W internecie od dawna dyskutuje się o oderwanych od rzeczywistości cenach ubrań z drugiej ręki, zwłaszcza w dużych miastach. Coś, co kiedyś było gwarancją budżetowej garderoby, dziś staje się niemal towarem luksusowym. Przekonała się o tym blogerka “Natystee”, która wybrała się na zakupy do lumpeksu w centrum Warszawy.
Czytaj także: Kolejny cios w kupujących na Temu i Shein. Będzie jeszcze drożej
Poszła do lumpeksu w centrum Warszawy. Ceny ją zaskoczyły
— Czy lumpeks w centrum Warszawy wyjdzie taniej niż wyprzedaż w galerii handlowej? Chodźcie, sprawdzimy to razem — mówi na opublikowanym na Facebooku filmiku kobieta.
Tego dnia obowiązywała cena 149 zł/kg, co, nawet jak na Warszawę, wydaje się dość wygórowaną stawką. Blogerka po kolei ściągała z wieszaków rzeczy, które wpadły jej w oko i kładła na wagę, by sprawdzić, ile będą kosztować. Następnie porównywała ceny z cenami nowych rzeczy na wyprzedaży w sieciówkach.
I tak zwykłe, proste jeansy w second-handzie kosztowały 80 zł, tymczasem podobne internautka znalazła w galerii handlowej za 58 zł. Na wagę trafiły też jesienne botki — cena 116 zł za parę — oraz transporter dla kota, który w lumpeksie kosztowałby 152 zł. Natystee zważyła też używany płaszcz z H&M, który był zdecydowanie najdroższy, bo kosztował 258 zł.
“Tego się nie spodziewałam”
— Ja nie komentuję tego w tym momencie. To jest dramat — mówi młoda kobieta, załamując się wysokimi cenami w lumpeksie.
Po zważeniu swetra i sukienki nie miała już wątpliwości. — Wniosek? Nie możemy się ciepło ubrać w lumpeksie, żeby było tanio — komentuje. Ostatecznie okazało się, że prawie wszystko można kupić w normalnym sklepie taniej albo za niewielką dopłatą.
— Tego się nie spodziewałam. Myślałam jednak, że to wyjdzie trochę taniej. Ale ta cena za kilogram zdecydowanie wszystko przebija — podsumowuje blogerka.
/1
Natystee / Facebook
Wnioski były zaskakujące.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









