Nieprawomocny wyrok ośmiu lat więzienia dla Sebastiana Majtczaka wywołał w Polsce falę oburzenia. Wiele osób uważa, że sprawca, który pędząc ponad 300 km na godz., doprowadził do tragicznego wypadku i śmierci rodziny z Myszkowa, uniknął adekwatnej kary. Rozgoryczona część społeczeństwa wyobraża sobie, że luksusowe życie biznesmena zderzy się teraz z brutalnym rygorem “grypsery”, a pozostali osadzeni zamienią jego codzienność w piekło. Prawda o polskim systemie penitencjarnym jest jednak zupełnie inna, a obiegowe mity rzadko pokrywają się z rzeczywistością.
O tym, co czeka za kratami sprawcę tragedii na autostradzie A1, opowiada “Faktowi” Marcin, twórca podcastu “Mr. Nemezis”. To politolog i dawny menedżer sprzedaży. Jego karierę przekreślił nałóg alkoholowy. — Rozwaliłem auto na drzewie pod wpływem alkoholu — moja głupota — przyznaje wprost. Trafił do zakładu karnego na pięć miesięcy. Krótki, ale intensywny pobyt po drugiej stronie muru pozwolił mu dokładnie poznać więzienne mechanizmy. Dziś, wolny od nałogu, dzieli się tą wiedzą i pomaga innym wyjść na prostą. Zna realia, z którymi zetknie się skazany na osiem lat Sebastian Majtczak.
Sebastian Majtczak w więzieniu. Bogactwo z wolności zapewni mu status w celi?
Ludziom na wolności często wydaje się, że sprawca tak głośnego wypadku zostanie w więzieniu zniszczony przez zatwardziałych kryminalistów, a zasady “grypsery” zamienią życie opływającego w luksusach biznesmena w piekło. Marcin rozwiewa te iluzje.
— On nie trafi do żadnej starej grypsery, która będzie chciała go zamordować czy zrobić mu cokolwiek złego. Trafi do ludzi podobnych sobie, skazanych po raz pierwszy albo takich na końcówce wyroku — tłumaczy Marcin.
Jak dodaje, biznesmen z pędzącego BMW nie ma też co liczyć na status “więźnia medialnego”.
— Więźniem medialnym to mógł być Palikot, polityk znany od lat. Majtczak jest tak naprawdę zwykłym zjadaczem chleba, tylko trochę bogatym. A to, że stał się gwiazdą mediów, to po prostu efekt jego czynu — ocenia były osadzony.
Ale to właśnie jego kapitał może wiele zmienić po przekroczeniu progu celi. Nikt nie będzie go tam szykanować za to, co zrobił na autostradzie. Więzienna logika przetrwania jest zupełnie inna.
— Wyobraź sobie z punktu widzenia osadzonego: w celi jest pięciu facetów. Jeden nie ma na kiełbasę, drugi drapie ścianę, bo nie ma co zapalić, a tu nagle trafia chłopak, który ma kupę pieniędzy — obrazuje Marcin. W takim środowisku majątek działa jak magnes.
— Zaraz będzie królem celi. Pielgrzymki będą do niego tam chodzić — podkreśla nasz rozmówca. — Współwięźniowie będą wręcz zabiegać o to, żeby z nim przebywać.
Miliony kary za wypadek na A1. Więzienne wydatki skazanego pod lupą komornika
Nawet jeśli współwięźniowie będą liczyć na korzyści z jego majątku, sprawca tragedii nie będzie mógł swobodnie z niego korzystać. Zapewnienie sobie lepszych warunków funkcjonowania w celi i robienia zakupów w kantynie może okazać się wyjątkowo trudne. Sąd nałożył na Majtczaka obowiązek zapłaty ogromnych zadośćuczynień i kosztów, które łącznie znacznie przekraczają 2 mln zł.
— Kasa kasą, ale w więzieniu on nie ma dostępu do konta bankowego ani żadnych swoich innych aktywów — zauważa dawny menedżer.
Skazany może dysponować jedynie pieniędzmi wpłacanymi mu przez bliskich na tak zwaną “wypiskę”, czyli wewnętrzne konto służące do robienia zakupów w więziennej kantynie. Jednak przy takich długach wobec pokrzywdzonych, więzienna codzienność drastycznie się komplikuje.
— Jeśli nie spłaci tego od razu, zaraz będzie objęty egzekucją komorniczą — zaznacza Marcin.
Co to oznacza w praktyce? Każda złotówka wysłana mu przez rodzinę na paczkę papierosów czy kawę może zostać zablokowana i zajęta na poczet milionowych zobowiązań. Formalne bogactwo na zewnątrz może go nie uratować przed więzienną biedą.
Wyrok ośmiu lat dla Sebastiana Majtczaka. Prawda o resocjalizacji drogowych przestępców
Wyrok ośmiu lat dla kierowcy, który pędząc 320 km na godz. zabija trzy osoby, rodzi pytania o sens takiej kary. Zwłaszcza że Majtczak będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe wyjście po odbyciu trzech czwartych zasądzonego wyroku, czyli po sześciu latach. Czy taki czas potrafi odmienić człowieka, który przez cały proces szedł w zaparte i zrzucał winę na ofiary?
Więzienna rzeczywistość weryfikuje oczekiwania społeczeństwa. Jak mówi nam Marcin, kluczowe jest tu zjawisko psychologiczne i socjologiczne nazywane w kryminologii “prizonizacją”. To proces, w którym umysł i organizm osadzonego całkowicie asymilują się z systemem wartości, normami i hermetyczną kulturą zakładu karnego. Człowiek błyskawicznie uczy się radzić ze stresem ekstremalnym, przystosowując swoje zachowanie do zamknięcia, aby po prostu przetrwać. Prizonizacja oznacza, że pobyt za kratami przestaje być karą, a staje się rutyną.
— Pozbawienie wolności jest naprawdę straszne, zwłaszcza na początku — opowiada Marcin, odwołując się do własnych przejść. Sam po pięciu miesiącach odsiadki czuł, że zupełnie wtopił się w więzienne tło.
— Człowiek się do tego po prostu przyzwyczaja. Masz swoich “ziomali”, grasz z nimi w Eurobiznes czy w kości, rozmawiasz. Jesteśmy uwarunkowani do tego, że się adaptujemy — słyszymy.
Dlatego według niego upływające lata wcale nie są gwarancją głębokiej wewnętrznej przemiany.
— Jak ktoś chce się zresocjalizować, to mu kilka miesięcy wystarczy — uważa twórca podcastu “Mr. Nemezis”. Sęk w tym, że sprawca musi poddać się refleksji. Jeśli dominuje w nim buta, opór i przeświadczenie, że wina leży po stronie wszystkich innych, lata odsiadki go nie złamią w pożyteczny sposób, a jedynie wyrobią w nim więzienne cwaniactwo.
— Jeśli człowiek jest zbyt twardy na perswazję, to i po dziesięciu latach wyjdzie tak samo głupi, jak był, zanim tam wszedł — kwituje dosadnie.
Sprawca tragedii na A1 i więzienna noc. Koszmary po makabrycznym błędzie za kółkiem
Sądowe akta milczą jednak o jednym. Noc, cisza, zgaszone światło i własne myśli. Zapytaliśmy Marcina wprost: czy komuś, przez kogo spłonęli żywcem rodzice z pięcioletnim synkiem, śnią się po nocach koszmary? Majtczak przez całą rozprawę grał niewinnego, bronił się, nie przyznawał.
Nasz rozmówca miał ogromne szczęście, że rozbijając auto po pijanemu, nikogo nie zabił. Choć jak sam to obrazuje — “ślimakowi się nawet krzywda nie stała” — to świadomość tego, jak niewiele brakowało do tragedii, do dziś nie daje mu spokoju.
— Autentycznie ci mówię, to jest dla mnie tak silne, że na ulicy odwracam wzrok, jak widzę podobne auto — wyznaje szczerze rozmówca “Faktu”. Sam wypadek śnił mu się niezliczoną liczbę razy, a wspomnienie pijanego rajdu do dziś fizycznie ściska go od środka.
Dlatego nie ma złudzeń co do stanu psychicznego kogoś, kto pozbawił życia innych. Majtczak, w ocenie Marcina, “do głupich nie należy”, a więc prawdopodobnie dociera do niego rozmiar tego, co zrobił.
— Myślę, że on ma to cały czas przed oczami. Widzi cały czas przed oczami te dwie sekundy za późno, z tą swoją reakcją: że mógł coś zrobić, a nie zrobił, mógł pojechać inną drogą, a nie pojechał — uważa były osadzony.
Osiem lat pozbawienia wolności, orzeczone przez sąd, to zaledwie początek. Choć prawnicy będą jeszcze składać apelacje i walczyć o każdy miesiąc odsiadki, najcięższy — dożywotni — wyrok sprawca wypadku wydał na siebie sam — i od niego nie przysługuje już żadne warunkowe zwolnienie.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl



