Home International Tragiczny los ojca nożownika z Ostrołęki. Sąsiedzi są zdziwieni, bo niedługo przed...

Tragiczny los ojca nożownika z Ostrołęki. Sąsiedzi są zdziwieni, bo niedługo przed śmiercią się śmiał

0
3

Uzbrojony w maczetę, nóż i toporek Jakub Z. (19 l.) zaatakował uczniów i nauczycielkę w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce. Podczas ataku 7 października rannych zostało dziewięć osób. Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzuty. 15 października w mieszkaniu znaleziono jego ojca. Wszystko wskazuje na to, że targnął się na swoje życie. Sąsiedzi opowiadają, jak Krzysztof Z. († 45 l.) zareagował na zatrzymanie syna. Mówią “Faktowi” o trudnych relacjach w rodzinie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ojciec Jakuba był wcześniej karany za przemoc domową i miał tzw. niebieską kartę

— Mężczyzna nie był widziany od kilku dni. Służby zawiadomił zaniepokojony sąsiad Krzysztofa Z. — wyjaśnia prokurator Elżbieta Łukasiewicz z ostrołęckiej prokuratury.

Do bloku, gdzie mieszkał, wezwano straż pożarną, pogotowie ratunkowe oraz policję. Drzwi do mieszkania były zamknięte od środka. Nikt nie reagował na pukanie i wezwanie do otwarcia drzwi. W środku znaleziono zwłoki mężczyzny

— dodaje.

Sąsiedzi mówią, że Krzysztof Z. mieszkał sam. Żona wraz z dziećmi (synem Jakubem i jego młodszą siostrą) wyprowadziła się po tym, jak ją pobił i trafił do więzienia. — Wyszedł w kwietniu. Jak go nie było, Jakub, który miał klucze do mieszkania, często wpadał tam z kolegami — wspomina jedna z sąsiadek.

— Ojciec wcześniej miał założoną niebieską kartę. Pobił żonę tak, że wylądowała w szpitalu. Podobno, jak ona leżała pobita, to przyszedł, żeby ją wykończyć. Za to siedział w więzieniu — dodaje.

Nasza rozmówczyni opowiada też, jak ojciec zachowywał się, gdy po ataku w szkole zatrzymano jego syna. Nie przejął się tym zbytnio. — Pod blok, gdzie mieszkał ojciec, przyjechała policja. Pilnowali go, widziałam, jak stał oparty o radiowóz i śmiał się, paląc papierosa — opowiada sąsiadka w rozmowie z “Faktem”.

Śledczy ustali, że zgon Krzysztofa Z. nastąpił kilka dni przed odkryciem zwłok

Sąsiedzi byli zdziwieni tym, że Krzysztof Z. zareagował na kłopoty syna tak spokojnie. Uważają, że ta reakcja była nieadekwatna. Zwłaszcza że na twarzy Krzysztofa Z. wciąż widzieli uśmiech. Trzeba jednak mieć na względzie to, że ludzie różnie reagują w stresie. Tak czy inaczej, pewne jest to, że niedługo po tych wydarzeniach mężczyzna już nie żył. Prawdopodobnie odebrał sobie życie.

Krzysztof K. mógł zatem swym uśmiechem próbować zamaskować olbrzymi stres.

Czasami jest tak, że człowiek dla obcych ludzi może być super, ale w domu, dla rodziny, może być katem

— podsumowuje sąsiadka Krzysztofa Z.

Technicy kryminalni, którzy weszli do mieszkania przez wyważone drzwi, ustalili, że do śmierci 45-latka nie przyczyniły się osoby trzecie. Nie był to zgon z przyczyn naturalnych. Lekarz wskazał, że do śmierci doszło prawdopodobnie kilka dni temu (przypuszczalnie 10 października). Ciało Krzysztofa Z. zostało przekazane rodzinie.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl