Home International Ataki nożowników w szkołach. Skąd się bierze patologiczna agresja? “Pustka relacyjna”

Ataki nożowników w szkołach. Skąd się bierze patologiczna agresja? “Pustka relacyjna”

0
2

W ciągu zaledwie dwóch dni w trzech szkołach na Mazowszu doszło do ataków nożem. Najpierw w środę, 7 października, w Ostrołęce 19-letni Jakub Z. zaatakował nożem uczniów i nauczycieli. Rannych zostało pięcioro uczniów, dwóch nauczycieli i dwie osoby postronne. W czwartek, 8 października, pojawiły się doniesienia o dwóch kolejnych incydentach. Policja przekazała, że dzień wcześniej w Sierpcu zatrzymano 17-latka, który miał rozpowiadać, że “zrobi coś złego w szkole”. Funkcjonariusze znaleźli należące do niego dwa noże, a w historii wyszukiwania w telefonie informacje o planowanym ataku. Potem przekazano najtragiczniejsze wieści. W szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem 15-letni były uczeń zaatakował na korytarzu woźną i nauczycielkę. 37-letnia pracownica techniczna zmarła.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Ataki nożowników w szkołach na Mazowszu. Psycholog mówi o pustce relacyjnej

O tych wstrząsających aktach przemocy “Fakt” rozmawiał z dr Teresą Jadczak-Szumiło, psychologiem, psychoterapeutą, prezesem Polskiego Instytutu Traumy który wspiera merytorycznie Fundację Drabina Rozwoju w ramach projektu “Zatrzymaj agresję. Postaw na umiejętności”.

— Gdy pierwszy raz usłyszałam o tych sprawach, a potem zapoznałam się z komunikatem policji, brałam pod uwagę, że to jakieś wyzwanie, na które młodzież się umawia. Ale nawet jeżeli tak jest, to jednak trafiło to na podatny grunt. Na osoby, które zdecydowały się je wykonać. Jak o tym myślę, to przychodzi mi do głowy tylko jedna myśl, że te dzieci od dawna są samotne i nigdy nie doświadczyły tego, co tworzy się w bezpiecznej opiekuńczo relacji. Nie potrafią regulować emocji, bo nie było od kogo: ich rodzice byli emocjonalnie nieobecni lub fizycznie nieobecni lub co gorsza reagowali agresją, kiedy ich dzieci potrzebowały ich opieki i obecności. Ich układ nerwowy jest tak zmieniony rozwojowo, neurobiologicznie, że nie są w stanie tego robić w adekwatny sposób. To tylko oznacza, że wychowywały się w pustce relacyjnej, gdzie nie rozwinęły empatii, nie rozwinęły mentalizacji, czyli przewidywania, jakie będą skutki działań, i umiejętności budowania bliskości — twierdzi dr Jadczak-Szumiło. W sieci szukały nie zbrodni tylko akceptacji, bliskości, przynależności nawet za cenę agresji.

Kluczem traumy z dzieciństwa

— Wciąż mamy małą świadomość, że wczesne dziecięce doświadczenia traumatyczne, w tym traumy relacyjne, zmieniają rozwijający się mózg czasami w trwały sposób. Kiedy dziecko doświadcza zaniedbania czy agresji od opiekuna, który powinien być bezpieczny na samym początku rozwoju, nie potrafi być w relacjach w bezpieczny sposób z innymi i jest to nie tylko fakt psychologiczny, ale też neurobiologiczny— podkreśla psycholog w rozmowie z “Faktem”.

Jak twierdzi dr Teresa Jadczak-Szumiło, takie zachowania są bardzo często pokłosiem nieadekwatnej relacji z bliskimi z bardzo wczesnego dzieciństwa, kiedy dziecko uczy się regulować emocje poprzez bliskich opiekunów. — Wiem, że straciła życie młoda kobieta. Ale to, co im się przydarzyło, często już w pierwszych latach życia, może dać odpowiedź na to, dlaczego to zrobili, czemu właśnie oni się tym zainspirowali i wykonali to — mówi.

— Dla mnie to jest przede wszystkim informacja, że te dzieci musiały dorastać opuszczeniu, zaniedbaniu i przemocy. Czyli dorastały w ogromnym lęku przed relacjami. W końcu doszły do ściany, nie miały już pomysłu, co dalej ze sobą zrobić. Tak głęboka, patologiczna agresja pokazuje, jak głęboko samotne były te dzieci. W jakich patologicznych relacjach dorastały. I niech nas nie zmyli fakt, że być może na zewnątrz wszystko wyglądało w porządku — zaznacza.

Nie można leczyć agresji agresją

— Nie wiem, co się stało tym dzieciom i jaką miały historię relacyjną, ale jedno jest pewne — nie umieją być w na tyle bliskich relacjach, by poczuć, że jak zrobią coś takiego, to to jest straszna przemoc i krzywda. To nie jest tak, że te dzieci być może zobaczyły jakieś wyzwanie i pod wpływem impulsu postanowiły to zrobić. Nie — one je zobaczyły i ze względu na historię swojego życia odpowiedziały na nie — dodaje dr Teresa Jadczak-Szumiło.

Jak mówi, w komentarzach w internecie ludzie piszą o przywróceniu kary śmierci w takich przypadkach, traktowaniu sprawców jak dorosłych.

— To w ogóle nie działa. Chcemy wyleczyć agresję u tych osób agresją. To tak, jakbyśmy leczyli dżumę jakimś innym, zaraźliwym schorzeniem. A osoby, które doświadczyły takiej wczesnej traumy relacyjnej, odrzucenia, leczy się tylko w bezpieczeństwie. W bezpieczeństwie emocjonalnym, relacyjnym. Kłopot polega na tym, że te obszary odpowiedzialne za relacje zostały u tych dzieci już prawdopodobnie zniszczone. Nie wczoraj, nie dzisiaj i nie przez jedną historię w internecie, tylko były niszczone od początku ich rozwoju i uratowanie ich być może być bardzo trudne, a być może niemożliwe — zauważa.

Czy takim tragediom można zapobiec? Psycholog twierdzi, że szanse na uratowanie dzieci przed tak straszliwymi czynami istnieją tak długo, dopóki dzieci w jakiś sposób sygnalizują swoje zamiary. Mówią o nich, wykazują niepokojące zainteresowania, kierując to w stronę innych osób.

“Tej regulacji niestety nie umiemy”

— Niestety mam świadomość, że nauczyciele, pedagodzy, psycholodzy nawet nie do końca rozumieją, że to nie jest gadanie w pustkę, tylko to jest objaw, który coś sygnalizuje, że takich rzeczy się nie bagatelizuje, że te osoby potrzebują uregulować emocje i nie potrafią tego zrobić. Że być może mówiąc o tym, oczekują pomocy. A teraz już straciły nadzieję, nie chcą już ludzi, niszczą to, co zostało i atakują na oślep — podkreśla.

Jak dodaje, w sprawach ataków nożowników w szkołach wciąż jest wiele niewiadomych, przynajmniej dla zwykłej opinii publicznej. Być może nigdy nie poznamy odpowiedzi na pytania o pobudki tych działań.

— Ale jedno jest pewne, te osoby nigdy od swoich bliskich opiekunów nie doświadczyły tego, jak to jest, kiedy mama cię koi kiedy płaczesz czy jak to jest, kiedy rodzice rozumieją twoje stany emocjonalne i towarzyszą ci w czasie ich przeżywania. Wychowanie dziecka polega na regulowaniu jego stanów emocjonalnych od urodzenia, bo tylko w ten sposób nauczy się, jak radzić sobie z emocjami. I kiedy przychodzą jakieś kłopoty, to nie sięga po maczetę i nie zabija ludzi. Czytam, że to efekt bezstresowego wychowania i braku kar. Otóż nie — wychowanie to prosta, chociaż nie w praktyce, zasada: najpierw regulacja emocji, potem wymagania, zadania itd. Kary bez regulacji nic nie dają, wymagania bez regulacji, czyli np. w lęku, złości, nic nie dają. Dziecko nie potrafi radzić sobie z frustracją, złością i w efekcie albo wycofuje się z relacji, albo atakuje innych. Ale tej regulacji wielu dorosłych niestety nie umie, co obserwuję w pracy z ludźmi — podsumowuje dr Teresa Jadczak-Szumiło.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl