Home International Szukał złotego pociągu. “Wynik to dla mnie szok”

Szukał złotego pociągu. “Wynik to dla mnie szok”

0
3
Legenda o złotym pociągu żyje od lat, ale nigdy nie potwierdzono, że taki skład ze złotem, kosztownościami i dziełami sztuki zrabowanymi przez Niemców istniał i wyjechał z Wrocławia. Michał Motak nie jest pierwszą osobą, która twierdzi, że wie, gdzie znajduje się złoty pociąg. Nikomu jednak do tej pory nie udało się ani potwierdzić istnienia takiego składu, ani tym bardziej go znaleźć. — W ogóle nie dziwi mnie to, że te poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Jako historyk muszę stwierdzić, że moim zdaniem ze względów historycznych jest bardzo mało prawdopodobne, że złoty pociąg w ogóle istnieje — mówi w rozmowie z “Faktem” dr hab. inż. Sławomir Porzucek, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Poszukiwania złotego pociągu. Są wyniki badań

“Wiem, że teraz już nic mnie nie zatrzyma. To co? To, co zapowiedziałem. To się wydarzy. Zrobimy to. I zszokujemy cały świat” — zapowiadał Michał Motak, szef grupy Złoty Pociąg 2025. Tłumaczył, że jest radiestetą fizycznym i na tym oparł swoje badania.

Moje metody radiestezyjne są przez wielu kwestionowanie, natomiast ja ze swoim doświadczeniem wiem, że moich dłoniach różdżki radiestezyjne właściwie pokazują tunele, które są pod powierzchnią ziemi. Dzięki metodzie radiestezyjnej udało mi się namierzyć zamaskowane przez Niemców wejście do tunelu w podziemiach kościoła w Dusznikach-Zdroju, w którym wg. relacji ukrywano depozyty mieszkańców w 1945 r.

— przekonuje w opisie zbiórki na dalsze badania.

— W ogóle nie dziwi mnie to, że te poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Radiestezja to jest nauka paranormalna, więc nie ma możliwości znalezienia dzięki niej czegoś. Jeśli uznajemy, że to nie jest nauka, to nie ma znaczenia, czy ten tunel jest głębiej, jak to teraz tłumaczy ten poszukiwacz — dodaje nasz rozmówca, prof. Sławomir Porzucek.

Dlaczego nie znaleziono złotego pociągu? Michał Motak tłumaczy

Prace w lesie, które miały przynieść sensacyjne odkrycie, skończyły się fiaskiem.

Zgody, o które wnioskowali poszukiwacze, zostały wydane. Prace zostały przeprowadzone latem. Były to nieinwazyjne badania. Złoty pociąg nie został odnaleziony

— mówi “Faktowi” nadleśniczy Jerzy Zemlik z Nadleśnictwa Świdnica.

Próbowaliśmy różnymi kanałami skontaktować się z Michałem Motakiem, by uzyskać jego komentarz. Wcześniej nam odpisywał. Po nieudanych badaniach zamilkł i zignorował wszystkie nasze pytania. Radiesteta wyraźnie unika mediów. Zgodził się jedynie porozmawiać z jedną dziennikarką historyczną Joanną Lamparską. Na jej kanale Hi!History na YouTubie odniósł się do porażki.

Czy złoty pociąg istnieje? Planowane są kolejne poszukiwania

Tam są dwa tunele. Jeden z wlotem, do którego prowadziła bocznica, a drugi bez. Na 61. kilometrze mieści się tunel z wagonami. Uważam, że georadar nie sięgnął tego tunelu, nie przebił się przez grunt. Druga ekipa szukała drugiego tunelu i to dla mnie szok, że skończyło się to negatywnie. Pomyliłem się, prawdopodobnie przez autosugestię, co do głębokości tego tunelu. Uważam, że on tam jest. Twierdzę, że wyznaczyłem ten tunel dobrze. Mój błąd polegał na tym, że on jest na głębszym poziomie. To stary tunel wydobywczy bez wlotu. Nie wiem, na jakiej głębokości, ale wiem, że on tam jest. Ale my chcemy tunel wlotowy, gdzie wjeżdżały pociągi

— mówi we wspomnianej rozmowie.

Twierdzi, że jest tam stalowa brama na rolkach, bo znalazł wnęki po obu stronach. — Może to była moja autosugestia. A te małe wagoniki jako radiestecie na powierzchni zlały mi się w jeden duży. Te dwa tunele się przecinają tylko na różnych wysokościach — zapewnia.

Motak twierdzi, że czeka na zgodę od Lasów Państwowych na odwiert.

Myślę, że on zweryfikuje to, że nie będzie już żadnych wątpliwości. Być może moja wiarygodność została naruszona. Jednak żeby odkryć coś takiego trzeba mieć dwie rzeczy: zgody i pieniądze. To nie jest łatwe. Ja się nie poddaję, wiem, jakie mam umiejętności. Odwierty będą decydujące. One pokażą wszystko. Albo jest albo go nie ma

— zapowiada.

Chwilę później twierdzi, że zgodę na dwa odwierty ma. Przeczą temu jednak słowa nadleśniczego Zemilka. — W tej chwili w tej sprawie z naszego punktu widzenia nic się nie dzieje, a o sprawie umilkło. Żadnych kolejnych wniosków nie mamy zgłoszonych. Gdyby w tym miejscu miały toczyć się jakieś kolejne prace, musielibyśmy o tym wiedzieć — mówi “Faktowi” przedstawiciel Nadleśnictwa Świdnica.

Tymczasem Michał Motak założył zrzutkę publiczną na wykonanie tych odwiertów. Cel ustawił na poziomie 10 tys. zł. Na razie wpłacono jedynie 150 zł.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl