“Moje dziecko było ofiarą, a zostało potraktowane jak sprawca”. Matka 12-latki o procesie, który wstrząsnął Austrią

0
2

W centrum wydarzeń znalazła się 12-letnia Anna (imię zmienione), która według aktu oskarżenia miała być przez wiele miesięcy wykorzystywana seksualnie przez grupę dziesięciu nastolatków w wieku od 16 do 21 lat. Do drastycznych zdarzeń dochodziło w prywatnych mieszkaniach, garażach podziemnych, a nawet w pokoju hotelowym wynajętym specjalnie w tym celu w kwietniu 2023 roku.

Mimo powagi zarzutów, we wrześniu 2025 roku Sąd Okręgowy w Wiedniu ogłosił wyrok, który zszokował opinię publiczną: wszyscy oskarżeni – obywatele Syrii, Turcji, Bułgarii oraz Macedonii Północnej – zostali uniewinnieni.

Wyrok, który wstrząsnął Austrią: Uniewinnienie w sprawie 12-letniej Anny

Decyzja sądu wywołała falę krytyki, zwłaszcza w kontekście postawy oskarżonych, którzy na sali rozpraw zachowywali się w sposób lekceważący. Pełnomocnik Anny, adwokat Sascha Flatz, nie krył oburzenia wynikiem procesu.

“Żadna dwunastolatka nie uprawiałaby dobrowolnie seksu w pomieszczeniu, gdzie obserwuje ją wiele osób. To po prostu zdrowy rozsądek” – cytuje prawnika gazeta “BILD”.

Flatz określił uniewinnienie jako “druzgocące i poniżające” dla ofiary. Wyrok jest już prawomocny, ponieważ prokuratura zrezygnowała z wniesienia apelacji, argumentując to kwestiami prawnymi oraz ryzykiem błędów proceduralnych.

Dziś Anna ma 15 lat, a jej rodzina wciąż zmaga się z traumą tamtych wydarzeń. Sophie N., matka pięciorga dzieci pracująca jako opiekunka w Wiedniu, zdecydowała się przerwać milczenie. W swojej książce pt. “Anna: Prawdziwa historia mojej córki” opisuje walkę o przetrwanie rodziny, która pod ciężarem procesu niemal się rozpadła.

W rozmowie z dziennikiem “WELT” Sophie N. dzieli się bolesnymi wspomnieniami o sprawcach oraz niezrozumieniem dla argumentacji sędziów, dając świadectwo trudnej drogi, jaką przeszła jej córka w starciu z systemem sprawiedliwości.

WELT: Pani N., jak i kiedy zdała sobie Pani sprawę, że z Pani córką Anną dzieje się coś złego?

Sophie N.: Doniesienia medialne zawsze mówiły, że Anna cierpiała z powodu wielomiesięcznej przemocy. To prawda – ale nie była nękana godzinami każdego dnia. Działo się to w dni wolne od zajęć i oficjalnie Anna była wtedy w szkole. Dopiero kilka miesięcy później dowiedziałam się, że moje dziecko ma dużą liczbę nieobecności. Czasami nie było jej od południa, czasami opuszczała popołudniowe zajęcia. Dlaczego szkoła mnie o tym nie poinformowała, pozostaje dla mnie zagadką. Byłam więc w domu lub w pracy i myślałam, że moje dziecko jest w dobrych rękach. Ale była jedna rzecz, którą zauważyliśmy.

“Początkowo myśleliśmy, że to okres dojrzewania, ale po dwóch miesiącach wiedzieliśmy, że musi być coś jeszcze”

WELT: Tak?

N.: My, rodzice – łącznie z moim byłym mężem – zauważyliśmy, że coś jest nie tak z emocjami Anny, z jej duszą. Po szkole rzucała plecak w kąt, szła do swojego pokoju i nie uczestniczyła już w życiu rodzinnym. Nawet nasze rozmowy stały się rzadsze. Czuć było, że coś się z nią dzieje. Początkowo myśleliśmy, że to okres dojrzewania, ale po dwóch miesiącach wiedzieliśmy, że musi być coś jeszcze.

WELT: 21 kwietnia 2023 r. sytuacja zaostrzyła się: Anna nie wróciła do domu na noc?

N.: To był okropny dzień. Szukaliśmy jej wszędzie przez wiele godzin – samochodem, skuterem i pieszo. Zmobilizowałam mojego byłego męża, przyjaciół, a także dorosłego brata Anny. Jej starsza siostra czekała z niepokojem w domu, aby zadbać o bezpieczeństwo dwójki młodszego rodzeństwa i upewnić się, że ktoś będzie przy Annie, gdy wróci. To było naprawdę okropne kilka godzin.

WELT: Anna pojawiła się późnym wieczorem w domu rodzinnego przyjaciela – oszołomiona, brudna i spocona.

N.: Dokładnie. Ale 21 kwietnia nie wszczęto śledztwa policyjnego, częściowo dlatego, że Anna nie ujawniła, gdzie była. Przynajmniej tak w końcu dowiedziałam się o jej nieobecnościach w szkole. Od tego czasu obecność Anny była monitorowana; musiała się meldować. Z tego powodu ta banda nie mogła działać tak jak wcześniej. W zasadzie stłumiliśmy ich, niemal nieświadomie. Mimo to w tamtym momencie nadal nie zdawałam sobie sprawy z pełnego zakresu tego, co się stało.

WELT: Informację o molestowaniu seksualnym otrzymała Pani dopiero kilka miesięcy później od chłopca o imieniu Amir – syryjskiego uchodźcy bez opieki, który powiedział, że jest chłopakiem Anny i martwi się o nią. “Chłopcy w parku mówią, że spali z Anną, pokazywali mi filmy” – powiedział Pani w skrócie.

N.: Trudno opisać, co wtedy czułam. Czułam się, jakbym otarła się o śmierć. Przed oczami przewijał mi się film. Co przeżyła Anna, przez co musiała przejść?! Ale potem nagle wszystko się połączyło. Wszystko nagle nabrało sensu.

Dlaczego Anna tak długo milczała?

WELT: Zdecydowała się Pani wówczas pójść na policję i złożyć zawiadomienie. Śledztwo potwierdziło, że Anna rzeczywiście padła ofiarą przemocy ze strony grupy młodych mężczyzn. Dlaczego Pani córka na to pozwalała? Dlaczego nie zerwała kontaktu ze sprawcami?

N.: Tak, wielu laików i komentatorów z absolutnym przekonaniem deklarowało później: “Cóż, ja na pewno bym tam nie wróciła”. Jednak z perspektywy psychologicznej jest to dość łatwe do wytłumaczenia. Ile żon wraca do mężów, którzy się nad nimi znęcają? Ile ofiar gwałtu paraliżuje strach do tego stopnia, że leżą bez ruchu i pozwalają, by to wszystko im się działo? Istnieje wiele sytuacji, w których mózg – że tak powiem – nie reaguje właściwie. To momenty paraliżującego lęku, w których kobiety boją się, że jeśli stawią opór, stanie się im coś znacznie gorszego, że mogą nawet zginąć. Anna również, jak mi później wyznała, była przerażona.

WELT: Co dokładnie Pani powiedziała?

N.: Moja córka miała wtedy dwanaście lat. W zasadzie była jeszcze dzieckiem, które dopiero zbierało swoje pierwsze doświadczenia seksualne. Najwyraźniej myślała, że tak to po prostu musi wyglądać. Nie miała świadomości, że wymuszony seks oralny to gwałt – skąd mogła to wiedzieć? Trzeba też zrozumieć naszą ówczesną sytuację: mieszkaliśmy na rogu dużego wiedeńskiego parku (Helmut-Zilk-Park – przyp. red.), w którym ci chłopcy – nie wiem, jak inaczej ich nazwać – stale przesiadywali. W rezultacie Anna żyła jak na widelcu. Każdy krok, który zrobiła na zewnątrz, był obserwowany lub prowadził do spotkania z nimi. Moja córka nie miała dokąd uciec. To była liczna grupa nastolatków i młodych mężczyzn, którzy w każdej chwili mogli ją zaatakować z zasadzki.

WELT: Ale smartfon prawdopodobnie również odegrał ważną rolę?

N.: Tak, bo media społecznościowe stworzyły właśnie ten wstyd, który całkowicie uciszył moją córkę. A także strach: co będzie dalej? Co, jeśli wyślą zdjęcia i filmy moim znajomym i kolegom z klasy? Anna najwyraźniej wpadła w błędne koło, z którego nie mogła się wydostać. I znowu: jest mnóstwo dorosłych kobiet, którym nie wiedzie się lepiej. Dlaczego więc dwunastoletnie dziecko miałoby sobie poradzić?

WELT: Dlaczego uważa Pani, że Anna się Pani nie zwierzyła?

N.: Wiele publicznych spekulacji dotyczyło tego, czy miałyśmy złą relację, czy sytuacja rodzinna uległa rozpadowi, czy też Anna była zaniedbywana. Chcę to wszystko jednoznacznie zdementować. Miałyśmy i nadal mamy dobrą relację matka–córka; nasza rodzina jest nienaruszona. Anna nie zwierzyła się ani mnie, ani siostrom, ani przyjaciołom, ani nauczycielom, bo obwiniała siebie. Do dziś to powtarza: “Nie wiem, jak to się mogło stać. Mamo, tak mi wstyd, tak się bałam”. Każdy, kto mówi, że coś takiego nie mogło mu się przytrafić, okłamuje sam siebie. Nikt nie wie z góry, jak sam zareagowałby pod presją.

Tak matka Anny przeżyła proces

WELT: Późnym latem 2025 roku rozpoczęło się śledztwo policyjne, a we wrześniu 2025 roku rozpoczął się proces. Dziesięciu młodych mężczyzn musiało odpowiadać przed Sądem Krajowym w Wiedniu. Zarzucono im naruszenie prawa ofiary do samostanowienia seksualnego. Dwóch oskarżonych zostało również oskarżonych o zmuszanie do czynności seksualnych. Ale twoje oczekiwania względem prawa zostały zawiedzione. Piszesz o procesie: “Wielokrotnie uświadamiałem sobie, jak zawodzi zdrowy rozsądek, jak nie udaje się nawiązać najprostszych powiązań”. Co masz na myśli?

N.: W trakcie procesu ostatecznie doszli do wniosku – również sędziowie – że Anna albo to wszystko zmyśliła, albo zrobiła to dobrowolnie. To mnie zapiera dech w piersiach. W tym pokoju hotelowym było momentami kilkunastu chłopców z dwunastoletnią dziewczynką. Moje dziecko jest bardzo drobnej budowy i szczupłe. Leży na łóżku, otoczona przez dziesiątki mężczyzn, a potem jeden po drugim – zdjęcia z sądu pokazują, że niektórzy oskarżeni byli już w pełni dojrzali fizycznie – penetrują tę delikatną dziewczynkę. Czy ktokolwiek naprawdę wierzy, że można to uznać za dobrowolne?

WELT: To, że Anna powiedziała “Stop” przynajmniej raz, zostało później potwierdzone przez jednego z oskarżonych. Podczas rozprawy sędzia sądu ławniczego rozważył następujący scenariusz: “«Nie» może stać się «tak» poprzez uczucie”.

N.: Tak. To zdanie zostało wypowiedziane dosłownie w sądzie. Sędzia powiedział również na ostatniej rozprawie: “Cóż, musimy wziąć pod uwagę, że wszyscy chłopcy mają za dużo wolnego czasu”. Siedzę tam jako matka i myślę: przepraszam? Po pierwsze: dlaczego mają tyle wolnego czasu? Moje dziecko miało dobrą opiekę, chodziło do szkoły i było wspierane przez rodzinę. Dlaczego tych dziesięciu chłopców, którzy ostatecznie byli w centrum uwagi w tej sprawie, ma tyle wolnego czasu i dlaczego to miałoby cokolwiek usprawiedliwiać? I czego również nie mogę puścić płazem: nikt normalny nie pomyślałby, że dwunastoletnia dziewczynka, bo może nie krzyczy głośno “nie”, nie broni się wystarczająco i nie wybucha – ma to cokolwiek wspólnego ze zgodą.

WELT: Jaką rolę, Pani zdaniem, odgrywa migracyjne pochodzenie oskarżonych (Syryjczyków, Turków, Bułgarów i Macedończyka z Północy)? W sądzie doszło do niezwykłej sytuacji: jeden z chłopców przyznał się nawet do popełnienia przestępstwa. Następnie wstał i wręczył Pani prawnikowi rodzaj odszkodowania: dwa banknoty 50-euro.

N.: Tak, ten oskarżony częściowo się przyznał. Przyznał – i musicie to sobie wyobrazić – że usłyszał jej “nie”. Ale kontynuował. To był również moment, w którym sędzia powiedział: “No cóż, «nie» czasami może zmienić się w «tak»”. A potem przyszedł ze 100 euro, powiedział “przepraszam” i położył pieniądze na stole.

WELT: Ale nie zostało to przyjęte?

N.: Myślę, że prawnik to zbagatelizował. Sama byłam w takim szoku, że nawet nie spojrzałam. Jako matka czułam się, jakby ktoś płacił prostytutce.

WELT: Zwraca Pani również uwagę, że zeznania oskarżonych ujawniają dziwną koncepcję honoru wobec dziewcząt. Słowa kluczowe to “dziwki i rozwiązłości”. Jak Pani to tłumaczy?

N.: Cóż, większość tych młodych mężczyzn prawdopodobnie mieszkała w Austrii od dzieciństwa. Dlaczego nie uczy się ich naszych wartości? To bardzo, bardzo ważna kwestia. Jestem ostatnią osobą, która twierdzi, że nikomu nie powinno się pozwalać na przyjazd do Austrii. Ale odpowiednia integracja jest niezbędna, ponieważ wiemy, że wiele z tych krajów ma odmienne i wątpliwe wartości dotyczące kobiet. To absolutnie konieczne. Ponieważ w najgorszym przypadku takie zachowanie może naprawdę zniszczyć życie kobiet w naszym kraju.

WELT: Wszyscy oskarżeni zostali uniewinnieni od zarzutu naruszenia prawa do samostanowienia seksualnego, a nie było również wyroków skazujących za zmuszanie do czynności seksualnych. Według obserwatorów procesu, zarzut wykorzystywania seksualnego został oddalony, ponieważ nie można było udowodnić, że oskarżeni znali prawdziwy wiek Anny. Sąd stwierdził również, że nie można udowodnić przymusu, braku zgody, przymusu seksualnego, przemocy i gróźb. Powołano się na oświadczenia Anny i jednej z jej przyjaciółek, które sugerowały, że spotkania odbyły się za obopólną zgodą. W związku z tym, nawet biorąc pod uwagę zasadę domniemania niewinności, wydano wyroki uniewinniające. W dalszej kolejności nie było możliwości odwołania się ani skorzystania z drogi prawnej.

N.: W każdym razie nic, co by nam faktycznie pomogło. Nie zrozumcie mnie źle: werdykt, sytuacja prawna – tak, cóż, do skazania potrzebna jest pewna ilość dowodów. Ale sposób, w jaki Anna, jak i my jako rodzina, byliśmy traktowani przez cały ten proces, jest dla mnie niewybaczalny. Jestem oburzona sposobem prowadzenia tego procesu i katastrofalnymi błędami, które pojawiły się od samego początku.

Mam na myśli np. początkowe, niekompletne przesłuchanie Anny. Albo powolne zabezpieczanie dowodów, ponieważ przeszukania mieszkań zaplanowano o wiele za późno, przez co w telefonach komórkowych oskarżonych nie znaleziono prawie niczego użytecznego. Na dodatek był podejrzany biegły, który doprowadził moje dziecko do całkowitej traumy, a nawet napiętnował je stwierdzeniem: “Upewnij się, że już nigdy nie wpadniesz w takie towarzystwo”. System po prostu kompletnie zawiódł.

Życie po – i ostrzeżenie

WELT: Jak Anna się dzisiaj czuje?

N.: Teraz wszystko jest dobrze. Anna żyje, a raczej próbuje żyć. Chce być po prostu normalną nastolatką. We wrześniu zaczyna staż, który dostała, pokonując wielu innych kandydatów. Mam nadzieję, że od teraz będzie po prostu wieść beztroskie, spokojne życie. Ale nigdy nic nie wiadomo. Może te rzeczy wyjdą na jaw dopiero później, kiedy dorośnie, będzie w prawdziwym związku, będzie miała własne dzieci? A do tego dochodzi fakt, że moje dziecko było ofiarą, a zostało potraktowane jak sprawca. To mnie strasznie wkurza.

WELT: Przeprowadziliście się, częściowo z powodu gróźb wobec Waszej rodziny. Innymi słowy, zostawiliście za sobą “wizytówkę”, jaką był park?

N.: Nie było innej możliwości. Wszyscy ci oskarżeni mają ojców, braci, wujków, dziadków, siostrzeńców… Po prostu spodziewałam się wszystkiego. Wiedziałam też, że te obrazy będą prześladować Annę. Z naszego okna mieliśmy bezpośredni widok na podziemny parking, gdzie była maltretowana. Życie tam byłoby dla Anny niemożliwe.

WELT: Kończy Pani swoją książkę ostrzeżeniem: “Na świecie jest wiele Ann”, a nawet więcej: “Każda dziewczyna może być Anną”.

N.: Zgadza się. Chodzi mi o to, że nie ma znaczenia, w jakiej klasie społecznej się żyje. Jeśli chodzi o przemoc, okoliczności życiowe są zupełnie nieistotne. Niezależnie od tego, czy chodzi o zamożną rodzinę, czy o jakąkolwiek inną klasę społeczną – spirala degradacji może potoczyć się bardzo szybko. Nikt nie jest na to odporny. Niezależnie od tego, jak dobrze poinformowane, jak pewne siebie są dziewczyny, niezależnie od tego, jakie relacje mają z rodzicami. Uważam również, że liczba niezgłoszonych przypadków “Ann” – czyli dziewcząt będących ofiarami przemocy – jest niezwykle wysoka.

Sprawa “Anny” wywołała w Austrii szeroką debatę na temat zasady zgody (“tylko tak znaczy tak”) oraz wdrażania Konwencji Stambulskiej. Jednocześnie lokalne media ostro skrytykowały fakt, że sędziowie w tej sprawie otrzymywali groźby śmierci.

Od tego czasu politycy rozważają zaostrzenie przepisów dotyczących przestępstw seksualnych. Niektórzy z oskarżonych w tej sprawie ponownie stanęli przed sądem w związku z innymi przestępstwami.

Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu Welt.de. Jego autorem jest Kerstin Rottmann

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco!  Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl