Sebastian M. odpowiada przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim za spowodowanie strasznego wypadku, w którym śmierć poniosło małżeństwo z Myszkowa, wracające z wakacji ze swoim 5-letnim synem. W piątek, 22 maja przed sądem stanął bardzo ważny świadek oskarżenia. Sebastian B. (44 l.) jest byłym pracownikiem oskarżonego. Odpowiadał za eksport. Jeździł kilkukrotnie z M. w podróże służbowe. Opowiedział, jak zachowywał się za kierownicą. — Nie jestem ekspertem, ale w mojej opinii szef jeździł dość pewnie. Agresywnie szybko, ale pewnie — wyjawił przed sądem.
“Oskarżenie mocno naciągane”. Biegły wynajęty przez Sebastiana M. o ustaleniach prokuratury
Jeździł z Sebastianem M. w podróże służbowe
Sebastian B. wspominał swoje wyjazdy z szefem. — Czegoś takiego nigdy wcześniej nie przeżyłem — przyznał. Jechali stuningowanym BMW kilka lat temu. Pomiędzy Warszawą a Białymstokiem M. rozpędził auto do 304 km na godz.
— Zapamiętałem, jak drzewa szybko się przemieszczały. To był mój rekord prędkości
— przyznał świadek. Wyjaśnił, że samochód szefa to nie było zwykłe auto, tylko przeznaczone do szybkiej jazdy. — Zapytałem go tylko, czy wie, że mam dwójkę dzieci — dodał.
To nie była jedna szybka jazda, którą odbył z M.
— Generalnie jeździliśmy szybko. Dla mnie szybko to 200 km na godz.
— przyznał. — Pamiętam trzy takie przypadki: dwa razy na Litwie, na Łotwie i raz w Polsce. Jechaliśmy do producenta pieca, gdzie był zamówiony piec do palarni kawy — zeznawał. Sebastian M. miał mu opowiadać o tuningu samochodu. — Mógł dzięki temu rozwijać większą prędkość. Tarcze hamulcowe są duże, dziurawe, żeby powietrze mogło swobodnie przechodzić, żeby nie grzały się hamulce — opowiadał.
Dzień po tragedii pojechał z Sebastianem M. na Węgry
44-letni były już pracownik Sebastiana M. wspomina, że wstrząsnęła nim wiadomość o wypadku, który spowodował jego były szef we wrześniu 2023 r.
— Sebastian zadzwonił do mnie i powiedział, że miał wypadek. Uspokoił mnie, że wyjazd następnego dnia jest aktualny i najwyżej da znać, jakim autem jedziemy. Jechaliśmy na Węgry. Zdziwiłem się, że może wyjeżdżać za granicę
— wspomina.
Nawet zapytał o to M., a ten odpowiedział, że może wyjeżdżać, bo nie jest sprawcą. W podróż pojechali autem ojca szefa. — On prowadził, ale na Węgrzech ja się przesiadłem i prowadziłem — dodał.
Sebastian M. wspominał o wypadku. Był poobijany. Twierdził, że kia wjechała na jego pas.
— Mówił, że on dzięki swojemu autu przeżył. Wspominał, że jechał z dwoma kolegami, jeden lub obaj byli nietrzeźwi
— zeznał świadek. Przejeżdżali obok miejsca tragicznego wypadku. — Ten wypadek wiele zmienił w moim życiu — oświadczył. Z dnia na dzień musiał przyjąć większą odpowiedzialność za firmę. Pytał klientów, czy będą dalej kupować od nich kawę. — Po wypadku była duża nagonka na firmę. Straciliśmy klientów. Pół roku później zostałem zwolniony — przyznał Sebastian B.
Czy czarne skrzynki obalą linię obrony Sebastiana M.? Zaskakujące szczegóły
/14
@bandyci_drogowi / Facebook
Dzień po tragicznym wypadku Sebastian M. pojechał w podróż służbową na Węgry.
/14
– / Straż Pożarna
Sebastian M. spowodował tragiczny wypadek na A1. Zginęło małżeństwo z dzieckiem.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl








