Ten artykuł możesz przeczytać za darmo w naszym cotygodniowym newsletterze “Kryminalny Piątek”. Jeśli chcesz otrzymywać takie treści prosto na swoją skrzynkę, zapisz się.
Kiedy zaczynałem relacjonować tę sprawę, nie mogłem uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę. W XXI wieku, w świecie, w którym nikt nie jest anonimowy, w którym — wydawałoby się — nie da się tak po prostu zniknąć. A jednak z każdym kolejnym telefonem, każdą rozmową, rzeczywistość okazywała się jeszcze bardziej przerażająca. W Gaikach pod Głogowem przez cztery lata istniał świat, którego nikt nie chciał albo nie potrafił dostrzec. Świat zamknięty za drzwiami przydomowej komórki.
Zobacz także: Tak się zachowywał napastnik ze szkoły w Ostrołęce. Miał “plan na ten dzień”
Fatalna znajomość z internetu. Małgorzata poznała Mateusza Jacha z Gaików na portalu randkowym
Małgorzata, wówczas 26-letnia, poznała 31-letniego Mateusza Jacha w 2020 r. na portalu randkowym. Była poturbowana przez los, szukała bliskości, zrozumienia, może szansy na nowy początek. Nie mogła wiedzieć, że trafiła na człowieka, który krok po kroku odbierze jej wszystko: wolność, godność, poczucie bezpieczeństwa, a niemal także życie.
O koszmarze kobiety świat dowiedział się dopiero cztery lata później, w sierpniu 2024 r. Wtedy 30-latka z wybitym barkiem trafiła do szpitala w Głogowie. Pod troskliwym okiem pielęgniarek i lekarzy zdobyła się na odwagę, by powiedzieć prawdę. Lekarze wysłuchali jej relacji w osłupieniu. O latach spędzonych w zamknięciu, przemocy, gwałtach. Chwilę później ruszyła lawina. Zatrzymanie, przesłuchania, areszt.
Kiedy redakcja wysłała mnie do Gaików, wiedziałem, że czeka mnie trudny materiał. Nie przypuszczałem jednak, że spotkam się z tak wielką ciszą. Mieszkańcy nie chcieli rozmawiać. Jeśli już zatrzymywali się na chwilę, mówili jedno: o kobiecie więzionej w komórce dowiedzieli się z mediów.
Za to o Mateuszu opowiadali niemal identycznie. Odludek, dziwak, człowiek, którego wzroku bali się nawet dorośli. Do dziś pamiętam słowa jednej z sąsiadek: “Dzieci go unikały. Miał taki obłęd w oczach, że na jego widok przechodziły nas ciarki”.
Stałem wtedy przed jego domem i nie mogłem uwolnić się od jednej myśli. Jak to możliwe, że przez cztery lata nikt niczego nie usłyszał? Żadnego krzyku, żadnego wołania o pomoc? Żadnego sygnału, który skłoniłby kogokolwiek do reakcji? To pytanie wraca do mnie do dziś i nadal nie potrafię znaleźć na nie uczciwej odpowiedzi.
Małgorzata była przetrzymywana przez cztery lata w ciemnej komórce w Gaikach
Najbardziej wstrząsające chwile przeżyłem jednak na sali sądowej. Gdy w czerwcu 2025 r. ruszył proces Mateusza Jacha, a prokurator rozpoczął odczytywanie aktu oskarżenia, wśród zgromadzonych na sali zapadła głucha cisza. Taka, która wydaje się niemal materialna. Drastyczne szczegóły pominięto ze względu na dobro pokrzywdzonej. To, co usłyszeliśmy, i tak było wystarczająco porażające.
Przez cztery lata kobieta miała być przetrzymywana w małym pomieszczeniu gospodarczym. Bez okna, bez ogrzewania, bez bieżącej wody i toalety. Zamykana na kłódkę od zewnątrz. Prokurator wyrzucał z siebie kolejne słowa o biciu pięściami, gumowym wężem ogrodowym, deskami, pałkami. Wszystkim, co wpadło w ręce. O kopaniu, szarpaniu za włosy, duszeniu i nieustannym poniżaniu, o goleniu włosów na głowie. O całkowitym uzależnieniu od sprawcy. W końcu o próbie samobójczej i gwałtach, które według prokuratury miały cechy szczególnego okrucieństwa.
Twarzą w twarz z Mateuszem Jachem, oprawcą z Gaików
Na sali sądowej stanąłem z Mateuszem Jachem twarzą w twarz. Podczas kolejnych rozpraw nie okazywał żadnych emocji. Gdy prokurator wymieniał wszystkie okrutne tortury, którym poddawał swoją ofiarę, oskarżony nie spuścił wzroku, nawet nie drgnął. Nie było w nim cienia skruchy, zawstydzenia czy refleksji. Przez cały proces siedział z kamienną twarzą. Tak, jakby opowieść o piekle, które przez lata urządził drugiemu człowiekowi, dotyczyła kogoś zupełnie obcego.
Ten chłód uderzył mnie najmocniej. Bo zło najczęściej wyobrażamy sobie jako coś gwałtownego i wybuchowego. Tymczasem ono czasem siedzi spokojnie kilka metrów od nas. Patrzy przed siebie i nie pokazuje absolutnie nic.
W szpitalu rozmawiałem z osobami, które widziały Małgorzatę po uwolnieniu. Jedna z pielęgniarek powiedziała mi zdanie, którego nigdy nie zapomnę: “To był wrak człowieka”. Nie chodziło wyłącznie o obrażenia fizyczne. Znacznie gorsze były rany, których nie widać na zdjęciach ani w sądowych aktach. Strach, który nie znika mimo zamknięcia sprawcy za kratami. Lata upokorzeń. Przekonanie, że jest się całkowicie zdanym na łaskę oprawcy.
Od tego koszmaru minęły dwa lata. Małgorzata nadal pozostaje pod opieką specjalistów. Nikt nie potrafi powiedzieć, czy kiedykolwiek odzyska psychiczną równowagę i będzie mogła prowadzić zwyczajne życie. Czy uda jej się uwierzyć, że świat poza komórką gospodarską może być bezpieczny?
25 lat dla oprawcy z Gaików. Czy to sprawiedliwy wyrok?
Zwłaszcza, że prawomocny wyrok, jaki zapadł 2 września 2026 r., budzi wiele wątpliwości. Kiedy sąd pierwszej instancji skazał Mateusza Jacha na dożywotnie więzienie, wydawało się, że sprawiedliwości stanie się zadość. Dlatego z niedowierzaniem słuchałem później informacji o wyroku Sądu Apelacyjnego, który obniżył karę do 25 lat więzienia. Okoliczności łagodzące? “Zmienny stopień przemocy i dolegliwości” związanych z izolowaniem pokrzywdzonej. Część gwałtów odbywała się bez przemocy. Fakt, że pokrzywdzonej raz w tygodniu umożliwiano kąpiel.
Czytałem argumenty prawników, uzasadnienia i sądowe sformułowania. Analizowałem każde zdanie. Ale za każdym razem wracałem myślami do jednego obrazu. Do kobiety siedzącej w ciemnym pomieszczeniu z zakrytym oknem, której odebrano cztery lata życia.
W Gaikach nie wydarzyła się tylko zbrodnia. Tam przez cztery lata obok zwyczajnego życia sąsiadów istniał dramat, którego nikt nie dostrzegł lub którego nikt nie chciał zobaczyć. I właśnie ta świadomość nie daje mi spokoju najbardziej. Pytanie, które wraca za każdym razem, gdy myślę o Małgorzacie: jak blisko nas może rozgrywać się czyjeś piekło, zanim wreszcie ktoś je zauważy?
Ruszył proces byłego proboszcza z Przypek. Świadek opisał płonącego człowieka
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







