Sąd nie miał wątpliwości: dożywocie. To kara dla Kamila P. za podpalenie kolegi
Zdesperowany Wojtek wybiegł przed dom i tarzał się w śniegu, próbując ugasić ogień. Udało mu się, ale jego ciało było już poważnie poparzone — aż 40 proc. powierzchni. To nie wszystko, zaraz potem piroman zamknął ofiarę w domu i przez kilkanaście godzin nie pozwalał wezwać pomocy. W końcu wypuścił Wojciecha do domu. Rodzice, widząc w jakim stanie jest syn, wezwali pomoc.
Stan Wojtka gwałtownie się pogarszał. Trafił do szpitala w Łęcznej w stanie zagrażającym życiu. Lekarze od razu powiadomili policję, a śledczy nie mieli wątpliwości co do przebiegu wydarzeń — wszystko zarejestrował monitoring w domu sprawcy.
Przez półtora miesiąca Wojtek walczył o życie. Rodzina i bliscy wierzyli do końca, że uda się go uratować. Niestety, 4 marca młody mężczyzna zmarł.
Jak ustalili śledczy, Kamil P. nie był postacią anonimową w swojej okolicy. Mieszkańcy Przytoczna bali się go od lat. Po wyjściu z więzienia na wolności był zaledwie kilka miesięcy. Wcześniej miał już na koncie przestępstwa i był kojarzony z agresją. W dniu tragedii zaprosił kolegów “na kielicha”. Szybko doszło do konfliktu, a potem do brutalnego ataku.
Proces ruszył pół roku po brutalnym ataku. Kamil P. usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Podczas rozprawy nie okazywał skruchy. Ostatecznie w czerwcu 2026 r. Sąd Okręgowy w Lublinie uznał, że tylko dożywocie będzie sprawiedliwą karą za to, co zrobił brutalny piroman.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







