny Nawrockiej to właśnie ten zaskakujący miks. Jest podawany, w formie lodów. To trzy różne smaki: biała czekolada z borowikami, rokitnik oraz maślanka w skorupce polanej Goldwasserem. To wszystko posypane jest kawiorem z dzikiej róży i udekorowane jadalnym złotem. Pierwszy kęs i ogromne zdziwienie. Nigdy nie jadłyśmy lodów borowikowych. Smak jest delikatny, ale wyczuwalny. To na pewno nie jest specjał dla każdego. Serce jednej z nas skradł, ale dla drugiej przebojem były jednak lody o smaku rokitnika. Tu uwaga, bo rokitnik to rarytas dla miłośników kwaśnych nut. Jak oceniamy całość? Wygląd 12 na 10. Smak? To kwestia gustu. Na pewno szybko go nie zapomnimy. Raczej trzeba być koneserem z bardziej wykwintnym podniebieniem. Cena najwyższa wśród deserów, 43 zł.

Deser Gdański Bursztyn.

Materiały własne

Deser Gdański Bursztyn.

Jadłyśmy sernik z cukierni u Niny Nawrockiej

Sernik od razu przykuwa wzrok. Wygląda przepięknie. Jego zdjęcia w mediach społecznościowych na pewno zrobiłyby furorę. Jest podany z sosem karmelowym, bakaliami i lodami waniliowymi. Wszystko ozdobiono figami i malinami. To na pewno jest deser dla tych, którzy szukają wyrafinowanych połączeń i tekstur. Jeśli masz ochotę na sernik, jak u babci, to jednak możesz być zaskoczony. Cena 39 zł.

Sernik serwowany przez cukiernię, której szefuje Nina Nawrocka.

Materiały własne

Sernik serwowany przez cukiernię, której szefuje Nina Nawrocka.

Karol Nawrocki chwali torty siostry. Poszłyśmy spróbować

Karol Nawrocki wspominał, że jego siostra jest specjalistką od tortów i robi je najlepsze na świecie. Nie mogliśmy więc sobie odmówić torcika marcepanowego serwowanego w Mercato. To nie jest tort ciężki, naładowany kremem, jakie wszyscy znamy. To raczej ciasto nowoczesne, lekkie. W jego składzie jest biała czekolada, sorbet morelowy, fasola tonka i amaretto. Cena 33 zł.

Jak smakuje szarlotka? Kelner od razu zaznaczył, że to nie jest szablonowe ciasto, a podawane w nietypowy sposób. Serwowana jest z musem jabłkowym i lodami waniliowymi, a zdobi ją jadalne złoto. Wygląda zacnie. Jeśli szukasz klasycznego ciasta z jabłkami, to na pewno takie nie jest, docenią ją raczej wyrafinowane podniebienia. Cena 39 zł.

Podsumowując, nie są to desery na szybkie zaspokojenie chęci na coś słodkiego, a raczej na dłuższe posiedzenie i delektowanie się smakiem. Nie są to łakocie, jakie znamy z kuchni naszych babć albo mam. Za cztery desery i dwie kawy zapłaciłyśmy 215 zł.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl