Home International Sędzia podała wstrząsający szczegół. Majtczak zrobił to dopiero “pół sekundy przed zderzeniem”

Sędzia podała wstrząsający szczegół. Majtczak zrobił to dopiero “pół sekundy przed zderzeniem”

0
2

Jak punktował piotrkowski sąd, sprawca dopiero “na pół sekundy przed zderzeniem zwolnił ten pedał całkowicie”, co doprowadziło do potężnego uderzenia i śmierci trzyosobowej rodziny z Myszkowa. Mimo druzgocących dowodów i dramatu płonących żywcem ofiar, obrona nie składa broni i już zapowiada apelację, zarzucając sądowi ignorowanie kwestii technicznych.

Sędzia nie mogła dać więcej. 8 lat za dramat na A1. Jak oceniasz wyrok? [SONDA]

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Sędzia Renata Folkman ogłasza wyrok. Surowa kara za koszmar na autostradzie A1

Decyzja piotrkowskiego sądu niemal w całości uwzględniła wnioski prokuratury. Sąd uznał Sebastiana Majtczaka za winnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i skazał go na osiem lat więzienia, z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu trzech czwartych tej kary.

Czy uważasz, że wyrok dla Majtczaka jest sprawiedliwy? Jesteśmy ciekawi Twojej opinii.

Dodatkowo orzekł zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na 15 lat, a także koszty finansowe: po 500 tys. zł zadośćuczynienia dla oskarżycieli posiłkowych, po 27,5 tys. zł zwrotu kosztów sądowych dla pokrzywdzonych i 250 tys. zł kosztów na rzecz Skarbu Państwa.

Ile jechał Majtczak? Biegli udowodnili prędkość ponad 300 km na godz.

W trakcie procesu Sebastian Majtczak konsekwentnie budował narrację, w której to ofiary miały być winne tragedii. Oskarżony przekonywał, że zajechanie drogi przez auto ofiar było powodem zdarzenia, a on w ogóle nie miał żadnych szans na reakcję, twierdząc do tego, że sam jechał ok. 170-200 km na godz. Sędzia, opierając się na drobiazgowych ekspertyzach, wykluczyła tę wersję.

Zapisy z rejestratorów EDR ucięły wszelkie spekulacje. Z ustaleń sądu “w ogóle nie wynika, żeby przed zderzeniem doszło do rzekomego zajechania przez pojazd Kia drogi BMW”. Auto ofiar poruszało się na tempomacie z prędkością “rzędu 150 km na godz.”.

Tymczasem oskarżony “5 sekund przed zderzeniem” pędził “rzędem 320 km na godzinę”. Zaledwie “pół sekundy przed zderzeniem” puścił pedał gazu. Pędzące “rzędu 250 km na godzinę” BMW z ogromną siłą uderzyło “prawą przednią stroną w tylną część samochodu Kia”.

Piekło we wraku. Martyna D.-B. żyła, gdy wybuchł pożar

Uzasadnienie wyroku obnażyło makabryczne szczegóły samego zdarzenia. Potężne uderzenie zniszczyło zbiornik paliwa Kii. Rozpędzony wrak tarł elementami o nawierzchnię, co dało “zarzewie pożaru”, a ten “rozprzestrzenił się błyskawicznie na cały pojazd” tuż po zatrzymaniu auta na barierach.

Najbardziej wstrząsające okazały się zeznania świadków, którzy ułamki sekund po zdarzeniu z gaśnicami ruszyli na ratunek. Z powodu zatrzaśniętych drzwi musieli wybić szybę, z wnętrza pełnego dymu dobiegał “głuchy głos Martyny D.-B., proszący o to, żeby im pomóc, żeby ich ratować”.

Od tego momentu do wybuchu ogromnego pożaru “upłynęły sekundy, nie dające szans na ratunek”, a gaśnice świadków okazały się “zupełnie nieprzydatne”. Ostatecznym dowodem dramatu jest fakt, że w drogach oddechowych 37-latki biegły znalazł sadzę — to świadczy “jednoznacznie, że w chwili wybuchu pożaru z pewnością Martyna D.-B. jeszcze żyła”.

“Amnezja” kolegów Majtczaka. Arkadiusz N. i Patryk K. nie pomogli śledczym

Osobnym wątkiem w procesie była postawa pasażerów BMW, którzy po wypadku wydostali się z niego o własnych siłach. Jak podkreśla oskarżyciel, ich zeznania “nie wnoszą absolutnie nic”.

W sądzie tłumaczyli, że “nic nie widzieli”, bo spali, patrzyli w telefon lub przeżyli szok. Jak zaznacza prokurator, trudno uwierzyć, że pasażer, jadąc autem z prędkością ponad 300 km na godz., “czuje się tak swobodnie” i patrzy w telefon. Oskarżyciel wprost uznał, że mężczyźni “po prostu chronili go w swoich zeznaniach”.

Obrona zapowiada apelację. “Wyrok oparty na medialnym wizerunku, a nie faktach”

Ogłoszenie wyroku nie kończy jednak sprawy. Tuż po wyjściu z sali sądowej mecenaska Sebastiana Majtczaka, Katarzyna Hebda, jasno zadeklarowała, że to dopiero pierwsza instancja. Batalia może przenieść się do sądu wyższej instancji.

Mecenaska oskarżonego uważa, że wyrok to wina wykreowanego wizerunku jej klienta.

— Jeżeli chodzi o argumenty, które staną się przedmiotem mojej apelacji to jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić, ponieważ dzisiaj usłyszeliśmy od sądu jedynie zasadnicze motywy wyroku — argumentowała.

Dodała jednak, że z dzisiejszego ustnego wystąpienia wynika, iż “wina klienta polega na tym, że zmodyfikował samochód, że przekroczył prędkość i przekraczał ją w przeszłości i tak naprawdę na tym, że wyjechał w celach służbowych po zdarzeniu”.

Sąd zignorował dowody techniczne obrony? Pełnomocniczka wytyka braki

Zarzuty obrony skupiają się głównie na całkowitym — w ich ocenie — zignorowaniu wątpliwości natury technicznej.

Proszę zauważyć, że sąd nie odniósł się w ani jednym zdaniu do ani jednej z kwestii technicznych podnoszonych przez obronę przez cały proces

– kontynuowała mecenaska przed kamerami.

— Moja mowa końcowa […] zasadzała się na kwestiach technicznych, do których mieliśmy zasadnicze zastrzeżenia i w dniu dzisiejszym absolutnie nie usłyszeliśmy od sądu ani jednego zdania na temat tego, dlaczego nie należało dać wiary temu wszystkiemu, o czym my mówiliśmy.

Na pytanie, czy sąd podważył opinię eksperta obrony, adwokatka odpowiedziała stanowczo, że sąd “absolutnie nie obalił tej opinii, ponieważ żeby obalić opinię techniczną musielibyśmy powiedzieć o tym, dlaczego ona z przyczyn technicznych jest nieprawidłowa, jest niewłaściwa, a dzisiaj tego absolutnie zabrakło”.

Sebastian Majtczak skazany. Rodzice ofiary wypadku na A1 zabrali głos

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl