Złomiarze przez chwilę żyli jak królowie. Gdzie są brylanty z wysypiska? Zaskakujący finał sprawy

0
4

Przypomnijmy, “Fakt” pisał o nietypowym znalezisku kilkukrotnie. Skarb znaleziony na wysypisku przy ul. Dąbrowskiej w Wodzisławiu wciąż nie znalazł właściciela. Jaki będzie los cennych klejnotów?

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Skarb znaleziony na wysypisku. Tak zaczęła się ta historia

Historia brylantów zaczęła się w 2015 r. na gruzowisku przy ul. Dąbrowskiej. Dwaj złomiarze natknęli się tam na zardzewiałą skrzynkę. Wojciech S. (miał wtedy 32 lata) oraz Andrzej W. (wówczas 52-latek) byli podopiecznymi MOPS-u. Nagle zaczęli wozić się taksówkami i zaprzestali pobierać zasiłki z MOPS-u. Okazało się, że znaleźli skrzynkę z klejnotami, w której były brylanty, złote monety i biżuteria. Część skarbu sprzedali i przetopili u złotnika, przez chwilę żyli jak “królowie”. Gdy do ich drzwi zapukali pracownicy MOPS-u, by sprawdzić, jakim cudem ich życie się poprawiło, prawda wyszła na jaw. Zaczęło się policyjne śledztwo, które trwało latami.

O klejnoty upomniały się dwie kobiety. Pani Ania (imię zmienione na jej prośbę — red.), właścicielka pola, na którym było wysypisko. Kobieta twierdziła, że w 2015 r. jej syn budował dom i wywoził gruz właśnie na to pole. Przypuszcza, że skarb w skrzyni mógł należeć do jej dziadka. — Mój dziadek był bardzo zamożny. Skupował złote pieniądze, mógł te monety i biżuterię zakopać w ziemi, którą wywieźliśmy na nasze gruzowisko — mówiła “Faktowi” pani Ania w marcu br.

Z naszą redakcją skontaktowała się również Jolanta Szczotok, która pochodzi z Radlina. Kamienica jej dziadka — Franciszka Malika była w tamtym czasie burzona (2015 r.). — Cała rodzina wiedziała, że dziadek schował głęboko brylanty, tylko nikt nie wiedział, gdzie było to miejsce. Gruzy trafiły również na wysypisko przy Dąbrowskiej.

Brylanty z wysypiska stały się własnością Skarbu Państwa

Po latach śledztwa i nieudanych próbach wskazania właściciela kosztowności ostatecznie brylanty przeszły na własność Skarbu Państwa.

Złomiarze, którzy część klejnotów sprzedali, nie usłyszeli zarzutów. Uznano, że ktoś mógł po prostu wyrzucić kosztowności, a oni je znaleźli. Część brylantów odzyskano i ostatecznie trafiły do depozytu, a po latach stały się własnością Skarbu Państwa. Sąd w marcu br. stwierdził, że precjoza pójdą na licytację. Jeden z pierścieni, z dawnym brylantowym szlifem, wyceniono na 95 tys. zł. Na aukcję miały też trafić zawieszka za 4 tys. zł i pięć mniejszych brylantów (430-1850 zł za sztukę). Licytację zaplanowaną na 27 marca jednak odwołano już 20 marca, bo o brylanty upomniało się wodzisławskie muzeum, które argumentowało, że klejnoty mają wartość historyczną.

Sprawa brylantów utknęła w miejscu

Jolanta Szczotok (63 l.), która od lat mieszka w Niemczech, ostatnio odwiedziła rodzinny Radlin. — Myślałam, że wreszcie zobaczę te skarby w muzeum i nacieszę swoje oczy. Jeśli przez lata ich nie odzyskałam, to niech służą społeczeństwu, ale jednak w muzeum ich nie ma — powiedziała “Faktowi” pani Jolanta.

Od marca sprawa brylantów utknęła w miejscu. Zapytaliśmy rzecznika Izby Skarbowej w Katowicach, co się dzieje z klejnotami z wysypiska.

— Oczekujemy na opinię oraz decyzję Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Na ten moment nic do nas nie wpłynęło — mówi Michał Kasprzak, rzecznik katowickiej Izby Skarbowej. Jak przyznaje, brylanty nadal znajdują się w urzędowym sejfie.

Inaczej sytuację przedstawia urząd konserwatora. Według jego rzecznika ekspertyza została już wykonana. — Biegły już dokonał swojej oceny tych brylantów i stwierdził, że te przedmioty mają wartość historyczną — powiedział “Faktowi” Mirosław Rymer, rzecznik Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

To jednak nie oznacza automatycznego przekazania ich do muzeum. — Teraz to już kwestia uzgodnień między urzędem skarbowym a muzeum — podkreśla Mirosław Rymer.

Problem w tym, że “skarbówka” twierdzi, że nie dostała żadnej decyzji, a konserwator — że opinia już jest. Być może po interwencji “Faktu” sprawa nabierze tempa.

Kiedy brylanty trafią do muzeum?

Urzędnicy przyznają, że po raz pierwszy są w takiej sytuacji, zaznaczają, że nie wiadomo, czy jeszcze w tej sprawie nie będzie musiał się wypowiedzieć sąd.

Nie tylko pani Jolanta, ale również wszyscy, którzy chcieliby zobaczyć brylanty znalezione na wysypisku, muszą się jeszcze uzbroić w cierpliwość, nim zobaczą je za szybą wodzisławskiego muzeum.

— Miejmy nadzieję, że nie będzie to trwało kolejnych 10 lat — dodaje pani Jolanta.

Milion złotych rozpłynął się w powietrzu. Konwojenci i przechodzień umywają ręce. “Miasto cudów”

Niezwykłe znalezisko podczas koszenia zarośniętego trawnika. “Sztabki złota”

/8

Gov.pl

Brylanty znaleziono na polu pani Ani w 2015 r.

/8

– / Archiwum prywatne

– Mój dziadek zamurował skarb. Brylanty z wysypiska są naszą własnością — przekonuje pani Jolanta Szczotok. – Dlaczego wciąż nie ma ich w wodzisławskim muzeum?

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl