— Mam poczucie, że od początku przyjęto jedną wersję wydarzeń i wszystko jest jej podporządkowane. A ja wciąż nie wiem, czy zrobiono wszystko, by poznać prawdę o śmierci mojego syna — stwierdza Zdzisław Litewka.
W obszernej, ekskluzywnej rozmowie ze Zdzisławem Litewką wrócimy do działalności Fundacji #TeamLitewka oraz do tego, dlaczego doszło do powstania dwóch fundacji. Porozmawiamy o tym, jak po tragedii zmieniło się życie najbliższych Łukasza oraz o codziennej walce rodziny o zachowanie pamięci o Łukaszu i kontynuowanie dzieła, które pozostawił po sobie.
“Fakt”: Na jakim etapie jest śledztwo dotyczące śmierci Łukasza?
Łukasz zginął dokładnie sześć miesięcy temu, 23 kwietnia. Sprawę przydzielono 34-letniemu prokuratorowi, panu Łukaszowi Gielowi. 24 kwietnia pan prokurator wszczął śledztwo w sprawie umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym i nieumyślnego spowodowania wypadku, w wyniku którego mój syn, pokrzywdzony Łukasz Litewka, poniósł śmierć na miejscu. 30 kwietnia, dzień po pogrzebie, w charakterze świadka była przesłuchiwana Natalia Bacławska i usłyszała od prokuratora, że zarzut został postawiony, sprawca przyznał się i sprawa mogłaby być zamknięta, tylko te media i ta presja społeczna. Dzisiaj, po sześciu miesiącach, śledztwo nadal toczy się tylko i wyłącznie wokół jednej tezy: że był to nieszczęśliwy wypadek. Może zatem chodzi o to, że emocje społeczne jeszcze nie osłabły wystarczająco i śledztwo trzeba kontynuować?
Czy ma pan poczucie, że wszystkie okoliczności tragedii zostały już wyjaśnione?
Mam poczucie, że nigdy nie zostaną wyjaśnione, ponieważ nikt nie bada żadnych okoliczności, poza tym, że był to nieszczęśliwy wypadek. Nawet w tym wątku nie dostrzegam kreatywności ani dociekliwości służb w dążeniu do prawdy. Zadaję sobie szereg pytań i dziwi mnie niezmiernie, dlaczego śledczy ich sobie nie zadają.
Tu wyjaśnienie: bo zdanie poprzedzające może sugerować, że jest jakiś zespół śledczych badający tę sprawę, tymczasem śledztwo samodzielnie prowadzi młoda pani aspirant z Komendy Rejonowej w Dąbrowie Górniczej. Moim zdaniem to śledztwo nie ma żadnego priorytetu.
Może pan podać jakiś przykład tego braku dociekliwości?
Trzeba było czasu, aby prokurator zauważył, że sprawca od 20 lat angażuje się w życie polityczne i bierze czynny udział w wyborach poprzez zasiadanie w komisjach wyborczych, często w roli przewodniczącego.
Wiedząc też, że posiada on wyższe wykształcenie, ani prokuratora, ani śledczych nie dziwi fakt, że znalazł zatrudnienie na stanowisku zbieracza śmieci. Zapytam ironicznie, kto mu załatwił fuchę na tak eksponowanym stanowisku z tak słabym CV? Moim zdaniem prawdopodobieństwo, że faktycznie i w pełnym wymiarze czasu pracy wykonywał tę pracę, jest takie samo jak prawdopodobieństwo, że był to nieszczęśliwy wypadek.
Czy otrzymują państwo na bieżąco informacje od śledczych?
Nie otrzymujemy żadnych informacji. Na początku śledztwa, tak do lipca, przyszło kilka listów od prokuratora.
Czy macie państwo zaufanie do prokuratury?
Tam w lesie, na prostej drodze, prawie w południe, zginął, został zabity, nie tylko mój syn, ale też poseł na Sejm RP. Żaden polityk, mimo to człowiek mający ogromne poparcie społeczne, człowiek mający odwagę iść pod prąd, stanąć w obronie krzywdzonego dziecka lub zwierzęcia. W opinii wielu mógł narazić się lub stanąć na drodze różnym grupom, przez co wielu zalicza jego śmierć do tych tajemniczych, a historia pokazuje, że nigdy niewyjaśnionych. Prokuratura jednak nie widzi związku.
Obecnie śledztwo przekazano do Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu. W Dąbrowie Górniczej nikt nie chciał go prowadzić. Co pan o tym myśli?
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, prokurator Bartosz Kilian, zarazem ten, który obecnie będzie prowadził sprawę, powiedział, że powodem jest przewidywalna wielomiesięczna nieobecność prokuratora Giela, podyktowana chorobą. Nie podał, na co cierpi prokurator Giel. Mogę mieć tylko nadzieję, że nie przygniótł go ciężar tej sprawy.
Które dotychczasowe ustalenia śledczych były dla pana najbardziej zaskakujące? Jakie ma pan wątpliwości?
Miałkość niektórych istotnych dla sprawy ustaleń. Fakt, bardzo ważny, że pierwszy biegły od rekonstrukcji wypadków odmówił wydania opinii. Zmiana prokuratora. Zaskakujący i rozczarowujący dla mnie jest fakt, że prokurator nie był zainteresowany tym, co ja mam do powiedzenia w tej sprawie.
Zbulwersowało mnie, że gdy upomnieliśmy się o klucze do domu Łukasza, okazało się, że kluczy na miejscu wypadku nie znaleziono i nie szukano. Przez co najmniej dwa miesiące ktoś mógł mieć dostęp do domu i nie mieliśmy takiej świadomości. Prokurator nie widzi tu niedopatrzenia ze strony służb.
Zastanawia mnie, czy to, że sprawca wypadku zasiadał w komisjach wyborczych z rekomendacji różnych partii, jest na tyle niewygodnym faktem, że panuje tu swoista koalicja milczenia, a prokurator dostrzegł ten szczegół dopiero po naszym wniosku procesowym.
Zastanawiam się, czy to, że prokurator Kilian od początku w wywiadach zapewniał, że sprawa absolutnie nie ma aspektu politycznego, jest powodem, dla którego właśnie on będzie ją prowadził.
Moje wątpliwości budzi brak wątpliwości ze strony prokuratury. Nowy prokurator do tej sprawy też nie ma wątpliwości. Jako rzecznik prasowy wypowiadał się w tej sprawie wielokrotnie. Zapowiedział, że za około dwa miesiące śledztwo powinno być zakończone, więc przewrotu w tej sprawie nie należy się spodziewać.
Czego dziś najbardziej oczekują pan i rodzina od śledczych?
Od śledczych?… Myślę, że aby coś drgnęło w tej sprawie, wajchę musi przełożyć ktoś znacznie wyżej.
Jakie pytania pozostają wciąż bez odpowiedzi?
To te pytania, których w prokuraturze nikt nie zadaje. Czy oby nie było to zaplanowane morderstwo? Może ktoś chciał jedynie przestraszyć Łukasza, dać ostrzeżenie, a sprawy wymknęły się spod kontroli. Bez zadania tych pytań i rzetelnego śledztwa w tym kierunku nie będzie uczciwego procesu i wyroku.
Czy znał pan sprawcę wypadku? Czy można wytłumaczyć jego postawę i zachowanie? Nie przeprosił, domagał się przywrócenia prawa jazdy. Jego adwokat twierdzi, że jest ofiarą hejtu.
Nie, nie znałem. Jego postawę zapewne kreuje adwokat. Tak na marginesie, jest nim były prokurator z prokuratury w Dąbrowie Górniczej z 15-letnim stażem, a od około kolejnych 15 lat — adwokat. Wobec takiego doświadczenia może prokurator Giel po prostu oddał sprawę walkowerem. Postawy sprawcy nie mam zamiaru komentować. Przeprosin nie oczekuję i byłbym w stanie je przyjąć jedynie, gdyby prokuratura przeprowadziła rzetelne śledztwo, które wykluczyło celowe działanie, czyli morderstwo.
Czy chciałby pan zaapelować o coś lub zwrócić się do kogoś w związku ze śledztwem?
Ten wywiad, przynajmniej do tego momentu, jest apelem. Nie wiem, do kogo mógłbym apelować, aby odniosło to skutek. Pozostaję jedynie w nadziei, że dotrze do właściwej osoby. Chciałbym podziękować pani Dorocie Rabczewskiej. Doda publicznie i odważnie upominała się o sprawiedliwość dla Łukasza. Nie jest prawdą, że rodzina nie życzyła sobie tego.
Tak Doda oddała hołd Łukaszowi Litewce. Na wieńcu dwa zdania, które mówią więcej niż tysiąc słów
Po śmierci Łukasza doszło do odsunięcia, zmarginalizowania roli rodziny w fundacji założonej właśnie przez Łukasza. Maciej Adamiec, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Hutnik w Sosnowcu, nazywa siebie przyjacielem Łukasza. A to właśnie osoby z kręgu Macieja Adamca objęły stery, wypierając rodzinę. Maciej Adamiec rozpoczął kampanię w mediach społecznościowych, przedstawiając własną wizję konfliktu. Wspominał publicznie o audycie w #TeamLitewka, insynuując jakieś nadużycia, nieprawidłowości. Czemu to służy?
Ta kwestia istotnie wymaga omówienia. Ma też ścisły związek z fundacją.
Pan Adamiec nie tylko nazywa się przyjacielem Łukasza, ale też mówił, że traktował go jak syna, czyli był mu jak ojciec. Proponuję, aby w tym momencie czytelnik zrobił sobie przerwę w lekturze, odpalił filmik z 27 maja 2026 r. zamieszczony przez pana Adamca w mediach społecznościowych i wrócił za chwilę. Ja jedynie potwierdzę lub doprecyzuję to, co mówi pan Adamiec…
Faktem jest, że pan Adamiec poznał Łukasza wiele lat temu. Dostrzegł on potencjał młodego, dobrze zapowiadającego się polityka na etapie, gdy Łukasz był radnym miasta Sosnowca, i otoczył go opieką. Mówi, że był z Łukaszem, gdy miał on kłopoty w związku z podpisami pod projektem budżetu obywatelskiego, gdy był radnym i walczył o plac zabaw. Łukasza zwolniono wówczas z pracy i wtedy rękę podał mu i dał zatrudnienie Marcin Podsiadło, który był wówczas prezesem Zakładu Oczyszczania Miasta Mysłowice, a dzisiaj jest zastępcą pana Adamca w SM Hutnik. Robiła z nim pani wywiad. Wyznał w nim, że Łukasza poznał poprzez Macieja Adamca.
W innym miejscu wspomnianego filmu pan Adamiec mówi: “Byłem zawsze przy nim, moi przyjaciele byli z nim. Nigdy nie chcieliśmy niczego i zawsze dawaliśmy, ile tylko się dało i Łukasz zaproponował nam abyśmy objęli Radę Fundacji, którą stworzył”.
Kto zna, ten wie, że pan Adamiec ma duże możliwości, to i pewnie dawał dużo. Faktem jest, że były momenty, kiedy Łukasz potrzebował pomocy i wsparcia. Za to powinienem panu Adamcowi podziękować. To, co mnie powstrzymuje, to pewność, że nie czynił tego bezinteresownie, kierując się ojcowskimi uczuciami, ale traktował to jako formę inwestycji. Zwrot z inwestycji miał nastąpić, gdyby Łukasz został prezydentem Sosnowca. Taki był plan. Z tym mógł być jednak kłopot, bo Łukasz już chyba nie chciał nim być.
Czyli po śmierci Łukasza zrealizował swój plan i stopniowo rozszerzał wpływy poprzez radę fundacji, by ostatecznie ją przejąć?
Jeśli chodzi o radę fundacji, to Łukasz powołał ją w grudniu 2025 r., aby fundacja mogła uzyskać status organizacji pożytku publicznego. Wpis uprawomocnił się w marcu 2026 r. Miesiąc później Łukasz zginął w wypadku. Jako prezes i fundator mógł radę powołać i odwołać. Śmierć Łukasza zmieniła wszystko. W chwili śmierci w radzie fundacji byli: Mateusz Michel — przewodniczący rady i przyjaciel Łukasza, Marcin Podsiadło — zastępca prezesa SM Hutnik oraz Oskar Rojek — pełnomocnik zarządu SM Hutnik.
Na pierwszym posiedzeniu rady panowie Rojek i Podsiadło poprzez głosowanie przejęli władzę w fundacji. Nas chcieli tylko po to, abyśmy dali nazwisko i profil Łukasza na Facebooku, dlatego nie weszliśmy do fundacji. Mateusz Michel złożył rezygnację, a pracownicy fundacji rozwiązali umowy.
Jak widać, nie było w radzie pana Adamca. To jednak on pociąga za sznurki i ma najwięcej do powiedzenia — dlaczego? Tego chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba.
Myślę, że Maciej Adamiec nie był przyjacielem Łukasza, aczkolwiek sporo w Łukasza zainwestował.
Jeszcze raz zacytuję pana Adamca: “Nigdy nie chcieliśmy niczego i zawsze dawaliśmy, ile tylko się dało i Łukasz zaproponował nam, abyśmy objęli Radę Fundacji, którą stworzył”. Mój komentarz — nie ma darmowych obiadów, a pan Adamiec nie jest filantropem.
Pyta pani o audyt, o który Łukasz za życia rzekomo poprosił pana Adamca?
Łukasz osobiście sprawował zarząd nad fundacją. Pan Adamiec stara się zatem przekonać nas, że Łukasz poprosił go o to, aby dokonał audytu jego decyzji w fundacji. W filmie, o którym wspominałem, pan Adamiec mówi: “Zrobimy wszystko, żeby pamięć po Łukaszu nie została zhańbiona przez osoby, które dzisiaj próbują się ogrzać przy jego cieple”. No to chyba nie po to robi audyt, aby donosić na Łukasza. Nie znam odpowiedzi.
Czy wystąpiliście państwo do sądu, by Maciej Adamiec i Fundacja #TeamLitewka zaprzestali posługiwania się imieniem i nazwiskiem Łukasza?
W lipcu za pośrednictwem prawnika skierowaliśmy do Fundacji #TeamLitewka oraz Rady Fundacji #TeamLitewka wezwanie do niezwłocznego zaprzestania rozpowszechniania i wykorzystywania wizerunku zmarłego Łukasza Litewki. Wezwaliśmy ich kolejno do zaprzestania używania nazwiska “Litewka” w nazwie fundacji oraz podjęcia działań zmierzających do zmiany nazwy fundacji, jak również do zaprzestania używania i wyrejestrowania domeny internetowej zawierającej nazwisko zmarłego.
Do dzisiaj nie zastosowali się do naszego wezwania, dlatego rozważamy podjęcie kroków na drodze postępowania sądowego. Sprawę konsultujemy z prawnikami.
Szczególnie jako ojca bulwersuje mnie fakt, że na stronie internetowej Fundacji #TeamLitewka wykorzystywany jest wizerunek syna, publikowane są jego zdjęcia, pisze się o nim w czasie teraźniejszym, jakby żył i dalej prowadził Fundację #TeamLitewka.
Zamykając ten wątek chcę się bezpośrednio zwrócić do pana Adamca. Jeżeli jest choć odrobina prawdy w tym uczuciu, na które się pan powołuje, to daj pan spokój naszemu synowi, niech spoczywa w pokoju. Miał dług wobec pana, ale już z nawiązką pan sobie go odebrał. Nam zwróćcie nazwisko. Zmieńcie nazwę fundacji np. na #TeamHutnik i w duchu miłości czyńcie dobro tak, jak robił to Łukasz, ale już bez niego, dajcie mu odpocząć. Nic jednak nie powstrzyma moich myśli, w których zastanawiam się, czy o tym, że dzisiaj pan kontroluje fundację Łukasza, zdecydował czysty przypadek, czy może kryje się za tym jakaś tajemnica?
9 lipca powołana została Fundacja im. Łukasza Litewki. Zaczynacie państwo wszystko od nowa. Co udało się zrobić?
Jako najbliżsi Łukasza, tj. rodzice i brat, w roli fundatorów ustanowiliśmy Fundację imienia Łukasza Litewki. Uznaliśmy, że dzieło Łukasza może być kontynuowane tylko i wyłącznie bez wpływu ludzi motywowanych politycznie. Fundację imienia Łukasza Litewki tworzą osoby, które Łukasz zatrudniał w Fundacji #TeamLitewka oraz grupa najbliższych przyjaciół Łukasza działająca społecznie. Teraz są z nami, bo wiedzą, że prawda i czyste intencje są po naszej stronie.
Jeśli ktoś ma poprowadzić fundację w zgodzie z wartościami, którym hołdował Łukasz, to tylko osoby, z którymi działał od lat. Mamy nadzieję, że społeczność TeamLitewka obdarzy nas zaufaniem i że pod nową banderą, w hołdzie dla Łukasza, będziemy wspólnie robić rzeczy piękne i wielkie. Nie jest łatwo. Zaczynamy od zera, bez kapitału, ale też uwolnieni od balastu.
W sieci rozpowszechniane są fałszywe informacje na temat Łukasza. Co powiedziałby pan tym osobom? Jak hejt wpływa na człowieka, który mierzy się z tak ogromną stratą?
Dobrze by było, gdyby, niezależnie od światopoglądu, każdy człowiek był po prostu przyzwoity. W ramy tejże przyzwoitości wpisuje się zasada — nie mówię fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Zobowiązuje ona do mówienia prawdy, ochrony czci i honoru każdego człowieka. Również, a może zwłaszcza po śmierci. Niestety: kłamstwo, oszczerstwo, fałszywe oskarżenie, pomówienie są powszechne w internecie i zyskały miano hejtu.
Unikam ludzi, którzy tak czynią, nie wchodzę w polemikę z takimi osobami i nie mam im nic do powiedzenia, gdyż wiem, że już ten wywiad będzie wystarczającą pożywką, na bazie której ktoś zechce podzielić się swymi krytycznymi uwagami na mój temat lub ujawnić jakieś nowe sensacje z życia Łukasza.
Czy bardziej boli śmierć syna, czy świadomość, że po takiej tragedii znaleźli się ludzie raniący Łukasza i rodzinę?
Łukasz był rozpoznawalny. Im ktoś skupia na sobie większą uwagę, tym bardziej naraża siebie i bliskich na takie zagrożenie. Łukasz też się z tym borykał. To bolało, ale nie odebrało mu woli do działania. My też to zniesiemy i przeżyjemy. Ludzi dobrej woli jest więcej. Mamy dowody wsparcia z całej Polski.
Syna już nic i nikt nam nie zwróci, dlatego nawet nie zwracam szczególnej uwagi na to, co mówią złe języki. Gdyby pani chciała naprawdę dowiedzieć się, co mnie boli, to należałoby zestawić śmierć syna z innym zachowaniem, ale proszę już nie szukać tej alternatywy i nie ponawiać tego pytania, bo myślę, że to już jest wiadome.
Co chciałby pan powiedzieć synowi, czego nie zdążył mu pan powiedzieć?
Chciałbym mieć możliwość usiąść z synem i szczerze porozmawiać, bo są zdania i słowa, które chciałbym wypowiedzieć, i są pytania, na które chciałbym znać odpowiedź. To pewnie zostałoby między nami i absolutnie nie odczuwam potrzeby, aby o tym mówić publicznie.
Miałem potrzebę takiej rozmowy przed śmiercią Łukasza, a z powodu jakichś zahamowań do niej nie dochodziło. Zdążyłem jednak na krótko przed śmiercią powiedzieć synowi, jak bardzo jestem dumny z tego, co robi, jak ważne i szlachetne to jest, i jeśli tylko jedno istnienie żyje dzięki niemu, choć jednemu dziecku jego działania przywróciły zdrowie, to zrobił więcej niż większość ludzi. Po śmierci Łukasza od dwóch jego przyjaciół usłyszałem, że Łukasz im mówił, że tata go pochwalił, docenił i powiedział, że jest dumny. Nie miałem pojęcia, jak było to dla Łukasza ważne. Myślę, że podobnie jak ja, miał potrzebę szczerej rozmowy, do której już niestety nie dojdzie.
A jak wygląda życie bez Łukasza?
Nasze życie kręci się wokół jednego tematu. Ten wywiad jest ostatnią rzeczą, której bym chciał, a mimo to rozmawiam z panią, bo jest on manifestem bezsilności.
Chcielibyśmy przeżywać żałobę w ciszy, spokoju i zaufaniu do instytucji, których zadaniem jest wyjaśnienie śmierci naszego syna. Nie jest to nam dane. Łukasz prawie codziennie publikował coś w internecie. Myślę, że powiedział wszystko, co chciał, aby ludzie wiedzieli o nim samym.
Jakim synem był?
Ze swej strony dodam tylko kilka zdań. Od dziecka miał mnóstwo przyjaciół. Był lubiany, miał zdolność nawiązywania kontaktów. Uwielbiał grać w piłkę nożną. Zawsze wszyscy chcieli go w drużynie. Grał w reprezentacji Parlamentu RP. Myślę, że gdybym odpowiednio wcześnie zadbał o jego edukację sportową, to mógł zostać zawodowym piłkarzem. Kochał ten sport.
Łukasz dbał o tężyznę fizyczną, wygląd, zdrowie. Cieszył się zdrowiem, był zdrowy, podkreślał, że to najcenniejszy dar i wartość w życiu. Może dlatego z takim zapałem zaangażował się w walkę o zdrowie i życie tych, którzy nie mieli tego szczęścia. Dotyczyło to zwłaszcza dzieci, którym choroba odbierała radość dzieciństwa. Robił to z pasją i poświęcał temu mnóstwo czasu. Jego zaangażowanie nie miało żadnych ram czasowych. Poświęcał temu zbyt wiele czasu i zbyt wiele serca. Myślę, że to ciągłe obcowanie z bólem i cierpieniem osób, które widziały w nim ratunek, odciskało się z każdym rokiem piętnem na jego sercu. To, że musiał odmawiać, bardzo go bolało.
Bolały też reakcje niektórych rodziców, którzy tej pomocy nie uzyskali. Łukasz mówił, że rozumie reakcje zdesperowanych rodziców i nie ma do nich żalu o to, że imają się każdego sposobu, aby ratować swoje dziecko. Niemniej jednak zapewne jego podświadomość skrzętnie rejestrowała wszystkie takie przypadki. Nie skarżył się, nie narzekał, nie wiem, skąd brał siłę i entuzjazm.
Czy był pan przekonany, że Łukasz naprawdę zmienia świat?
Zwłaszcza jednostce nie da się zmienić świata. Świat opiera się zmianom. Jeżeli faktycznie uważa pani, że Łukasz zmieniał świat, to świat skutecznie oparł się tym zmianom. Łukasz miał tylko 36 lat, a świat się go pozbył.
Po śmierci Łukasza jego przyjaciel powiedział mi: “panie Litewka, poprzez przyjaźń z pana synem jestem lepszym człowiekiem”. Myślę, że bardzo wiele osób może z dumą powiedzieć — jestem lepszym człowiekiem. Taka jest zasługa Łukasza — ale nikogo nie zmienił, miał jedynie dar wydobywania z ludzi to, co najlepsze. Sam niczego by nie zdziałał, a świat by się nawet nie dowiedział, że istniał.
“Chyba stuknąłem faceta”. Tak wygląda dziś życie kierowcy, który potrącił Łukasza Litewkę
Spłonął grób Łukasza Litewki. “O godz. 11.34 było zgłoszenie”
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









