Powiedział, że do napadu doprowadził ich głód. Ofiara straciła życie za 180 zł. Była szanowaną osobą

0
6

Do tej zbrodni doszło 1 października 2025 r. w Cieszynie. Starsza pani za swoje dobre serce straciła życie. Proces oskarżonych o morderstwo Marka (40 l.) i Soni (38 l.) T. ruszył 26 maja. Uczestniczyła w nim rodzina pani Marii. Byli zdruzgotani, słysząc, co mówią oskarżeni.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zbrodnia w Cieszynie. Zabili dla 180 zł

— Maria pomagała wszystkim: bezdomnym, chorym, nawet zwierzętom. Nigdy nikomu nie odmówiła, a teraz nie żyje, bo była dobra — mówi łamiącym się głosem Jerzy Banot (73 l.), który wraz z policją znalazł ciało swojej siostry w wersalce. Dziś jest też oskarżycielem posiłkowym w sądzie.

Marek T. wraz z żoną Sonią T. twierdzą, że ich planem była tylko kradzież. Mężczyzna wyszedł z zakładu karnego dwa lata wcześniej. Jak mówił dziś w sądzie, przesiedział tam w sumie niemal całe swoje życie. Był bezrobotny. Poznał Sonię (37 l.). W kwietniu 2025 r. wzięli ślub. Ponoć to była miłość. Jego żona, z wykształcenia ekonomistka, pracowała dorywczo, opiekując się starszymi osobami. Do czasu, aż nie oskarżono ją o znęcanie się nad nimi.

Nie pracowali, mieszkali w noclegowniach, byli bezdomni. W ubiegłym roku wymyślili plan obrabowania starszej pani w Cieszynie. Napad, jak powiedzieli przed sądem, wymknął im się spod kontroli.

Z zeznań pary wynika, że 1 października wypili po piwie i weszli do mieszkania pani Marii przy pl. Kościelnym w Cieszynie. Marek T. wiedział, że na budynku są kamery. Ubrali więc czapki i kaptury. Wcześniej kupili gumy miętowe, by starsza pani nie wyczuła od nich alkoholu. Plan zakładał, że Sonia T. miała wmówić kobiecie, że jest z opieki społecznej. Gdy pani Maria powiedziała, że nie potrzebuje pomocy, do mieszkania wtargnął Marek T.

Potem doszło do brutalnego ataku, który zakończył się śmiercią starszej pani.

Sekcja zwłok wykazała, że Maria miała liczne obrażenia: urazy głowy, złamania żeber oraz mostka. Przyczyną śmierci było niedotlenienie i uduszenie, do którego doszło w wersalce, w której zamknięto kobietę.

“Nie chciałam jej zabić” — zeznania Soni T.

Podczas procesu Sonia T. przyznała się do zarzucanego czynu, ale, jak tłumaczyła, plan obejmował wyłącznie rabunek.

— Tak naprawdę nie chciałam zabić tej kobiety. Wszystko wymknęło się spod kontroli — mówiła dziś Sonia T., łącząc się z sądem przez kamerę z zakładu karnego.

Z jej relacji wynika, że to Marek był autorem planu napadu.

— Zapukałam do drzwi, przedstawiając się jako osoba z MOPS-u. Powiedziałam, że chcę pomóc. Nie uwierzyła. Wtedy Marek wyszedł zza drzwi, popchnął mnie i wpadłam na tę panią — relacjonowała Sonia T.

Seniorka upadła, zaczęła się bronić oraz krzyczeć. Wtedy sytuacja wymknęła się spod kontroli.

— Uklękłam na niej i przytrzymałam ją ciężarem własnego ciała. Marek zakrył jej usta, a ona, broniąc się, zerwała Markowi łańcuszek. Wsadziliśmy ją do wersalki, a ja poszłam przeszukać mieszkanie — mówiła oskarżona.

Na etapie śledztwa Sonia T. mówiła co innego. Wyznała wtedy prokuratorom, że to ona powiedziała, by zabić Marię, gdy emerytka zerwała Markowi łańcuszek.

— To był łańcuszek ode mnie, żadna kobieta nie będzie go zrywać — tłumaczyła.

Pani Maria odzyskała przytomność w wersalce. Wołała “ratunku, pomocy”, ale nawet to nie ruszyło sprawców. Mąż oskarżonej, siedząc na kanapie, wypił jeszcze piwo. Gdy poszedł do toalety, Sonia T. usiadła na wersalce, a na krzyki starszej pani uderzyła pięścią w tapczan i kazała ofierze się zamknąć.

Dramatyczne szczegóły zbrodni

Z akt sprawy wynika, że bezdomni przebywali w mieszkaniu ponad godzinę, obciążyli wersalkę krzesłami i meblami oraz zniszczyli telefon ofiary, by uniemożliwić wezwanie pomocy. Zrabowali w sumie 180 zł. Po wyjściu kupili papierosy za skradzione pieniądze i pojechali autobusem do Górek Wielkich, by kontynuować, jak sami powiedzieli, “urlop”. Sprawdzali w mediach społecznościowych, czy jest o tej sprawie głośno. Po tygodniu zostali zatrzymani.

Sonia T. przyznała, że rozważali nawet powrót na miejsce zbrodni. Sąd odczytał jej wcześniejsze zeznania.

— Zastanawialiśmy się, czy przeżyła, bałam się tego, że jak wyjdzie, to pójdzie na policję. Ja nawet chciałam tam wrócić, by ją dobić, mam na myśli pozbawić życia. Marek powiedział, że to ryzykowne, a autobus kosztuje, a my mieliśmy mało pieniędzy z tej kradzieży — mówiła na etapie śledztwa Sonia T.

Oskarżona podtrzymała te zeznania, mówiąc, że żałuje swojego czynu. Jednocześnie przepraszała rodzinę ofiary. Zapewniała, że zamierzali jedynie okraść panią Marię. Twierdziła, że nie planowali zabójstwa.

— Ona była niewinną osobą. Bardzo żałuję tego, co się stało — dodała Sonia T.

“Nie uważam się za mordercę” — linia obrony Marka T.

Marek T. nie przyznał się do zabójstwa, choć potwierdził udział w przestępstwie.

— Dusiłem ją, ale chciałem tylko, żeby straciła przytomność, nie uważam się za mordercę, jestem wierzący — zeznawał przed sądem Marek T. — To ja wymyśliłem wszystko, ale chodziło o rabunek, nie o zabójstwo. Na pewno czegoś takiego nie było, że Sonia chciała wrócić do mieszkania, żeby ją dobić. Oczywiście bałem się tego wszystkiego, chciałem wrócić, ale żeby ratować tę panią, a nie ją dobić — twierdził dziś przed sądem Marek T.

Mężczyzna przekonywał, że kiedy opuszczali mieszkanie, pani Maria jeszcze żyła — krzyczała “pomocy”. Liczyłem, że ktoś ją uratuje — zeznał. Sam jednak nie wezwał służb ratunkowych. Jednocześnie przyznał, że to on polecił dociążyć wersalkę.

Na pytanie, dlaczego to zrobili, odpowiedział: z głodu.

— Wyszedłem z zakładu karnego po dziewięciu latach, nie dawałem sobie rady na wolności. Nie miałem pracy ani nic. Z opieki społecznej w Brennej dostaliśmy 700 zł, każdy nas odsyłał, kopał — tak się tłumaczył Marek T. — Siedzę w celi kamerowanej, cały czas mam tę panią Marię przed oczami. Ona mi pomagała, dawała pieniążki, zaprosiła mnie do domu. Nie wiem, czemu się tak stało. Żałuję wszystkiego i tego, że moją kobietę w to wciągnąłem.

“Dla Marka jestem w stanie zabić”

Marek T. znał panią Marię. Ona dawała mu wcześniej pieniądze, podobnie jak innym bezdomnym. Przyznał, że czasem przynosił jej wodę.

Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie poprosił jej po prostu o pieniądze, zamiast ją skrzywdzić.

Jego żona, Sonia T., jest obecnie matką czworga dzieci. Ostatnie urodziła niedawno w areszcie. Jest to dziecko Marka T.

Gdy szli obrabować panią Marię, Sonia T. była już w ciąży. Mówi, że bardzo kocha Marka. Poprosiła sąd o wymierzenie jej kary dożywocia, bo wie, że kara dla jej męża będzie surowa.

— On jest miłością mojego życia, chcę takiej samej kary jak on — zeznawała Sonia T. na etapie śledztwa. — Ta pani mogła się nie rzucać, a do tego zadrapała Marka, inaczej by do tego nie doszło. To była też trochę wina tej kobiety, wpuściła nas i tyle. Dla Marka jestem w stanie zabić i dla niego cierpieć.

Rodzina pani Marii jest zdruzgotana

Rodzina Marii B. nie kryje bólu oraz oburzenia. Jej bliscy twierdzą, że oskarżeni robią wszystko, by się wybronić.

— Ciocia całe życie pomagała ludziom. Za dobre serce zapłaciła życiem. Była pielęgniarką, nauczycielką zawodu, osobą samotną, ale niezwykle oddaną innym, bo sama nie miała dzieci — wspominała rodzina w rozmowie z “Faktem”.

To właśnie dobroć mogła ją zgubić. Drzwi otworzyła osobom, które wykorzystały jej zaufanie. Sprawa wywołała ogromne emocje wśród mieszkańców Cieszyna.

— Żadna kara nie przywróci jej życia, ale chcemy, by ci ludzie już nikogo więcej nie skrzywdzili — mówił Jerzy Banot, który jest oskarżycielem posiłkowym w tym procesie.

“Chłopcy z dobrych domów” i śmierć Roberta. Matka ofiary z Wielkich Oczu mówi o śmierci syna

Matka Roberta załamana po zbrodni w Wielkich Oczach: Jak można tak skatować człowieka?

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl