Powiedział: kończę imprezę i idę po siekierę. Chwilę później już nie żył

0
4

Chwilę po północy, 23 maja 2024 r. 19-letni wówczas Bartosz Ż. wysłał do swojej matki wiadomość, że wuj Marek jeszcze nie śpi. Chwilę później wyszedł ze swojego pokoju. Między mężczyznami wywiązała się kłótnia. Bartosz zarzucał Markowi, że ten nie pomaga swojemu ojcu, a jego przyszywanemu dziadkowi, który jest po wypadku. Te zarzuty tak oburzyły 44-latka, że rzucił tylko, że “kończy imprezę i idzie po siekierę”, po czym wyszedł z domu. Chwilę później rozegrała się tragedia.

Bał się wuja, więc go zastrzelił?

Bartosz Ż. twierdzi, że obawiał się, iż wuj może komuś zrobić krzywdę. Postanowił go powstrzymać. Poszedł do swojego pokoju, wyciągnął schowany tam pistolet, który wcześniej zabrał Markowi B. i poszedł za nim do warsztatu. Pistolet był naładowany. 19-latek z bliskiej odległości oddał do 44-latka dwa strzały. Celował w głowę. Potem upuścił broń na podłogę warsztatu, a następnie wyciągnął z niej magazynek i odłożył wszystko na stół.

Dziadkowi opowiedział, co się stało. Chwilę później o tragedii dowiedziała się matka chłopaka. Anna Ż. przyjechała do Brunowa, zanim zaalarmowano służby. Kazała synowi zadzwonić na pogotowie. Bartosz Ż. zadzwonił na numer alarmowy ok. godz. 5. Powiedział operatorowi, że doszło do wypadku z użyciem broni palnej. Relacjonował, że do wystrzału doszło podczas zabawy bronią i nie żyje jego kolega. Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego oraz funkcjonariuszy policji. O godz. 5.15 Bartosz Ż. został zatrzymany. Sprawca usłyszał zarzut zabójstwa i decyzją sądu w Lubinie trafił do aresztu.

Napięcie między Bartoszem i Markiem narastało od dawna

Między Bartoszem Ż. i Markiem B. często dochodziło do napięć. Świadczą o tym choćby wiadomości wysyłane do matki 19-latka przez komunikatory internetowe. Pisał w nich m.in. “łeb chu**wi ukręcę”.

Szokująca jest treść wiadomości wysłanej do Anny Ż. 7 maja 2024 r., zaledwie na kilkanaście dni przed tragedią. “Ten ch*j powiedział mi, że robimy drewno. Ja piję herbatę z dziadkiem, ten co pięć sekund, żebym szedł, no chodź, to co idziemy, no musimy iść. Próbowałem go ignorować, ale poszedłem. Wbił sobie dwa gwoździe i nic nie zaskwierczał i stwierdził, że noga jest tak utleniona, że nie dostanie tężca, a to były zardzewiałe gwoździe, powiedział, że robimy i mamy wolne”.

“Idę do pokoju, bo już 19:30 jakoś, no to chyba mogę odpocząć. Po dwudziestu minutach zaczął nagle napi**dalać mi w okno, jakby chciał je rozbić, potem w drugie okno. Potem wlazł do domu, otwiera drzwi i do mnie z mordą, że co ja tu jeszcze robię i że mam ruszać to dupsko, bo mamy drewno do zrobienia. A jak nie, to dostanę młotkiem i komputer też mi rozpieprzy. Coś mu się chyba popi**doliło, jeb*ny mi grozi.”

Sąd w Legnicy nie miał wątpliwości

Podczas procesu Bartosz Ż. nie przyznał się do winy. Odwołał również część zeznań złożonych w trakcie śledztwa. Sąd nie miał jednak wątpliwości, jaki był przebieg tragicznych wydarzeń. 13 czerwca 2025 r. Sąd Okręgowy w Legnicy skazał zabójcę na 15 lat pozbawienia wolności. “W ustalonym stanie faktycznym Bartosz Ż. działał z zamiarem zabójstwa. Przy czym sąd przyjął, że działał umyślnie, z zamiarem bezpośrednim. Mając na uwadze zebrane dowody w sprawie, należało uznać, że doprowadził do śmierci pokrzywdzonego. Krytycznego dnia nie zadzwonił na policję, żeby wezwać pomoc i zażegnać zagrożenie, chociaż miał na to czas” — czytamy we wstępie pisemnego uzasadnienia wyroku.

Sąd niezwykle krytycznie odniósł się do zachowania sprawcy tuż po tragedii. “Zdaniem sądu zachowanie Bartosza Ż. po oddaniu strzałów także wskazuje na to, że strzelał on, aby zabić pokrzywdzonego. Świadczą o tym następujące okoliczności: nie wezwał żadnej pomocy, w tym nie zadzwonił po pogotowie od razu, aby udzieliło pomocy, uznając, że pokrzywdzony na pewno nie żyje. Nie próbował udzielić pomocy ofierze. Myślał, że pokrzywdzony nie żyje, bo dostał pociskiem, czyli zdawał sobie sprawę, że strzał w głowę powoduje śmierć” — uzasadniał sędzia.

15 lat więzienia za zabójstwo wuja

Strony odwołały się od wyroku sądu pierwszej instancji. Pełnomocnik Janiny B., matki zastrzelonego 44-latka, domagał się zaostrzenia kary i wymierzenia 25 lat więzienia Bartoszowi Ż. Z kolei obrońca wnioskował o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez sąd pierwszej instancji, a w przypadku nieuwzględnienia wniosku o wymierzenie łagodniejszej kary.

26 listopada 2025 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał wyrok w mocy. 20-letni dzisiaj sprawca odbywa karę w jednym z zakładów karnych na Dolnym Śląsku. Po odbyciu połowy, będzie mógł się ubiegać o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Czy tak się stanie? O tym decydować będzie sąd penitencjarny.

Zobacz też:

“Plan był prosty: trafiamy faceta w głowę”. Szokujące zapiski zabójcy trzech osób

Tragiczny finał eksperymentu. Miał “tylko sprawdzić, czy boli”, a zabił kolegę. Rodzina oburzona: śmieszny wyrok

/7

KPP w Polkowicach / Materiały policyjne

Sprawca podczas doprowadzenia przez policję

/7

Piotr Wierzbicki / newspix.pl

Bartosz Ż. przed sądem w Legnicy

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl