Proboszcz zwolnił organistę po ponad 20 latach. W parafii wrze. “Popędzić go”

0
2

“Drodzy Parafianie Parafii w Choczu, po ponad 20 latach posługi muzycznej w naszej wspólnocie nadszedł moment, którego się nie spodziewałem. Chciałbym z całego serca podziękować Wam za każdy wspólny dzień, każdą Mszę Świętą i każde spotkanie. To były dla mnie lata niezwykle ważne — lata nie tylko pracy, ale przede wszystkim budowania relacji z Wami. Informuję, że decyzją Księdza Proboszcza moja posługa w parafii została zakończona z dniem 30 kwietnia. Nie była to decyzja z mojej strony” — napisał pan Marcin na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Chocz. Organista stracił pracę. W tle konflikt z proboszczem

​Dziękuję za wszystkie dobre słowa, życzliwość i wsparcie, które otrzymywałem od Was przez te dwie dekady. Zabieram ze sobą wiele pięknych wspomnień

— zakończył swój wpis.

Pod postem pojawiło się ponad 200 komentarzy i trudno znaleźć takie, które nie są słowami oburzenia oraz wsparcia dla organisty.

Teraz, zamiast drobnych na tacę, wrzucać karteczki z napisem “murem za Marcinem organistą”. Jak proboszczowi lodówka opustoszeje, to zaraz przywróci Marcina. To ludzie tworzą parafię, nie proboszcz, a jak się proboszczowi nie podoba gra i śpiew Marcina, niech zmieni parafię!

— napisała pani Krystyna.

Decyzja kiepska. Nie zmienia się czegoś, co działa dobrze. Jako artysta, pracownik, wykonywał Pan pracę na najwyższym poziomie. Jedna kobieta, z 10 lat temu powiedziała mi, że przyjeżdża specjalnie do Chocza, żeby w okresie Wielkiego Postu usłyszeć pańską “Golgotę”. Mnie gwarantował Pan prawdziwe wzruszenie. Powodzenia!

— dodała pani Paulina.

Trzeba proboszcza popędzić z parafii tam, gdzie raki zimują i będzie porządek, a nowy szybko się znajdzie

— podsumował pan Krzysztof.

Dlaczego organista odszedł po 20 latach?

Proboszcz, ojciec Dyzma Marcin Gul, zaproponował organiście zmianę umowy na pół etatu. Uważał, że pan Marcin nie wyrabia tylu godzin, za ile ma płacone. Próbowaliśmy skontaktować się z proboszczem, niestety nie udało się. Ale wcześniej wypowiedział się on dla lokalnych mediów.

Granie na czterech mszach św. w niedzielę, jednej od wtorku do piątku wieczorem i dwóch w sobotę zajmuje organiście około 10 godzin w tygodniu. Przy czym etat wymaga 40 godzin pracy. Praca pana Marcina była niewspółmierna z wynagrodzeniem, zwłaszcza, że za śluby i pogrzeby wpadały pieniądze dodatkowe

— powiedział radiu Centrum ojciec Dyzma Marcin Gul.

Okradli grób małej dziewczynki. Poruszający post matki

Jednak były organista zaprzecza, że tak było. — Moje obowiązki wykraczały daleko poza granie na mszach. Prowadziłem całą administrację cmentarną, przyjmowałem intencje. I nie jest prawdą, że zarabiałem dodatkowo na ślubach czy pogrzebach. Te pieniądze były zabierane podobno na ZUS. Nie trafiały do mnie. Nie widziałem ich na oczy — mówi “Faktowi” pan Marcin.

Co więc jest prawdziwym powodem zerwania współpracy z organistą? — Mam swoje podejrzenia dotyczące pewnych nieporozumień, o których publicznie nie chcę mówić — podsumowuje były organista.

Sprawa trafiła do sądu pracy.

W bazie nurkowej w Wielkopolsce utonął płetwonurek

Jabłonica. Policjant wjechał w kobietę na łące. Gonił kierowcę

/4

Google Street View, archiwum prywatne Marcina Madalskiego

Archiwalne zdjęcie pana Marcina przy organach.

/4

Google Street View

W parafii wybuchła afera.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl