Pożar wybuchł, z nieustalonych jeszcze przyczyn, w kompleksie Viva Wyndham Dominicus Beach Hotel. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, głównie dlatego, że dachy budynków pokryte były trzciną palmową, a na dodatek wiał silny wiatr. Ewakuowano prawie 1700 osób. Trzy z nich trafiły do szpitali, a sześciu udzielono pomocy na miejscu. Niestety, jest również ofiara śmiertelna. To 46-letnia Włoszka, która tego dnia zameldowała się w hotelu. W miejscu tym urlop spędzało też wielu Polaków. — To miały być wakacje naszego życia, a zostaliśmy z niczym. Wydaliśmy ok. 2 tys. zł na podstawowe rzeczy, a oferowany zwrot jest znikomą częścią naszych wydatków po pożarze, bo to jakieś 150 euro. Wszystko każą nam samemu kupować. Na dodatek mamy jedynie wirtualne pieniądze. Zostaliśmy bez dokumentów — mówi w rozmowie z “Faktem” pani Joanna z Inowrocławia.
Dominikana. Pożar hotelu. Relacje Polaków
Pani Agnieszka ze Złotoryi przyjechała do tego hotelu z grupą znajomych już kolejny raz. Uważa, że obiekt jest przepiękny. Korzystali więc chętnie z jego uroków. — Było po godz. 11. Leżeliśmy sobie na plaży. W pewnym momencie zobaczyliśmy ogień. Zaczął trawić pierwszą część kompleksu, czyli najbliżej recepcji. Silny wiatr sprawił, że płomienie rozprzestrzeniały się błyskawicznie. Obsługa bardzo szybko zareagowała. Kazali nam się ewakuować do bezpiecznej strefy — opowiada. Pani Joanna trafiła natomiast na miejsce, gdzie obsługa była mniej pomocna. — Stali i patrzyli albo chodzili wolnym krokiem. Tylko odganiali turystów. To Polacy podnieśli hałas, że się pali — mówi.
Niektórzy, jak pani Agnieszka, mieli więcej szczęścia, bo zdołali zabrać z pokoju najważniejsze rzeczy.
Widząc dym, szybciutko udaliśmy się do pokoju po najpotrzebniejsze rzeczy, czyli paszporty i dokumenty. Ludzie, którzy byli bardziej z prawej strony wybrzeża, ucierpieli najbardziej. Potracili cały dobytek. My korzystaliśmy z niemieckiego biura Dertour, odebrali nas późnym wieczorem i przetransportowali do strefy Punta Cana. Dużo ludzi przyjechało tak, jak stało, czyli w strojach kąpielowych, nawet bez butów, bez klapek, z małymi dziećmi. Ale jesteśmy w miarę zaopiekowani
— ocenia pani Agnieszka w rozmowie z “Faktem”.
I dodaje: to naprawdę był koszmar. Zdjęcia i nagrania nie odzwierciedlają dramatu, jaki tam się wydarzył. Wiemy, że jedna osoba straciła życie. Obiekt przepiękny, strawiony praktycznie całkowicie. Nie ucierpiała ta strona murowana. Tę najładniejszą ogień strawił całkowicie. Myślę, że to też dramat tych ludzi, którzy tu pracowali, bo sporo ludzi zostało bez pracy.
Polacy stracili dobytek w pożarze hotelu
Pani Joanna zdążyła wyjść z pokoju dosłownie na kilka minut przed pożarem. Poszła na plażę do reszty osób, z którymi spędza urlop. — Odwróciłam się w stronę hotelu i okazało się, że z recepcji leci dym. Wiatr był niestety w stronę naszych pokoi, więc mąż uznał, że nie będzie tam po nic szedł, bo obawia się o swoje życie. Kiedy próbowano uruchomić hydranty, to woda leciała tylko bardzo blisko. Cała infrastruktura przeciwpożarowa tego obiektu pozostawiała wiele do życzenia — ocenia pani Joanna.
Wskazuje też na inny problem, dotyczący leków, które zostały w pokojach strawionych przez ogień.
Mąż musi mieć kilka lekarstw. Musieliśmy te leki kupić sami, a oni kazali nam się zgłosić do ubezpieczyciela. Musimy sami to wszystko ogarniać, chociaż mamy ubezpieczenie medyczne
— mówi rozżalona Polka.
Ukraińcy oddają polskie ordery. Zaskakujący głos byłego premiera
/11
Gojko Culibrk/Reuters
Ogień rozprzestrzeniał się błysakwicznie.
/11
Archiwum prywatne
Obsługa nie pozwalała się zbliżać.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







