Gdyby byli dorośli, maksymalna kara wynosiłaby 15 lat więzienia. W sądzie rodzinym w Sosnowcu odbyła się ostatnia rozprawa przed wyrokiem. Grażyna i Jacek Miziowie byli na każdej sprawie. Proces toczył się od 2025 r. Państwo Miziowie nie kryją łez. Panu Jackowi na samo wspomnienie, w jakich okolicznościach zginął jego syn, głos w gardle więźnie. Płacze.
— Jesteśmy bezradni, nasz syn nie żyje. Państwo polskie pozwala nastolatkom robić, co chcą, bo to są tylko dzieci, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności, bo społeczeństwo ma ich wychować i dać im kolejną szansę — mówi Jacek Mizia. Maksymalny wymiar kary i najbardziej surowy dla trójki to pobyt w poprawczaku do 21. roku życia.
Śmierć Marcina Mizi podczas festynu w Sosnowcu. Napastników było więcej
Marcin Mizia (†28 l.) był piłkarzem, funkcjonariuszem Służby Więziennej z Jastrzębia-Zdroju. Przyjechał w czerwcu 2024 r. do Sosnowca z narzeczoną na występ Beaty Kozidrak. Podczas koncertu został zaatakowany przez grupę wyrostków i pobity. Powodem miała być uwaga 28-latka skierowana w stronę nieletnich, którzy najpierw mieli pobić 14-latka. Po ataku grupa rozpierzchła się. Mężczyzna na skutek ciężkich obrażeń zmarł w szpitalu.
Przed sądem dla nieletnich w Sosnowcu za pobicie ze skutkiem śmiertelnym odpowiadają: Wiktor, Jakub i Dominik. Kluczowym dowodem w sprawie były zeznania świadków oraz nagrania z monitoringu na terenie Zagłębiowskiego Parku Sportowego, gdzie odbywała się impreza. Nagrania z kamer nie są najlepszej jakości. Udało się z nich odtworzyć przebieg zdarzenia, jednakże trudno precyzyjnie zidentyfikować uczestników bójki.
Rodzice Marcina Mizi zwracają uwagę, że sprawców było więcej, co najmniej pięć osób. Przed sądem odpowiadają tylko trzy osoby. Pozostali uczestnicy byli raz przesłuchani przez sąd w charakterze świadków i od tego momentu nie zgłaszają się na wezwania.
Alkohol, anaboliki. Nieletni szukali okazji do bójki
W trakcie procesu sądowego ustalono, że nastolatkowie byli pod wpływem alkoholu, a dwaj z trójki również pod wpływem anabolików. — Nie mieli kontroli nad tym, co robią, chcieli się wyżyć — podsumowuje Jacek Mizia. Grupa najpierw zaatakowała 14-letniego Filipa. Nastolatek miał sporo szczęścia, bo udało mu się wyrwać z rąk napastników. — Oni byli niespełnieni, chcieli jeszcze się bić — zauważa Jacek Mizia.
Marcin Mizia miał zwrócić im uwagę, żeby nie zaczepiali ludzi. Napastnicy skierowali atak w jego stronę. — Na nagraniach nasz syn leży w kałuży krwi — wspominają rodzice Marcina. — Syn nie miał dokąd uciec, nie miał szans, został przez nich osaczony. Działo się to między parkingiem, barierkami i kioskiem. Został powalony na ziemię jednym ciosem w głowę. Trwało to 10 sekund. Syn upadł na ziemię. Nie podniósł się. Skala obrażeń, których doznał wskazywała na to, że było to katowanie człowieka. Kopanie, skakanie po głowie. Tego nie ma na nagraniu, ale skąd takie obrażenia? Podczas sprawy nastolatkowie zrzucali winę jeden na drugiego. Odpowiedzialność się po prostu rozmywa — podsumowują państwo Miziowie.
Proces przed sądem rodzinnym. Schronisko albo poprawczak
Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami. Każdy z trzech nastolatków ma adwokata, jednego reprezentuje nawet dwóch obrońców. 25 czerwca przed salą byli też rodzice nastolatków, ale nie chcieli się wypowiadać. Obrońcy także wstrzymywali się od głosu. Wypowiedziała się jedynie obrończyni Wiktora.
— Chcielibyśmy, żeby sąd zastosował środki wychowawcze (pobyt w schronisku – przyp. red.). Potwierdziły się okoliczności, że mój klient nie brał udziału w pobiciu pana Mizi oraz 14-latka. Mój klient nie jest zdegenerowanym mordercą. Wychowywany był w rodzinie zastępczej, ale wcale to nie znaczy, że musi być umieszczony w poprawczaku. Jego stopień zdemoralizowania nie jest tak rażąco wysoki, żeby musiał trafić do ośrodka poprawczego. Naczelną zasadą postępowania w sprawach nieletnich jest dobro nieletniego. Środki poprawcze wchodzą wtedy, gdy środki wychowawcze nie przynoszą określonych rezultatów — powiedziała “Faktowi” radczyni prawna Joanna Karwel.
Dodajmy, że Wiktor wychowywany był przez babcię. Ma brata bliźniaka i starszego o 14 lat drugiego brata, który zadeklarował wolę zostania opiekunem zastępczym dla Wiktora. Obecnie jest nim babcia, ale opiekuje się ona ciężko chorym mężem i nie jest w stanie sprostać wychowaniu wnuka.
Nastolatkowie od dwóch lat przebywają w schroniskach. Tam uczą się. Zdobyli kwalifikacje zawodowe: cukiernika i stolarza. Ich obrońcy podnoszą, że aktywnie biorą udział w pracach porządkowych w schroniskach, pokazują, że przechodzą przemianę i że resocjalizacja jest skuteczna. Dlatego prawnicy wnoszą, by mogli tam nadal przebywać.
— Chcielibyśmy sprawiedliwego wyroku, realistycznie to jest niemożliwe. A co będzie z nimi, gdy wyjdą na wolność? Czy wykorzystają drugą szansę? — pytają rodzice Marcina Mizi.
Rodzina ofiary załamuje ręce. “Mamy siedzieć cicho, bo sprawcy to dzieci”
Tragiczna śmierć Marcina Mizi. Jego rodzice zszokowani tym, co widzą na sali sądowej
/12
Rafał Klimkiewicz/Edytor, Facebook
Marcin Mizia został skatowany przez nastolatków podczas Dni Sosnowca.
/12
Rafał Klimkiewicz / Edytor
Grażyna i Jacek Miziowie przyjeżdżają do Sosnowca na każdą rozprawę.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





