Czterolatka płakała i odsuwała się od ojca. Policjantki ujawniają kulisy zbrodni

0
2

Czteroletnia dziewczynka miała być w mieszkaniu w chwili śmierci swojej matki. Kiedy przyjechała policja, nie przestawała płakać, odsuwała się od ojca i reagowała lękiem na mężczyzn. Zeznania funkcjonariuszek odsłoniły przebieg interwencji, wcześniejszą przemoc w rodzinie i dramatyczne próby uzyskania pomocy przez 29-letnią kobietę.

Tajemniczy telefon na posterunek policji

14 czerwca 2025 r. o godz. 16.25 na posterunku policji w Gauting zadzwonił telefon. Połączenie zostało przekierowane z centrum alarmowego. “Przedstawiłam się jako »Policja z Gauting« i podałam swoje imię i nazwisko” – wspominała policjantka, która w czwartek zeznawała jako świadek przed Sądem Okręgowym Monachium II.

Początkowo funkcjonariuszka nie była w stanie zrozumieć dzwoniącego: “Zadałam mu pytania w stylu: Co się stało? Gdzie to się stało?”.

Po chwili w słuchawce odezwała się kobieta. Jak się później okazało, była to przechodząca w pobliżu osoba, której mężczyzna przekazał telefon. Dopiero od niej policjantka dowiedziała się, gdzie znajduje się dzwoniący. Stał przed budynkiem mieszkalnym w Krailling, miejscowości położonej na południowy zachód od Monachium, niedaleko Gauting.

Mężczyzną tym był Danon Mohammed Saeed G., który obecnie zasiada na ławie oskarżonych przed Sądem Okręgowym Monachium II. Przyjechał z Jemenu w 2022 r., ma 37 lat i odpowiada między innymi za morderstwo. Jak poważne są stawiane mu zarzuty, policjantki miały zrozumieć dopiero po wejściu do mieszkania.

Zakrwawiony mężczyzna trzymał na rękach dziecko

Policjantka oraz jej kolega zeznali, że mężczyzna był zakrwawiony. Prawą dłoń miał owiniętą bandażem, a jego palce były czerwone od krwi.

Ślady krwi znajdowały się również na jego bermudach w kolorze khaki, białych tenisówkach oraz ciemnym T-shircie. Sędzia pokazał wykonane na miejscu zdjęcia na ekranie znajdującym się w sali rozpraw. Mężczyzna trzymał na rękach swoją czteroletnią córkę. Dziewczynka cały czas płakała.

Na miejsce szybko dotarły dodatkowe patrole. Jak zeznała kolejna funkcjonariuszka, adres był już znany policji z wcześniejszych interwencji. Policjantka znała również samego mężczyznę.

Wcześniej doręczała mu nakazy wydane przez sąd na podstawie niemieckiej ustawy o ochronie przed przemocą. Według ustaleń śledczych mężczyzna miał bić żonę i grozić jej śmiercią. Funkcjonariuszka początkowo sądziła, że ponownie doszło do podobnego zdarzenia. Powiedziała 37-latkowi, że złamał obowiązujący go zakaz zbliżania się.

“Moja żona mnie odcięła” – miał odpowiedzieć po angielsku. Następnie dodał: “Moja żona jest szalona”.

W rzeczywistości jego 29-letnia żona już wtedy nie żyła. Policjanci dowiedzieli się o tym jednak dopiero nieco później. Najpierw poinformowali mężczyznę, że naruszył zakaz zbliżania się i zostaje zatrzymany. Obie policjantki zeznały, że w ich ocenie rozumiał przekazywane mu informacje.

Czterolatka odsuwała się od ojca

Funkcjonariusze weszli następnie do budynku i udali się do mieszkania położonego na pierwszym piętrze. Czteroletnia córka oskarżonego wciąż płakała i nie wypowiedziała ani jednego słowa.

Dziewczynka nie znała języka niemieckiego, lecz jedynie arabski. Przywarła do kobiety, która wcześniej pomogła policjantce podczas rozmowy telefonicznej.

Danon G. kilkakrotnie wyciągał ręce w stronę córki i próbował do niej mówić. Dziewczynka odsuwała się jednak od niego, niemal wpadając w panikę.

Według zeznań funkcjonariuszek reagowała bardzo negatywnie na każdego mężczyznę i przez cały czas nie przestawała płakać.

Zgodnie z aktem oskarżenia dziecko miało znajdować się w mieszkaniu również w chwili ataku na matkę.

Policjantki sądziły, że kobieta ukryła się ze strachu

W mieszkaniu funkcjonariusze natrafili na zamknięte drzwi prowadzące do łazienki. Nie można było ich otworzyć, ponieważ klamka była ułamana. “Wołaliśmy, żeby otworzyła” – zeznała jedna z policjantek. “Myśleliśmy, że chowa się ze strachu”.

Funkcjonariusze pukali do drzwi, ale z wnętrza nie dochodziła żadna odpowiedź. Otwarcie łazienki okazało się trudne właśnie z powodu uszkodzonej klamki: “Próbowaliśmy je wyważyć, ale nie udało nam się”.

Ostatecznie jednej z policjantek udało się przekręcić pozostałość klamki “z dużą siłą”. Dopiero wtedy funkcjonariusze zobaczyli, co wydarzyło się w łazience.

Nóż miał kupić krótko przed atakiem

Z aktu oskarżenia wynika, że przed przyjazdem do Krailling Danon G. kupił w supermarkecie Rewe nóż kuchenny za 7,99 euro. Ostrze miało mieć około 15 cm długości.

Następnie pojechał do mieszkania zajmowanego przez żonę i dzieci. Z powodu panującego tego dnia upału otwarte były zarówno drzwi wejściowe do budynku, jak i drzwi mieszkania znajdującego się na pierwszym piętrze.

Według prokuratury wszedł do środka z zamiarem zabicia żony. Kobieta planowała odejść od niego z powodu powtarzającej się przemocy, chciała się rozwieść oraz poinformować niemieckie władze o podejrzewanym oszustwie dotyczącym świadczeń socjalnych.

Kiedy mężczyzna zaczął rozpakowywać kupiony nóż, 29-latka miała uciec do łazienki i zamknąć drzwi. Oskarżony miał ruszyć za nią, sforsować wejście, a następnie kilkakrotnie ugodzić ją nożem.

Jedno z uderzeń miało przeciąć tętnicę szyjną. Ciężko ranna kobieta osunęła się na podłogę, ale według aktu oskarżenia nadal pozostawała przytomna. Wtedy sprawca miał niemal całkowicie oddzielić jej głowę od tułowia.

Według zeznających funkcjonariuszek czteroletnia córka pary przez cały czas znajdowała się w mieszkaniu.

Rodzina przyjechała do Niemiec z sześciorgiem dzieci

Istotną częścią sprawy są również zarzuty dotyczące wyłudzania świadczeń socjalnych. G. i jego żona przyjechali do Niemiec z sześciorgiem dzieci. Czworo z nich miało być ich biologicznymi dziećmi, natomiast dwoje pozostałych oskarżony miał bezprawnie przedstawiać niemieckim urzędom jako własne.

Jego brat i znajomy mieli wcześniej przyjechać do Niemiec jako osoby ubiegające się o azyl. Według prokuratury jeszcze przed opuszczeniem Jemenu G. planował “nielegalne pobieranie świadczeń socjalnych”.

Śledczy twierdzą, że mężczyzna zdobył w Jemenie autentyczne dokumenty zawierające fałszywe dane osobowe. Miały mu one umożliwić przedstawienie dwojga dodatkowych dzieci jako własnych i ubieganie się o przysługujące im świadczenia.

W listopadzie 2022 r. mężczyzna uzyskał w Niemczech ochronę uzupełniającą. Jego żona wraz z szóstką dzieci przyjechała do kraju dopiero w kwietniu 2025 r. w ramach procedury łączenia rodzin.

Zgodnie z aktem oskarżenia kobieta miała zostać nakłoniona do przyjazdu wbrew swojej woli i po długich naciskach ze strony męża.

Rodzina otrzymywała ponad 3,6 tys. euro miesięcznie

Po przyjeździe żony i dzieci G. złożył w urzędzie pracy w Starnbergu wniosek o świadczenia na utrzymanie rodziny. Otrzymał łącznie 3669,34 euro miesięcznie.

Następnie złożył w Bawarskim Urzędzie ds. Świadczeń Rodzinnych wniosek o zasiłek na sześcioro dzieci. Nie został on jednak rozpatrzony pozytywnie, ponieważ zabrakło podpisu jego żony.

Prokuratura uważa, że planowane przez kobietę ujawnienie podejrzewanego oszustwa mogło być jednym z motywów zarzucanego mężczyźnie zabójstwa.

Danon G. miał obawiać się utraty pieniędzy oraz wszczęcia postępowania karnego. Jego żona nie chciała wycofać wcześniejszych zawiadomień dotyczących przemocy, zamierzała odejść i poinformować urzędy o dzieciach, które nie pochodziły z ich małżeństwa.

W ciągu dwóch miesięcy policja interweniowała wielokrotnie

Po przeprowadzce rodziny do mieszkania w Krailling miało dochodzić do kolejnych aktów przemocy domowej. W akcie oskarżenia wymieniono siedem zdarzeń z okresu od kwietnia do czerwca 2025 r.

Mężczyzna miał bić żonę drewnianą pałką i rękami, zamykać ją w łazience oraz grozić jej śmiercią. Miał również odebrać jej paszport i ograniczać możliwość opuszczenia domu.

Według prokuratury oskarżony namawiał także jedno z dzieci, dziesięcioletniego chłopca, aby bił kobietę i jej groził. Chłopiec miał wykonywać te polecenia.

Kobieta kilkakrotnie zawiadamiała policję. Jedna ze świadków zeznała przed sądem, że do pomocy 29-latce włączyła się organizacja społeczna. Zapewniono jej również wsparcie arabskojęzycznego tłumacza, który pomagał podczas rozmów telefonicznych.

Dla kobiety znaleziono miejsce w schronisku chroniącym ofiary przemocy. Placówka nie mogła jednak przyjąć jej razem ze wszystkimi dziećmi. Z tego powodu 29-latka zdecydowała się pozostać w mieszkaniu.

Sześcioro dzieci znalazło się pod opieką państwa

Po śmierci kobiety wszystkie dzieci zostały objęte opieką. Sąd rodzinny wyznaczył im opiekunów.

Nie przewiduje się, aby dzieci były bezpośrednio przesłuchiwane podczas procesu w charakterze świadków. Przewodniczący składu sędziowskiego przekazał, że jedna z osób branych pod uwagę jako potencjalny opiekun odrzuciła wniosek sądu.

Sprawa ma również wymiar dyplomatyczny. Ojciec zamordowanej kobiety występuje w procesie jako oskarżyciel posiłkowy, choć nie uczestniczy w rozprawach osobiście. Mężczyzna mieszka w Jemenie.

Reprezentuje go hamburski adwokat Jean-Pierre El Sayed. Prawnik przekazał WELT, że został zaangażowany do sprawy przez ambasadę Jemenu w Berlinie.

Proces przed Sądem Okręgowym Monachium II ma zostać wznowiony w następnym tygodniu. Zaplanowano jeszcze cztery dni rozpraw. Oskarżony nie odniósł się dotąd do najpoważniejszych zarzutów. Wyrok może zapaść 9 października.

Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu Welt.de. Jego autorem jest Christoph Lemmer

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco!  Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl