Milion złotych wypadł z konwoju w Zgorzelcu. Ekspert z wątpliwościami. “Coś zostało ustawione”

0
4

Niecodzienna i budząca wiele pytań sprawa ze Zgorzelca. Podczas transportu gotówki konwojenci zgubili worek, w którym znajdował się milion złotych. Pieniądze przepadły, a śledczy wciąż próbują ustalić, gdzie się znajdują. Do zdarzenia doszło 18 maja na ul. Łużyckiej. Z pojazdu przewożącego gotówkę wypadł worek z pieniędzmi. Co zaskakujące, konwojenci nie zauważyli straty i kontynuowali jazdę. Zgubioną torbę miał odnaleźć 51-letni mieszkaniec powiatu zgorzeleckiego, który — według ustaleń prokuratury — zabrał gotówkę i odjechał. Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut przywłaszczenia znalezionych pieniędzy. Nie przyznał się do winy, choć złożył wyjaśnienia. Zastosowano wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zgubiony milion złotych w Zgorzelcu

— Monitoring nagrał, jak mężczyzna z drogi zbiera pieniądze — przekazała “Faktowi” rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze Ewa Węglarowicz-Makowska.

Śledczy podkreślają, że najważniejsza kwestia pozostaje nierozwiązana — pieniędzy do tej pory nie odnaleziono. Trwa śledztwo, które ma wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy, w tym to, co się stało z gotówką.

Niekompetencja firmy ochroniarskiej?

O komentarz poprosiliśmy Piotra Calińskiego, specjalistę od szkolenia funkcjonariuszy i służb mundurowych. Ekspert nie kryje zdziwienia i wskazuje kilka możliwych scenariuszy. — Kluczowe pytanie brzmi: jakim pojazdem transportowano pieniądze. Jeśli był to profesjonalny bankowóz, to sytuacja, w której podczas jazdy wypada z niego worek z gotówką, jest praktycznie niemożliwa — tłumaczy Caliński. Jak słyszymy, takie pojazdy mają zabezpieczenia uniemożliwiające otwarcie drzwi w trakcie jazdy.

Ekspert wskazuje jednak, że inny scenariusz jest znacznie bardziej przyziemny — i bardziej niepokojący. — Jeśli to był zwykły samochód, ewentualnie prowizorycznie przystosowany do przewozu gotówki, to niestety wszystko staje się możliwe. Tylko wtedy mówimy o kompletnym braku profesjonalizmu — ocenia. I dodaje bez ogródek: “w takiej sytuacji można powiedzieć brutalnie: takim ludziom można powierzyć rolkę gumy do żucia, a nie milion złotych”.

Caliński zwraca uwagę, że problem może leżeć głębiej — w sposobie wyboru firmy do konwoju. — Nie można też wykluczyć, że mamy do czynienia z tzw. firmą wujek–szwagier, gdzie wszystko organizowane jest na zasadzie improwizacji. Jeśli zleceniodawca kieruje się wyłącznie najniższą ceną, to może się skończyć tym, że pseudo konwój wykonują osoby przypadkowe, bez kompetencji i odpowiedniego przygotowania — mówi ekspert. — To wtedy nie jest profesjonalna ochrona, tylko, mówiąc kolokwialnie, “partyzantka”. Ktoś bierze dwóch ludzi, wyposażenie minimalne i uważa, że to wystarczy do przewożenia dużych pieniędzy. A to jest absolutnie niedopuszczalne — dodaje.

“To wygląda na sytuację uszytą grubymi nićmi”

Caliński idzie o krok dalej i nie wyklucza, że zdarzenie wcale nie było zwykłym wypadkiem. Przy tak absurdalnych okolicznościach trzeba rozważyć również wariant, że to nie był przypadek. — W mojej ocenie z dużym prawdopodobieństwem może to być scenariusz, w którym ktoś celowo dopuszcza do “zgubienia” pieniędzy, żeby ktoś inny mógł je podnieść — mówi rozmówca “Faktu”. Jak podkreśla, trudno uwierzyć, by profesjonalni konwojenci mogli nie zauważyć takiej sytuacji. — Proszę się zastanowić: mamy co najmniej dwie osoby, które powinny być przeszkolone, działać według procedur. Jedna prowadzi, druga pilnuje ładunku. Jak można nie zauważyć otwarcia drzwi, wypadnięcia ciężkiego worka i nie zareagować? — pyta retorycznie.

— To wygląda jak coś “uszytego grubymi nićmi”. Albo ktoś jest skrajnie niekompetentny, albo mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym — dodaje.

Możliwe trzy scenariusze

Ekspert wskazuje, że sprawę należy analizować w kilku wariantach: pierwszy to zwykłe, skrajne niechlujstwo i brak kompetencji. Drugi — działanie przypadkowego znalazcy, który przywłaszczył pieniądze. Trzeci, najbardziej niepokojący — ewentualne porozumienie między osobami uczestniczącymi w konwoju a osobą, która miała je przejąć, ale pojawił się przypadkowy znalazca — wylicza.

Podkreśla przy tym, że takie kompromitujące zdarzenia rzadko wychodzą na jaw. — Firmy ochroniarskie zazwyczaj nie chwalą się takimi sytuacjami. Często wolą pokryć straty, rozliczyć się ze zleceniodawcą i po cichu wyciągnąć konsekwencje wobec pracowników. To jest biznes — mówi Caliński.

“To kompromitacja dla firmy”

Ekspert nie ma wątpliwości, że jeśli potwierdzi się scenariusz zaniedbania, może to mieć poważne konsekwencje dla firmy odpowiedzialnej za konwój. — Jeżeli to rzeczywiście wynik niekompetencji, to jest to absolutna kompromitacja. Taka firma powinna zadać sobie pytanie o dalsze funkcjonowanie na rynku — ocenia.

Zwraca też uwagę na wymagania stawiane konwojentom. — To nie jest praca dla przypadkowych osób. Konwojenci muszą przejść szkolenia, zdobyć licencje, działać według procedur. To są ludzie, którym powierza się ogromną odpowiedzialność — przypomina. — Najważniejsze jest ustalenie, gdzie są pieniądze i jaki był mechanizm ich wypadnięcia z pojazdu. Bez tego ta sprawa pozostanie otwarta i pełna wątpliwości — podsumowuje ekspert.

Czytaj także:

Rusza protest w Warszawie po śmierci Litewki. “Mamy wiele pytań do śledczych”

Dwulatka w autobusie ruszyła bez opieki. Kierowca zorientował się za późno

Źródło: “Fakt”

/3

123RF, Archiwum prywatne

Zgubiony milion złotych w Zgorzelec przez konwój. Ekspert ma trzy scenariusze.

/3

123RF

Zgubiony milion złotych w Zgorzelec przez konwój. Ekspert ma trzy scenariusze.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl