Magdalena od 24 lat regularnie odwiedza swój pomnik. Nieco na uboczu, na zboczu starej części cmentarza na Podlasiu, stoi dwuosobowy nagrobek z szarego kamienia, który w zależności od światła mieni się niebieskawym odcieniem. Jest jedna wspólna płyta, a na niej imię i nazwisko mężczyzny, który zmarł w wieku zaledwie 32 lat. W kamieniu wyryto również wiersz. Drugiego imienia na razie nie ma. To miejsce czeka na Magdalenę, która jeszcze za życia zdecydowała, że kiedyś spocznie obok męża.
Własny pomnik jeszcze za życia. Tak tłumaczą swoją decyzję
Na nagrobku stoją znicze i kwiaty. Dekoracje zmieniają się wraz z porami roku i kalendarzem. Jesienią pojawiają się chryzantemy, a w okresie Bożego Narodzenia świąteczne znicze. Grób jest zadbany, choć znajduje się z dala od głównych cmentarnych alejek. — Nie chciałam nikogo obarczać. Jest już gotowy i rodzina ma to z głowy — mówi Magdalena.
Swój pomnik, tym razem pojedynczy, ma także 87-letnia Krystyna. W odcieniach brązu stoi na nowej części cmentarza. Miejsce zostało wykupione wcześniej. Na płycie wyryto już imię, nazwisko i datę urodzenia. Brakuje tylko daty śmierci.
— Nigdy nie wyszłam za mąż, nie mam dzieci. Nie chciałam robić problemu rodzinie — tłumaczy. Swój pomnik odwiedza zwłaszcza po okresach gorszej pogody. Sprząta go, bo jak mówi, “o cmentarz trzeba dbać. — Nie boję się śmierci, nie myślę o niej często — dodaje.
Ksiądz o budowaniu pomników za życia
— Z jednej strony to symbol świadomości, że ciało jest świątynią Ducha Świętego. Ludzie chcą, by zostało godnie pochowane. Ale budowanie sobie pomnika za życia świadczy też o pewnej niewydolności wspólnoty. To wyraz tego, że ktoś boi się, iż po jego śmierci zostanie zapomniany — mówi ks. Radosław Rakowski. — Nie wynika to z przekonania, że nie chcemy nakładać na innych ciężarów nie do uniesienia i dlatego wszystko załatwimy sami. To raczej lęk, że nie ma już nikogo, kto się nami zajmie. Dlatego sam muszę wybudować sobie pomnik. To bardzo smutne — dodaje duchowny.
Zdaniem ks. Rakowskiego błędne jest przekonanie, że organizacja nagrobka stanowi problem dla najbliższych. — Na tym polega życie we wspólnocie. Jeśli sami będziemy robić przelewy, szukać sobie domów opieki, budować pomniki i organizować życie bez udziału innych ludzi, to stracimy sens wspólnoty — zaznacza. — Życie polega na wybaczaniu i kochaniu. W tym tkwi klucz do szczęścia, a nie w tym, żeby za wszelką cenę nie sprawiać nikomu kłopotu.
Ks. Rakowski dodaje, że myślenie o własnej śmierci jest czymś dobrym, bo skłania do refleksji nad tym, jak żyć. Wierni rzadko poruszają z nim temat budowy własnego pomnika za życia. Jeśli już, to robią to najczęściej, tłumacząc swoją decyzję brakiem potomstwa. — A to zawsze jest dowód na to, że wspólnota parafialna nie działa tak, jak powinna.
Niepokojący trend na polskich cmentarzach. Młode małżeństwa stawiają sobie groby
Jeszcze bardziej niepokojący trend zauważyła Wioletta, właścicielka firmy kamieniarskiej na Podlasiu. Od 15 lat zgłaszają się do niej seniorzy, którzy stawiają sobie nagrobki jeszcze za życia. Nie dziwi jej już widok starszej pani przychodzącej z wnuczkiem lub prawnuczkiem, by zamówić taką usługę.
— Po pandemii coraz więcej osób zgłasza się, by postawić sobie pomnik. Jest ich naprawdę dużo, ale chyba najbardziej niepokojący jest wiek klientów. Najczęściej są to małżeństwa między 55. a 65. rokiem życia — mówi Wioletta.
Jak wyjaśnia, wiele osób ma wcześniej wykupione miejsca na cmentarzu, a dodatkowo dochodzą regulaminy obowiązujące na niektórych nekropoliach, zwłaszcza w większych miastach.
— Zdarza się, że regulamin wymaga postawienia pomnika w określonym czasie, na przykład do sześciu miesięcy od wykupienia miejsca. I wtedy pojawia się paradoks. Jeśli małżeństwo w wieku 55 lat postawi sobie pomnik i będzie żyło jeszcze 30 lat, to nagrobek trzeba będzie odnawiać. Nie będzie wyglądał tak samo jak na początku.
— Powstała jakaś społeczna fobia, pewien lęk o przyszłość. Ludzie stawiają pomniki, bo boją się tego, co będzie. Wspominają o sytuacji politycznej na świecie, o wojnach. Ta zmiana jest bardzo widoczna.
Z doświadczenia właścicielki zakładu kamieniarskiego wynika również, że od lat standardem jest stawianie pomnika za życia, po śmierci bardzo bliskiej osoby, na przykład małżonka, niezależnie od wieku. — Część klientów od razu przygotowuje całe tablice. Zostawiają jedynie miejsce na datę śmierci. Inni zamawiają puste płyty i takie stoją już na cmentarzu, bo przecież taki pomnik można później sprzedać.
Pomnik budowany za życia. Psycholog o powodach decyzji
Dlaczego ludzie decydują się na postawienie własnego nagrobka jeszcze za życia? O psychologiczne podłoże takich decyzji zapytaliśmy również psychologa Czesława Michalczyka. Jak wyjaśnia ekspert, powodów może być kilka, ale jednym z najważniejszych jest troska o najbliższych.
— Myślę, że przede wszystkim chodzi o to, by po swojej śmierci nie sprawiać bliskim dodatkowych problemów. Grób jest już przygotowany, pomnik stoi, rodzina nie musi się tym zajmować. I wcale nie musi to dotyczyć osób samotnych — tłumaczy psycholog.
Ekspert porównuje takie przygotowania do sporządzania testamentu czy porządkowania spraw majątkowych. Zwraca uwagę, że dawniej starsze osoby często przygotowywały nawet ubranie, w którym miały zostać pochowane. W ten sposób chciały oszczędzić rodzinie dodatkowych obowiązków.
Decyzja o postawieniu nagrobka za życia może być również związana z utratą bliskiej osoby. Szczególnie wtedy, gdy po śmierci męża lub żony współmałżonek przygotowuje wspólny grób, pozostawiając na tablicy miejsce jedynie na datę własnej śmierci.
— Osoby, które doświadczyły odejścia najbliższych, wiedzą, że śmierć jest nieuchronna. Chcą też spocząć blisko osoby, którą kochały. To podejście nie tylko uczuciowe, ale również bardzo racjonalne — wyjaśnia.
Co ciekawe, przygotowanie własnego miejsca pochówku może przynieść także psychiczną ulgę. Daje poczucie uporządkowania spraw i wypełnienia obowiązku wobec rodziny. Nie oznacza jednak, że ktoś chce przyspieszyć własne odejście.
Widok nagrobka z wyrytym imieniem, nazwiskiem i datą urodzenia, ale bez daty śmierci, u wielu osób może wywoływać niepokój. Psycholog zwraca jednak uwagę na różnice pokoleniowe. Młodzi ludzie zazwyczaj nie myślą o własnej śmiertelności, podczas gdy seniorzy, często doświadczeni utratą bliskich, są z nią znacznie bardziej oswojeni.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









