Ta historia wciąż nie mieści się ludziom w głowach. 30 marca, przed południem, w jednym z domów niemal w sercu miejscowości rozegrał się dramat, który zakończył się śmiercią 45-latka. Mężczyzna zmarł dzień później, 31 marca. 1 kwietnia dwaj 17-latkowie usłyszeli zarzuty zabójstwa.
“Robcio” był dla matki wszystkim
Dla mieszkańców był po prostu “Robcio”. Spokojny, pomocny, niesprawiający problemów. Taki człowiek, którego każdy we wsi znał i z którym dało się żyć po sąsiedzku.
Utrzymywał się z prac dorywczych. Pomagał ludziom w gospodarstwach, nosił, naprawiał, robił to, czego akurat było trzeba. Jedna z mieszkanek wspomina, że nieraz wyciągał do niej rękę, gdy sama już nie dawała rady.
Najważniejszy był jednak dla swojej 71-letniej matki, pani Janiny. Mieszkali razem. Kobieta jest schorowana, choruje m.in. na cukrzycę. Syn był jej codziennym wsparciem.
— Pomagał mi we wszystkim. Pilnował leków, robił zakupy, był przy mnie. Ja teraz nie wiem, jak ja sobie poradzę — mówi zrozpaczona.
Przyszli po pieniądze. Chwilę później zaczęło się piekło
To właśnie pani Janina widziała podejrzanych tuż przed tragedią. Jak opowiada, w poniedziałek 30 marca około godziny 10:40 do jej domu przyszło dwóch młodych chłopaków. Mieli żądać pieniędzy.
— Krzyczeli: “Babka, daj 200 zł!”. Ale ja nic im nie dałam. Powiedziałam, że nie mam i nie jestem żadną ich babcią — relacjonuje kobieta.
Po chwili mieli odejść i zacząć szukać jej syna.
Ktoś zawołał ją z ulicy. Kilka ulic dalej stała karetka
Nie minęło dużo czasu. Ktoś przyszedł po panią Janinę z wiadomością, od której świat stanął jej w miejscu.
— Powiedzieli mi, że kilka ulic dalej stoi karetka i że tam jest mój syn — wspomina.
Robert został odnaleziony ciężko ranny w domu kobiety, którą znał i której wcześniej pomagał. Tego dnia miał tylko przynieść jej ziemniaki. Tam dopadli go napastnicy.
Pomoc wezwała właścicielka domu. Sprawcy uciekli. Chwile później zatrzymano dwóch nastolatków. Obaj byli mocno nietrzeźwi. Mieli po około 2 promile alkoholu.
“Wszystko było we krwi”
Najgorsze przyszło jednak dopiero w szpitalu. Pani Janina pojechała zobaczyć syna. To, co tam zobaczyła, nie daje jej spokoju.
— Wszystko było we krwi. Miał opuchniętą twarz, połamane ręce, siniaki… Ja w życiu nie widziałam tak strasznie pobitego człowieka — mówi.
31 marca Robert M. zmarł.
— Nie rozumiem, jak można tak kogoś skrzywdzić, tak zakatować… Serce mi pęka, bo wiem, jak syn bardzo musiał cierpieć — dodaje matka.
Niemal wszystkie żebra połamane
Śledczy nie mają wątpliwości, że skala przemocy była ogromna.
— Ofiara doznała rozległych obrażeń wielonarządowych. Mężczyzna miał połamane niemal wszystkie żebra oraz obrażenia głowy — przekazała dla “Faktu” prok. Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Z ustaleń wynika, że napastnicy mieli bić 45-latka pięściami i kopać go. Ciosy spadały z ogromną siłą. Śledztwo ma wyjaśnić, czy w ruch mogły pójść również inne przedmioty.
Dwa dni wcześniej byli jeszcze “nieletni”
Podejrzani to dwaj 17-latkowie: Konrad J. i Kamil R. Jeden pochodzi z Wielkich Oczu, drugi z Lubaczowa.
Jak mówią mieszkańcy, obaj są z tzw. dobrych domów. Niedawno, zaledwie w listopadzie i grudniu, przekroczyli granicę wieku, od której za najcięższe przestępstwa mogą odpowiadać karnie jak dorośli. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej ich sprawą zajmowałby się sąd rodzinny.
1 kwietnia obaj usłyszeli zarzuty zabójstwa.
— Nie przyznali się do winy. Złożyli wyjaśnienia, które będą weryfikowane w toku śledztwa — poinformowała prokurator.
Jak dodała, obaj zgłosili się wraz ze swoimi obrońcami z wyboru. Na 2 kwietnia zaplanowano posiedzenie w sprawie ich tymczasowego aresztowania.
Miejscowi pamiętali ich już wcześniej
Jak ustaliliśmy, wcześniej byli już notowani jako nieletni. W Wielkich Oczach ludzie mówią, że przynajmniej jeden z nich już wcześniej budził strach.
— Ponoć pobił kogoś w autobusie. Do krwi. Kierowca musiał zatrzymać pojazd — opowiada jeden z mieszkańców.
Dziś we wsi nie mówi się o niczym innym.
“Mnie już nikt syna nie odda”
W tej historii najgłośniej wybrzmiewa jednak nie akt oskarżenia, nie zarzuty, tylko głos matki.
Kobiety, która straciła jedyne oparcie. — Chcę tylko, żeby za to odpowiedzieli. Bo mnie już nikt syna nie odda — mówi pani Janina.
“Policjantka spod kołdry” z wyrokiem. Sąd mówi o bazach danych
Znany bokser ranny w wypadku pod Rzeszowem. “Jestem mocno poobijany”
/6
– / LASKAR-MEDIA
W Wielkich Oczach rozegrał się dramat, który wstrząsnął całą miejscowością. Na zdjęciu: pani Janina i jej zamordowany syn Robert M.
/6
Laskar-Media
Pani Janina straciła syna, który był dla niej największym wsparciem.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl






