Po trzech latach od tragedii na A1 pod Piotrkowem Trybunalskim (woj. łódzkie) Sebastian Majtczak usłyszał nieprawomocny wyrok. Sąd skazał go na osiem lat więzienia i zakazał mu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych przez 15 lat, uznając go za winnego spowodowania wypadku, w którym zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa. Mężczyzna ma też zapłacić zadośćuczynienie bliskim ofiar — łącznie 2,5 mln zł.
Sebastian Majtczak usłyszał wyrok: osiem lat więzienia za tragedię na A1. Polacy reagują oburzeniem
Sąd zadecydował o najwyższym możliwym wymiarze kary za zarzucany Majtczakowi czyn — zgodnie z przepisami obowiązującymi 16 września 2023 r., czyli w dniu, gdy doszło do wypadku (obecnie za podobny czyn grozi do 10 lat więzienia). Zarówno sama sprawa, jak i wyrok sądu budzą w przestrzeni publicznej wiele emocji. Reporterzy “Faktu” zapytali mieszkańców Wrocławia, czy ich zdaniem Sebastian Majtczak usłyszał sprawiedliwy wyrok.
Nasi rozmówcy byli zgodni — osiem lat więzienia to w ich ocenie za mało, kara powinna być zdecydowanie surowsza. Niektórzy mówią wprost, że tego rodzaju zachowanie na drodze powinno być traktowane jak zabójstwo.
Co sądzisz o wyroku dla Sebastiana Majtczaka? – Wypełnij formularz
W przestrzeni publicznej sprawa Sebastiana Majtczaka bywa porównywana do sprawy Łukasza Żaka, który za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie we wrześniu 2024 r. otrzymał dużo wyższą karę — sąd nieprawomocnym wyrokiem skazał go na 20 lat więzienia. Skąd ta różnica?
Łukasz Żak dostał 20 lat, a Sebastian Majtczak osiem. Skąd taka różnica?
Sprawa Sebastiana Majtczaka bywa porównywana do sprawy Łukasza Żaka. W obu przypadkach śledczy mówili o szaleńczo wysokiej prędkości, z jaką miały poruszać się samochody oskarżonych. W obu sprawach doszło do zderzenia z autem, którym podróżowała rodzina z dziećmi, a skutki wypadku okazały się śmiertelne.
W wypadku na A1 pod Piotrkowem Trybunalskim, za który skazany został Sebastian Majtczak, zginęła trzyosobowa rodzina — małżeństwo i ich 5-letni syn. W wypadku na Trasie Łazienkowskiej, za który skazany został Łukasz Żak, zginął 37-letni mąż i ojciec, a do szpitala w ciężkim stanie trafiła jego żona i dwoje dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła też pasażerka, a jednocześnie dziewczyna Łukasza Żaka.
Opinia publiczna często zwraca też uwagę na fakt, że obaj kierowcy zostali zatrzymani poza Polską. Łukasz Żak po wypadku znalazł się w Niemczech, gdzie po kilku dniach wraz z prawnikiem zgłosił się na policję w Lubece. Sebastian Majtczak został zatrzymany w Dubaju, a procedura ekstradycyjna, by sprowadzić go ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do kraju, trwała ponad 1,5 roku.
Obaj mężczyźni odpowiadali przed sądem za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, ale różnicę stanowią tu kwalifikacja prawna czynów i dodatkowe okoliczności sprawy.
Śmiertelny wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia. Wskazano na szereg okoliczności
Kodeks karny uznaje wypadek drogowy za przestępstwo nieumyślne. Oznacza to, że kierowca może świadomie złamać przepisy, na przykład jadąc za szybko, ale nie ma zamiaru nikogo zabić ani nie zakłada, że do tego dojdzie.
W przypadku Sebastiana Majtczaka sąd zwracał uwagę na to, że oskarżony przeprowadził tuning swojego auta i zdjął ogranicznik prędkości maksymalnej, a autostradę A1 potraktował jak tor wyścigowy, by sprawdzić, ile samochód może “wyciągnąć” po tych modyfikacjach.
— Sebastian M. jest jedynym winnym i odpowiedzialnym spowodowania wypadku i wyłącznie jego obciąża to zdarzenie i tragiczne jego skutki — śmierć całej rodziny. Wyłącznie działanie oskarżonego doprowadziły do tej tragedii. Kierowca Kii nie tylko nie mógł uniknąć zdarzenia, ale do końca nie miał świadomości nadciągającego śmiertelnego zagrożenia — mówiła sędzia Renata Folkman, uzasadniając wyrok.
Sebastian Majtczak do końca procesu twierdził, że jest niewinny i że drogę zajechała mu Kia rodziny z Myszkowa. Podczas końcowej rozprawy przeprosił bliskich ofiar, ale jednocześnie wnosił o uniewinnienie tak jak jego obrończyni.
W sprawie Łukasza Żaka — oprócz ogromnej prędkości, z jaką poruszał się jego samochód — przed sądem wskazywano na szereg dodatkowych okoliczności.
Według ustaleń biegłych, gdy doszło do wypadku na Trasie Łazienkowskiej, mężczyzna prowadził samochód pod wpływem alkoholu, a swoją szaleńczą jazdę nagrywał telefonem. Miał też aktywny zakaz prowadzenia pojazdów, a po wypadku uciekł z miejsca zdarzenia, nie udzielając pomocy poszkodowanym.
W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że Łukasz Żak miał bogatą przeszłość kryminalną i był już wcześniej czterokrotnie objęty zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych. Cztery razy miał ten zakaz łamać. Odbywał za to nawet karę więzienia, a zakład karny opuścił kilka miesięcy przed wypadkiem na Trasie Łazienkowskiej.
Przed sądem z ust Łukasza Żaka kilkukrotnie padały przeprosiny, ale na sali przybijał też piątki z kolegami, śmiał się, żartował, z pogardą odnosił się do zeznań świadków i polemizował z sędzią. Przyznał się jedynie do dwóch zarzutów: kierowania Volkswagenem i przekroczenia dozwolonej prędkości.
— W sprawie Łukasza Ż. nie trzeba było skazywać sprawcy za zabójstwo, ponieważ kara za wypadek została zaostrzona przez alkohol i zbiegnięcie sprawcy z miejsca zdarzenia. Stąd 20 lat wymierzone w tamtej sprawie. Gdyby nie te dodatkowe okoliczności, jemu też groziłoby maksymalnie 8 lat — wyjaśnił w rozmowie z PAP prof. Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego i autor portalu DogmatyKarnisty.pl.
(Źródło: Fakt.pl, PAP)
Czytaj też: Tragiczna śmierć ciężarnej 25-latki pod Złotoryją. Nowe informacje o kierowcy
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







