Otwarty w 1901 r. elegancki i nowoczesny hotel Bristol znalazł ważne miejsce we wspomnieniach Artura Rubinsteina. Kilka lat przed I wojną światową pianista był jeszcze bardzo młody, ale już znany. Koncertując po całym świecie, często odwiedzał Warszawę. Początkowo zatrzymywał się w nieistniejącym już hotelu Victoria na Jasnej, szybko jednak jego ulubionym miejscem stał się Bristol.
Artur Rubinstein w Bristolu. Uwiodła go metresa hrabiego
Słynny warszawski hotel pojawia się na kartach książki Artura Rubinsteina “Moje młode lata”. Gdy pianista zaczął pomieszkiwać w Bristolu miał niewiele ponad 20 lat. Sławny już i przystojny młodzian nie narzekał na brak powodzenia u płci przeciwnej. W końcu doszło do tego, że wpadł w sidła “wysokiej, posągowej, bujnej istoty o uderzających, cudownie zaokrąglonych kształtach”.
Była metresą jakiegoś starego polskiego hrabiego, który utrzymywał ją w tym hotelu w luksusowych warunkach. Cóż to był za charakterek z tej Geni Chmielnik! Jej ulubionym gestem było podnoszenie spódnicy, odsłanianie mocnych, krągłych ud, które klepała oburącz i wołała: — Jestem prawdziwą k…ą! No i co z tego?
— wspominał Rubinstein, dodając, że po nocy spędzonej z Genią poczuł się jak “absolwent wyższej uczelni sztuki kochania”.
Przeczytaj także: Warszawskie hotele w okresie PRL. Gdzie urzędowała elita najstarszego zawodu świata?
Erotyczne ekscesy perskiego księcia
Rubinstein opisał też zabawne zdarzenie związane z pobytem w “Bristolu” młodego i przystojnego księcia perskiego. Mieszkająca w hotelu “kokota wysokiej klasy, zmysłowa blondynka” nagabywała artystę, aby zapoznał ją z arystokratą. Rubinstein co prawda odmówił, ale pani poradziła sobie sama, wślizgując się samodzielnie do pokoju księcia.
“Rozległ się przeraźliwy krzyk. Poderwałem się na równe nogi i podbiegłem do drzwi. Scena, którą ujrzałem, była prawdziwie sensacyjna — piękna blondynka, zupełnie naga, wyskakiwała z apartamentu księcia, wrzeszcząc na cały głos: — Ratunku, ratunku! On mnie zabije!” — opisywał Rubinstein.
Okazało się, że na drodze integracji persko-słowiańskiej pojawił się pewien problem, który książę wyjaśnił Rubinsteinowi swoją nienaganną francuszczyzną:
— Nam, muzułmanom, nie wolno mieć stosunku z kobietą, która ma owłosiony wzgórek łonowy. Próbowałem jej to wyjaśnić, ale wciąż nie mogła pojąć, o co mi chodzi. Wyszedłem więc do łazienki po brzytwę i wróciłem, żeby ogolić tę niepotrzebną kępkę. Kiedy dziewczyna zobaczyła, że zbliżam się, trzymając brzytwę w ręku, podniosła wrzask.
No cóż, hotel luksusowy, to i luksusowe kokoty, choć niestety z brakami w znajomości języków obcych. Po tej przygodzie książę Salar-ed-Dovleh przeniósł się na ul. Rysią do hotelu Francuskiego. Być może miał nadzieję, że w hotelu o tej nazwie kokoty będą zobowiązane do znajomości języka, którym sam posługiwał się nienagannie.
Po Francuskim i wielu innych warszawskich hotelach nie ma już dzisiaj śladu w przestrzeni miejskiej. Natomiast można je odnaleźć w książce “Historia warszawskich hoteli”, której fragment przedstawiliśmy, a której I tom trafi do sprzedaży 17 maja. Wraz z II tomem, który ukaże się jesienią, będzie to pełna historia warszawskich zajazdów i hoteli od średniowiecza do współczesności, opisana lekkim językiem z wieloma anegdotami z życia dawnej i nieco bardziej współczesnej stołecznej bazy noclegowej.
Przeczytaj także:
Tak celebryci bawili się w czasie PRL. “Wchodziło się na gębę i to raczej znaną”
/7
Alamy/BEW
Młody Artur Rubinstein przeżył w warszawskim Bristolu kilka pikantnych przygód.
/7
Biblioteka Narodowa / –
Krakowskie Przedmieście — po lewej Hotel Europejski, po prawej jego młodszy hotelowy brat, czyli Bristol.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







