Awantury o dokarmianie ptaków pod blokiem trwają już od dłuższego czasu, ale do prawdziwej konfrontacji doszło 8 stycznia.
Pan Ernest wyszedł na ogród, żeby rzucić ziarno ptakom. Zobaczył go sąsiad mieszkający piętro wyżej i postanowił porozmawiać z jego partnerką. Kobiety nie było jednak w domu. Rozmowa odbyła się więc w cztery oczy między mężczyznami. W trakcie tej rozmowy emocje wzięły górę. Najpierw doszło do wymiany zdań, a potem do ostrej awantury.
— Sąsiad w czasie rozmowy stał się agresywny, więc włączyłem nagrywanie w telefonie, aby udokumentować jego zachowanie. Kiedy zorientował się, że jest nagrywany, wyrwał mi telefon. Doszło między nami do szarpaniny, dostałem z pięści w twarz — tłumaczy pan Ernest.
Na tym się jednak nie skończyło. Jak twierdzi zaatakowany mężczyzna, tego samego wieczoru do mieszkania przyszedł zdenerwowany syn jego partnerki i miał go brutalnie pobić.
— Szykowałem się do spania. Pasierb wrócił do domu nastawiony przez sąsiada, który powiedział mu, że dokarmiam gołębie, i zaczęła się jatka. Pobił mnie brutalnie do nieprzytomności. Trafiłem do szpitala ze złamanym nosem i uszkodzonym oczodołem — żali się mężczyzna.
Sąsiad ma obsesję na jego punkcie
Pan Ernest nie zaprzecza, że od dawna dokarmia ptaki, wiesza budki lęgowe oraz kule. Ale odkąd pamięta, nigdy to nikomu nie przeszkadzało. Dopiero teraz zaczęły się burdy, bo — jak twierdzi — sąsiad ma obsesję na jego punkcie.
— Mieszkam w tym miejscu od 18 lat. Kocham ptaki i dlatego je dokarmiam. Nikomu to do tej pory nie przeszkadzało. Teraz jeden z sąsiadów postanowił z tym walczyć. Zamontował kamerę na balkonie i obserwuje mnie całą dobę, czy nie sypie ziarna. Powiedział mi wprost, co jest udokumentowane na nagraniu, że ma pie…..ca na moim punkcie — skarży się pan Ernest.
Mieszkańcy nie chcą ptaków pod blokiem
Sąsiedzi przedstawiają jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. Twierdzą, że dokarmianie gołębi nadal trwa w najlepsze i powoduje poważne problemy na osiedlu. Według nich na chodnikach oraz ich balkonach cały czas jest mnóstwo ptasich odchodów, które non stop muszą sprzątać. Mało tego. W okolicy też zaczęły pojawiać się szczury.
Lokatorzy podkreślają, że wielokrotnie próbowali rozmawiać z panem Ernestem i prosili go o zaprzestanie dokarmiania ptaków pod oknami budynku. Rozmowy nie przyniosły jednak żadnego skutku.
— W ogródku jest pełno odchodów. Latem widzieliśmy szczury. To są choroby i zagrożenie dla dzieci i zwierząt. Ja się boję wypuścić psa. Jak zje takie odchody, to może się rozchorować — mówi jedna z sąsiadek.
Administracja budynku powiesiła informację na klatce schodowej i ogrodzeniu z prośbą o niedokarmianie ptactwa w przestrzeni wspólnej, ale nic to nie daje, bo w ślad za panem Ernestem, według niektórych sąsiadów idą inni mieszkańcy.
Pan Piotr cały czas obserwuje sąsiada, czy nie dokarmia gołębi. Sąsiedzi, którzy walczą z tym zjawiskiem, zapowiadają, że będą dokumentować całą sytuację i zbierać dowody.
Na razie nic nie wskazuje na szybkie zakończenie konfliktu, który — jak mówią mieszkańcy — przerodził się w prawdziwą wojnę o gołębie.
Niemiła niespodzianka w gołębniku. Właściciel natychmiast chwycił za telefon. Wstyd na całe miasto
Tragiczny finał kłótni o gołębie w Czeladzi. Nie żyje 72-latek
/9
Damian Ryndak / Deprecated_Fakt.pl
To w tym bloku trwa wojna o gołębie.
/9
Damian Ryndak / Deprecated_Fakt.pl
Mieszkańcy złoszczą się, bo ogródki i balkony są w ptasich odchodach.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl



