Wstrząsający wypadek na S7. Strażacy z Łomianek nie kryli poruszenia tym, co zastali na miejscu

0
8

12 kwietnia na drodze krajowej nr 7 w Łomiankach pod Warszawą ruch odbywał się normalnie. W pewnym momencie na wiadukcie, w rejonie ulicy Kolejowej i Brukowej, rozpędzone audi, którym jechali Patryk R. wraz z kolegą Piotrem, uderzyło z impetem w toyotę.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Siła uderzenia była tak duża, że auto, którym podróżowali Nikola i Kacper, wypadło z trasy i przebiło barierki, a następnie wielokrotnie koziołkowało i uderzyło w kolejne pojazdy. Jak nieoficjalnie dowiedział się “Fakt”, jedna osoba wypadła z pojazdu i leżała na ulicy, druga była zakleszczona w pojeździe. Przybyli na miejsce ratownicy i strażacy natychmiast rozpoczęli działania ratownicze.

Patryk R. i Piotr B. uciekli z miejsca wypadku i ukryli się przed policją

Patryk R. oraz jego kolega Piotr B. zaraz po zdarzeniu uciekli z miejsca wypadku, nie udzielając pomocy poszkodowanym. Następnie ukryli się w jednym z domów w Łomiankach. Funkcjonariusze od razu rozpoczęli ich poszukiwania. Na drugi dzień rano obaj zostali zatrzymani i przewiezieni na komendę do Nowego Dworu Mazowieckiego. Ze względu na to, że byli pod wpływem alkoholu, nie mogli być od razu przesłuchani. Dopiero we wtorek złożyli zeznania i usłyszeli zarzuty.

Jak ustalili śledczy, sprawca wypadku przed jazdą miał wypić litr wódki. Miał również aktywne sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu wraz z ucieczką z miejsca zdarzenia oraz nieudzielenia pomocy pokrzywdzonym. Ponadto złamał dwa obowiązujące zakazy poruszania się pojazdami. Miał też posiadać środki odurzające.

Strażacy z Łomianek mocno przeżyli dramatyczny wypadek

Reporter “Faktu” odwiedził druhów z Łomianek, którzy bardzo przeżyli to niedzielne zdarzenie. Twierdzą, że biorą udział w różnych akcjach ratunkowych, ale ta mocno utkwiła w ich pamięci i trudno o niej mówić.

— Gdy dostajemy zgłoszenie, nie zawsze zawiera ono szczegółowe informacje. Wyruszamy do zdarzenia z nastawieniem niesienia pomocy, a szczegóły poznajemy dopiero w trakcie dojazdu lub na miejscu. Tak też było w tym wypadku. Nasz zastęp był drugim, który dotarł na miejsce — wcześniej była już obecna karetka oraz jednostka Państwowej Straży Pożarnej — informuje druh Patryk. Twierdzi, że jeszcze w drodze do akcji wszyscy zostali przydzieleni do konkretnych zadań, a po przyjeździe każdy musiał skupić się na swoich obowiązkach. Jak zaznacza, podczas takich akcji nie ma czasu na rozglądanie się czy ocenianie sytuacji w sposób ogólny — liczy się szybkie i skuteczne działanie.

— W trakcie akcji nie ma miejsca na emocje — najważniejsze jest działanie zgodnie z procedurami i wykonywanie poleceń dowódcy — tłumaczy strażak.

Dopiero po zakończeniu akcji, już w koszarach, pojawił się czas na rozmowę i refleksję. Strażacy przyznają, że to zdarzenie było dla nich wyjątkowo poruszające.

— Każdy przeżywa takie sytuacje inaczej — jedni potrzebują rozmowy, inni wsparcia bliskich, a jeszcze inni chwili samotności. Po powrocie do jednostki rozmawialiśmy o tym wszystkim i bardzo wstrząsnęło to każdym z nas — opowiadają strażacy Patryk i Krzysiek.

Nowe fakty o wypadku w Łomiankach. Kierowca Audi był kompletnie pijany

Agresywne dziki atakują psy na osiedlach. Strach mieszkańców Brwinowa rośnie

Policja szuka kierowcy czerwonego auta. Chodzi o wypadek w Łomiankach

/4

OSP Łomianki/Facebook

Do wypadku doszło w niedzielę na trasie S7.

/4

@Stop_Cham/X

Z samochodu zostały zgliszcza.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl