Połowę swojego życia spędził za kratami. — Zabrali mi wszystko, młodość, godność, marzenia — żali się w rozmowie z “Faktem” chwilę po wyjściu na wolność. Jarosław Sosnowski ma dzisiaj 43 lata. Jeszcze nie zdążył pójść do sklepu, by kupić sobie nowe ubrania. Ma czarny dres, w którym wyszedł z zakładu karnego. Przyznaje, że nie wie, jak się obsługuje niektóre sprzęty w domu. Jest trochę jak duże dziecko. Tak też się czuje. — Jakbym się na nowo narodził — przyznaje. Kiedy wsadzano go za kraty był młodym chłopakiem. Mieszkał z rodzicami, dopiero zaczynał życie.
Jarosław Sosnowski twierdzi, że jest niewinny
Miał zaledwie 21 lat, gdy oskarżono go o usiłowanie gwałtu i zabójstwo Małgorzaty W. Bawili się na tej samej dyskotece 20 listopada 2004 r. W “Faraonie” w Lądku (woj. wielkopolskie) Jarosław Sosnowski był tam ze swoją dziewczyną i znajomą, a Małgosia z siostrą i koleżanką. — Ja Małgorzaty w ogóle nie poznałem. Siedzieliśmy z moją dziewczyną w boksie, rozmawialiśmy, nie tańczyliśmy — zapewnia. A jednak to jego policja zatrzymała za zabójstwo 26-latki.
Historia podobna do tej o Tomaszu Komendzie. Siedział niesłusznie 48 lat
Sosnowskiego pogrążyć miał numerek 33 oraz zeznania szatniarza. Pracował tam wtedy na zastępstwie. To był jego jedyny raz w “Faraonie”. Wskazał Jarosława jako tego, który przed pierwszą w nocy przyniósł numerek Małgosi i chciał odebrać jej kurtkę. Ale policja nie znalazła jego odcisków palców na breloku. Podczas okazania szatniarz wskazał Sosnowskiego. Tylko on był zdecydowanie wyższy od pozostałych. Przed sądem nie pamiętał już ani oskarżonego, ani sytuacji z szatni.
21 lat przesiedział w więzieniu za niewinność?
Policja nie znalazła żadnych śladów należących do Jarosława Sosnowskiego na zwłokach zamordowanej ani na miejscu zbrodni. Czy to możliwe, żeby mężczyzna, który odbył stosunek z dziewczyną, zdzierał z niej ubranie, a później ją dusił, nie zostawił żadnego śladu? A tych na miejscu zamordowania Małgosi było wiele. Materiał genetyczny pod paznokciami świadczył o tym, że dziewczyna się broniła, dwa włosy na majtkach zamordowanej, odciski butów, butelka wódki, opakowanie gum do żucia, męski but. Na żadnym z tych przedmiotów nie było śladów Sosnowskiego. Obciążyło go to, że przyznał się do winy, a podczas wizji lokalnej pokazał, jak dokonał zbrodni. — To wszystko pokazali i powiedzieli mi policjanci. Jak mnie wieźli, to widziałem, gdzie stoi prokurator. Kazali mi tam iść, aż do białej rękawiczki. Powiedzieli, żebym niczego nie odwalił. To było bardzo, bardzo proste zadanie — wspomina.
Przed sądem Sosnowski odwołał swoje przyznanie się do winy. Opowiedział o biciu i straszeniu. Ale sądy dwóch instancji nie uwierzyły mu. Wyrok? 25 lat więzienia. — Nie byłem na ogłoszeniu wyroku, ale gdy się o tym dowiedziałem, to była rozpacz, chciałem skończyć ze sobą, nie widziałem sensu dalszego życia — opowiada. — W więzieniu było gnębienie ze względu na art. 197, czyli usiłowanie gwałtu. Przeszedłem piekło. Wiele razy miałem dość, próbowałem odebrać sobie życie — dodaje.
Rodzina nigdy nie uwierzyła, że Sosnowski jest zabójcą
Tylko najbliżsi nie uwierzyli w jego winę. Rodzice, siostra i kuzyn walczyli o niego. Pukali do kolejnych drzwi, aż do skutku. Po wielu latach odsiadki o sprawie dowiedział się senator Grzegorz Fedorowicz. To on uwierzył w niewinność Sosnowskiego. Poruszył niebo i ziemię, żeby o sprawie zrobiło się głośno. W końcu znalazł kancelarię, która zgodziła się zająć sprawą. — Podchodziłem do tego z rezerwą, bo jak wiadomo, większość osadzonych twierdzi, że jest niewinna. Później przejrzałem siedem tomów akt Jarosława i uwierzyłem, że tego nie zrobił — mówi Adam Jasiński, radca prawny, który zajął się sprawą.
— Pierwszym celem było wyciągnięcie pana Sosnowskiego z więzienia — przyznaje. Udało się. 21 kwietnia 43-latek opuścił zakład karny w Strzelinie pod Wrocławiem.
— Czuję się, jakbym się na nowo narodził, na wolności nawet powietrze pachnie inaczej niż w zakładzie karnym. Budzę się rano i nie muszę się nigdzie śpieszyć. Mogę robić to, co chcę, nie ma regulaminów i zakazów
— uśmiecha się. Na razie zamieszkał u siostry. — Mam swój pokój, zajmuję się psem siostry, niedługo rozpoczynam pracę na budowie. Zaczynam wszystko od początku — dodaje. Ma wiele planów, ale są one przyziemne. Założyć rodzinę, pracować, może trochę pozwiedzać. Po prostu cieszyć się życiem, a przede wszystkim mieć najbliższych blisko siebie. Tego za kratami brakowało mu najbardziej.
“Nie tak miało być” Nikola, Kacper i Eryk mieli żyć. Ich najbliżsi zabrali głos
“Uwododnię Wam, że to nie ja zabiłem Małgosię”
Przeszłość nadal jednak nad nim ciąży. Nadal jest uznawany za winnego zabójstwa. — Udowodnię, że tego nie zrobiłem — zapowiada. Sąd Najwyższy przyjął wniosek o kasację wyroku.
— Chcielibyśmy, żeby Jarosław Sosnowski został uniewinniony. I o to będziemy walczyć. Jednak dróg jest wiele. Sprawa może zostać przekazana do ponownego rozpoznania. To szansa na wykrycie osób, które w naszej ocenie popełniły tę straszną zbrodnię
— mówi radca prawny Adam Jasiński. — Bo nie można zapominać, że to tragedia dwóch rodzin: rodziny Jarosława Sosnowskiego i jego samego, ale przede wszystkim rodziny zamordowanej Małgosi — dodaje.
Rodzina Małgorzaty W. wierzy, że to Sosnowski ją zamordował. — Chciałbym, by ci, którzy to zrobili, odpowiedzieli za śmierć Małgosi. Chciałbym, żeby jej rodzina nie widziała we mnie mordercy. Marzę o tym i wierzę, że tak się stanie. Dziś wiem, że marzenia się spełniają — dodaje Jarosław Sosnowski. — Kiedy usłyszałem o Tomku Komendzie, pomyślałem, jak bardzo nasze sprawy są do siebie podobne. Planowałem, że po wyjściu uda mi się z nim spotkać i porozmawiać. Niestety nie zdążyłem — dodaje.
Ceniony onkolog wykorzystywał dzieci. Jedna z ofiar była niepełnosprawna
/17
P.F.Matysiak / newspix.pl
Jarosław Sosnowski spędził za kratami pół swojego życia.
/17
P.F.Matysiak / newspix.pl
Prawnik Adam Jasiński uwierzył w niewinność Jarosława Sosnowskiego i chce doprowadzić do jego uniewinnienia.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









