Siedem lat po tragedii w Szczyrku. Zginęło osiem osób. “Każdej nocy śni mi się ten koszmar”

0
4

W czwartek, 2 kwietnia, w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach rozpoczął się kolejny rozdział tej bolesnej historii. Ta niewyobrażalna tragedia miała miejsce 4 grudnia 2019 r. przy ul. Leszczynowej w Szczyrku. Pracownicy firmy układali kable do nowego apartamentowca. Podczas prac przewiercili przewód z gazem i doszło do wybuchu. Eksplozja zmiotła z powierzchni ziemi dom i uśmierciła osiem osób. To była wielopokoleniowa rodzina Kaimów: Wojciech († 39 l.) i jego żona Anna († 38 l.), ich dzieci — Michalina († 9 l.), Marcelina († 4 l.) i Staś († 3 l.), Józef († 68 l.) z żoną Jolantą († 65 l.) i wnukiem Szymonem († 8 l.).

Wybuch gazu w Szczyrku. Pod gruzami zginęła ośmioosobowa rodzina. Ruszyła apelacja

Była to jedna z najtragiczniejszych katastrof w Polsce w ostatnich latach. Proces w tej sprawie trwał trzy lata. Na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób odpowiedzialnych za realizację prac przy przewiercie i nadzór nad nimi. W maju 2024 r. sąd pierwszej instancji w Bielsku-Białej ogłosił wyroki: właściciel firmy odpowiedzialnej za przewiert, Roman D., został skazany na 6 lat więzienia. Marcin S. usłyszał wyrok 4 lat, Józef D. — 3 lata. Marcin K., Jakub K. i Ewa K. otrzymali kary po 4 lata i 2 miesiące.

Wszyscy skazani dostali także 10-letnie zakazy wykonywania zawodu oraz zostali zobowiązani do wypłaty zadośćuczynienia i odszkodowań. Od tego wyroku odwołała się prokuratura, obrońcy oskarżonych i niektórzy oskarżyciele posiłkowi. Proces apelacyjny ruszył 2 kwietnia w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach.

“Wciąż mam przed oczami te zgliszcza”

W sądzie pojawia się Katarzyna Kaim, która w tamtym wybuchu straciła swojego jedynego syna, 8-letniego Szymona, rodziców oraz kuzynostwo z dziećmi. Dziś mówi cicho, ale każde jej słowo niesie ciężar niewyobrażalnej straty.

— Jesteśmy strasznie tym wszystkim zmęczeni — przyznaje w rozmowie z “Faktem” Katarzyna Kaim-Nogieć. — Dopóki człowiek nie zetknie się z wymiarem sprawiedliwości, nie ma pojęcia, że to może tak długo trwać. Nadal nie ma prawomocnego wyroku. Jesteśmy bardzo rozczarowani.

Przyznaje, że życie po tragedii to nauka oddychania od nowa. Z dnia na dzień. Bez planów, bez nadziei na to, że “czas uleczy rany”.

— Rany dalej się nie zabliźniły. Wciąż mam przed oczami te zgliszcza. Wróciłam z pracy i nic już nie było… W uszach brzmiał ostatni telefon, który odebrałam tego dnia od syna, gdy wracał ze szkoły. Dostał wtedy szóstkę z matematyki, cieszył się… Potem poszedł do kolegi, ale wrócił do domu przed osiemnastą — wspomina pani Kasia. Gdy to mówi, w jej oczach widzę łzy. Chciałaby, żeby Szymonek wtedy się spóźnił, ale tak się nie stało. Ona została w pracy dłużej, bo przygotowywali jasełka do domu dziecka. Jedyna z domowników ocalała.

— Co by było, gdybym wróciła na czas… Może byśmy dzisiaj nie rozmawiały — przypuszcza pani Katarzyna. — Każdej nocy śni mi się ten koszmar, każdy dzień jest trudny, zwłaszcza święta, rocznice i dzień urodzin mojego synka. Dlatego chciałabym, aby ten proces wreszcie się zakończył.

Jednak zakończenia jeszcze nie ma.

Prokurator żąda wyższych kar dla oskarżonych, obrońcy uniewinnienia

To postępowanie odwoławcze, które ruszyło 2 kwietnia w Katowicach, to efekt dziewięciu złożonych od wyroku bielskiego sądu apelacji.

Prokurator żąda dużo surowszych kar: dla Romana D., prezesa firmy, która zleciła przewiert pod ul. Leszczynową — 10 lat więzienia, dla Marcina S., operatora wiertnicy — 8 lat i dla jego pomocnika, Józefa D. — 6 lat więzienia. Obrońcy są zgodni — chcą uniewinnienia dla oskarżonych. Rodziny ofiar — chcą po prostu końca tego koszmarnego procesu.

Katarzyna Kaim-Nogieć podkreśla, że nie chodzi o zemstę, lecz o sprawiedliwość i o to, by już nie przedłużać dramatu:

— Nie chcieliśmy rozdrapywać ran. Chcieliśmy zostać przy wyrokach, które zapadły w pierwszej instancji. Najlepiej by było, gdyby sąd je podtrzymał — dodaje Katarzyna Kaim.

W rozmowie pojawia się też gorzka refleksja o tym, kto jej zdaniem powinien jeszcze ponieść odpowiedzialność. — Na ławie oskarżonych powinny zasiąść też inne osoby — przedstawiciele Aqua System. To naczynia połączone. Te osoby były zwierzchnikami oskarżonych, one wydawały decyzje — dodaje Katarzyna Kaim.

Co zrobi Sąd Apelacyjny w Katowicach?

Sąd apelacyjny ma rozstrzygnąć, czy wcześniejsze wyroki były adekwatne. Może je utrzymać, zaostrzyć albo uchylić. Podczas czwartkowej rozprawy (2 kwietnia) w sądzie nie pojawił się żaden z sześciu oskarżonych. Reprezentowali ich adwokaci. Rozpoczęły się mowy końcowe obrońców oskarżonych.

Wielopokoleniowa rodzina zginęła w wybuchu gazu w Szczyrku. Tak bliscy zareagowali na wyrok sądu.

Cmentarzysko moich bliskich widzę z okna

/12

Dawid Markysz / Edytor, Rafał Klimkiewicz / Edytor

– Każdej nocy śni mi się ten koszmar – mówi Katarzyna Kaim-Nogieć, o wybuchu gazu w Szczyrku, w której 7 lat temu zginął jej syn i cała rodzina.

/12

Rafał Klimkiewicz / Edytor

W Sądzie Apelacyjnym w Katowicach ruszył proces oskarżonych o spowodowanie wybuchu gazu w Szczyrku w 2019 r.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl