Profesor zniknął bez śladu. Poruszające wyznanie córki: jesteśmy pogodzone z tą myślą

0
2

Ostatni raz profesora Politechniki Warszawskiej widziano na monitoringu, gdy wchodził do Parku Młocińskiego. — Prześledziliśmy jego kroki. Psy tropiące doprowadziły nas do ścieżki nad Wisłą, gdzie jest stroma skarpa. Tam ślad się urywa, a 20 minut później sygnał jego telefonu znika — mówi nam jego córka, Beata Schulman. — Wszystko wskazuje na to, że mógł się poślizgnąć i wpaść do rzeki. To wydaje się najbardziej logiczne — dodaje.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Już od samego początku poszukiwania prowadzono na szeroką skalę. W akcję zaangażowało się 150 wolontariuszy. Przez pięć dni przeszukiwali każdy krzak w parku. Jednak szósta doba od zaginięcia przyniosła rodzinie gorzką świadomość: szanse na odnalezienie mężczyzny żywego były już minimalne.

— W takich warunkach nie miałby szans przeżyć — przyznaje Beata i dodaje, że wykluczono również, aby zaginięcie miało związek z porwaniem. — Gdyby ktoś go porwał, po sześciu dniach na pewno mielibyśmy jakiś sygnał — tłumaczy.

Rodzina profesora przeczesuje brzeg rzeki. “Sami znaleźliśmy trzy ciała”

Bliscy nie wierzą też w scenariusz dobrowolnego odejścia. — Nasz tata był naukowcem i realistą. Wiele osób powtarza nam, byśmy nie tracili nadziei, ale my znamy go najlepiej. Nie zniknąłby bez śladu. Gdyby rzeczywiście chciał odejść, zabrałby ze sobą pieniądze. Tymczasem nic nie zostało ruszone, nie korzystał z kart, a samochód nadal stoi pod domem. To nie jest ten przypadek — podkreśla.

Zwraca też uwagę na to, że mężczyzna był postawną osobą: ważył około 85 kg przy wzroście 185 cm — i miał ze sobą kijki do nordic walkingu, którymi w razie potrzeby mógł się bronić.

— Nikt go też nie wyniósł z tego lasu. Tam nie da się wjechać samochodem, żeby go stamtąd zabrać. Jedynie leśnicy lub policja mają tam wjazd, bo są szlabany — relacjonuje rodzina.

Dlatego bliscy skłaniają się ku wersji, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. — Brzegi Wisły są nieprzystosowane, śliskie, niebezpieczne. Brak infrastruktury i regularnych patroli to realny problem. Od zaginięcia taty z Wisły wyłowiono na tym odcinku już dziewięć ciał. Sami znaleźliśmy trzy ciała podczas poszukiwań — mówi córka profesora.

Wolontariusze i drony nad Wisłą. Pomaga dobroć ludzi

Od momentu zaginięcia ojca, dwie siostry przeszukały już ponad 500 km brzegów rzeki. W działaniach poszukiwawczych wspierają je profesjonaliści: ratownicy wodni, członkowie WOPR oraz wolontariusze obsługujący drony. W pomoc zaangażował się również ojciec zaginionego Krzysztofa Dymińskiego.

— To dobroć tych ludzi daje nam siłę. Choć mamy dużą rodzinę i wielu życzliwych wokół siebie, to jednak czym innym jest szukać żywej osoby, a czym innym ciała. Ludzie się tego boją. Dlatego uważam, że pomagają nam osoby o ogromnym sercu, gotowe na takie wyzwania — podkreśla jedna z sióstr.

Rodzina szczególnie polega na wsparciu operatorów dronów. — My z siostrą także kupiłyśmy drona i latamy nad rzeką, żeby obserwować ją z góry. Osoby pływające po rzece muszą być odpowiednio przeszkolone — wyjaśnia.

Na wodzie działania prowadzi WOPR, a osoby związane z grupami rzecznymi wiedzą, jak prowadzić takie akcje. Dodatkowo w poszukiwaniach uczestniczą studenci ojca oraz znajomi rodziny. Każdy, kto chciałby zaproponować pomoc, może to zrobić na grupie: Grupa poszukiwawcza Sylwestra Gładysia.

Rodzina rozważała rozszerzenie poszukiwań na dalsze odcinki rzeki, także w stronę Włocławka. — Wydaje nam się jednak, że tak duże ciało, jak mojego taty, trudno byłoby rzece ponieść aż tak daleko — zastanawia się Beata.

Urodziny zamieniły się w dramat. “Tata miał tu być”

Zwykle 6 maja był dniem świętowania dla całej rodziny. — To nasze urodziny. Urodziłam się dokładnie w jego trzydzieste urodziny. W tym roku tata kończyłby 72 lata — wyjaśnia.

Jak podkreśla, urodzinowe plany zostały odwołane. — Tata miał do nas przyjechać i mieliśmy zrobić przyjęcie […]. Miał już kupiony bilet, miał tu być. Oczywiście wszystko odwołaliśmy i nic z tego nie będzie.

Zobacz także: Cmentarz żydowski. Archeolodzy trafili na ślad Aliny Sztarkman

/5

Zaginieni-Szukamy Was/Facebook

Dr Sylwester Gładyś, wykładowca akademicki, przez niemal 50 lat był związany z Wydziałem Transportu Politechniki Warszawskiej.

/5

Archiwum prywatne

Sylwester Gładyś był zapalonym podróżnikiem, zdobywcą najwyższych gór świata.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl