Przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu w poniedziałek, 26 października miała ruszyć sprawa dotycząca śmierci Łukasza Łągiewki (✝29 l.) po policyjnej interwencji w sierpniu 2021 r. Postępowanie zostało wcześniej umorzone przez prokuraturę i rodzice zmarłego 29-latka postanowili złożyć tzw. subsydiarny (prywatny) akt oskarżenia przeciwko trójce policjantów, podejmujących wtedy interwencję. — Stawiamy tutaj zarzuty o przekroczenie uprawnień, doprowadzenie do śmierci Łukasza Łągiewki, czyli syna naszych mocodawców — mówił “Faktowi” przed rozprawą mecenas Wojciech Kasprzyk, jeden z pełnomocników rodziny. Na sali sądu nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji.
Wrocław. Sprawa śmierci Łukasza Łągiewki po interwencji policji. Sąd podjął decyzję w dwie minuty
Spodziewano się, że sprawę otworzy odczytanie aktu oskarżenia, ale pełnomocnicy rodziny Łągiewek nie mieli takiej możliwości. — Sąd skierował tę sprawę na posiedzenie celem rozważenia możliwości umorzenia tego postępowania — poinformował na wstępie sędzia Łukasz Franckiewicz.
Zaskoczeni rodzice Łukasza Łągiewki i ich pełnomocnicy złożyli sprzeciw. Sąd ogłosił krótką przerwę, a po kilku minutach ogłosił, że decyzję o umorzeniu sprawy.
W ocenie sądu funkcjonariusze nie przekroczyli uprawnień, a zastosowane środki przymusu bezpośredniego były adekwatne do sytuacji, a z opinii biegłych wynika, że do śmierci Łukasza Łągiewki doszło w wyniku ostrego zatrucia kokainą na tle wcześniejszych przewlekłych zmian, które m.in. znacznie upośledzały pracę jego układu krążenia.
Rodzice zmarłego 29-latka nie kryją emocji: Ustawka
— Ja tam byłem. Ja to widziałem. Ja walczę od pięciu lat, żeby tych bandytów ukarać, a sąd po prostu powiedział “nie”, bo była ustawka — mówił “Faktowi” po wyjściu z sali rozpraw Artur Łągiewka, ojciec zmarłego Łukasza. — Ja już po prostu nie wiem. Do sądu się nie idzie po sprawiedliwość, idzie się po wyrok — dodał.
Matka Łukasza zarzuca policjantom agresywne działania, brak właściwej oceny sytuacji i eskalowanie konfliktu zamiast próby jego rozładowania.
— W ogóle się nie zastanowili, z czym mają do czynienia, z kim się mierzą, tylko od razu przystąpili do swojego działania. Z krzykiem, wrzaskiem, z wyzwiskami, z agresją, którą niestety jeden drugiego nakręcał. Wyważali drzwi za wszelką cenę. W tym czasie moje dziecko rozpaczliwie szukało pomocy, ratunku. Łukasz wzywał policję — dodała łamiącym się głosem matka 29-latka, pani Ewa Łągiewka.
Nagranie z interwencji zarejestrowane przez kamerę nasobną jednego z funkcjonariuszy pokazała po zdarzeniu policja, a do ostatniego fragmentu filmu dotarł dziennikarz “Gazety Wyborczej”. Nie wszyscy funkcjonariusze mieli mieć wówczas włączone kamery.
“To jest kompromitacja”. Pełnomocnicy rodziny zapowiadają stanowcze kroki
Emocji w związku z decyzją sądu nie kryją też pełnomocnicy rodziny Łągiewek. — Dla nas to jest kompromitacja, jeżeli chodzi o to orzeczenie. Nie mogliśmy w żaden sposób umotywować nawet naszego aktu subsydiarnego, który złożyliśmy do sądu — komentuje mecenas Wojciech Kasprzyk.
Jak podkreśla, jedną z poruszonych w nim kwestii, jest to, iż nie zgadzają się, że 29-latek zmarł nie w wyniku policyjnej interwencji, a z powodu przedawkowania narkotyków i przedstawili w związku z tym wytyczne i dokumenty opracowane przez europejskich biegłych.
Mecenas Katarzyna Cupiał, druga pełnomocniczka rodziny Łągiewek, wskazała, że wniesiony przez nich akt oskarżenia sąd rejonowy przekazał do sądu okręgowego, aby — ze względu na skomplikowaną tematykę, specyfikę przepisów i powagę sprawy — zajęli się nim bardziej doświadczeni sędziowie.
To większe doświadczenie polegało na tym, że sprawa została umorzona w dwie minuty
— ocenia prawniczka.
— Sąd zarządził 2-minutową przerwę celem narady i wydania uzasadnienia swojej decyzji, i w przeciągu tych dwóch minut sędzia napisał 15-minutowe uzasadnienie, czyli miał je od razu gotowe — kwituje mecenas Wojciech Kasprzyk.
Pełnomocnicy rodziców Łukasza Łągiewki zapowiadają złożenie zażalenia na tę decyzję, a jeśli sprawa zostanie umorzona po raz kolejny, będą argumentować za wznowieniem sprawy u ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.
Wrocław. Śmierć Łukasza Łągiewki po interwencji policji
Ojciec Łukasza Łągiewki w nocy z 1 na 2 sierpnia 2021 r. zadzwonił na numer alarmowy 112, mówiąc, że jego syn, który był uzależniony od narkotyków, zaczął żegnać się z bliskimi. Mężczyzna obawiał się, że 29-latek może targnąć się na własne życie, zwłaszcza że w przeszłości już tego próbował.
Gdy pod drzwiami mieszkania przy ul. Słonimskiego we Wrocławiu zjawiły się służby i ojciec Łukasza Łągiewki, w środku panowała cisza, a zasłony w oknach były zasłonięte. 29-latek nie odpowiadał na próby kontaktu ze strony policjantów. Ojciec Łukasza, rozmawiając z nim przez telefon, próbował przekonać go do otwarcia drzwi. Bezskutecznie.
Gdy policjanci i strażacy podjęli decyzję o wejściu do mieszkania przez okno, Łukasz miał stać się agresywny i krzyczeć, że wszystkich pozabija. Funkcjonariusze poprosili więc o wsparcie. Na miejsce wysłano dwa dodatkowe patrole policji. W międzyczasie z mieszkania miały zacząć dochodzić odgłosy uderzania w drzwi, krzyki i dźwięk tłuczonego szkła.
— Policjanci podjęli decyzję o siłowym wejściu do mieszkania Łukasza Łągiewki. Podczas próby wyważenia drzwi przez strażaków Łukasz Łągiewka głośno wypowiadał wulgaryzmy i wzywał pomocy. Przez powstałą pomiędzy górną częścią drzwi a futryną luką wystawił rękę, w której trzymał nóż — opisywał przebieg interwencji sędzia Łukasz Franckiewicz.
29-latek miał nie reagować na polecenia policjantów, żeby odrzucił ostrze. Jeden z nich, aby wytrącić mu je z ręki, miał użyć pałki teleskopowej. Funkcjonariusze użyli gazu i wyważyli drzwi, po czym przystąpili do obezwładniania mężczyzny.
Łukasz Łągiewka miał być pobudzony, agresywny i stawiać opór, w tym ugryźć jednego z policjantów. Funkcjonariusze używali chwytów obezwładniających, aby założyć mu kajdanki. Potem ratownicy medyczni podali 29-latkowi środki uspokajające.
— Następnie Łukasza Łągiewkę ułożono w pozycji leżącej na plecach na noszach i przetransportowano do karetki. Doszło więc do przerwania stanu pobudzenia i unieruchomienia, i przywrócenia swobodnego procesu oddychania w czasie wyraźnie poprzedzającym moment zatrzymania krążenia — argumentował w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Łukasz Franckiewicz.
Do nagłego zatrzymania krążenia u 29-latka miało dojść kilkukrotnie i medycy kilkukrotnie podejmowali reanimację. Mimo walki o życie Łukasza Łągiewki mężczyzna zmarł w szpitalu 2 sierpnia 2021 r. W tamtym czasie na Dolnym Śląsku doszło do jeszcze dwóch równie tragicznych zdarzeń po interwencjach policji. Media opisywały to jako “czarną serię”.
“Czarna seria”. Trzy tragedie w niespełna tydzień
Dmytro, 26-letni obywatel Ukrainy, zmarł we wrocławskiej izbie wytrzeźwień 30 lipca 2021 r., a zanim skonał, miał być bity pięściami, kopany, przyduszany i dociskany pałką. W związku z tą sprawą przed sądem stanęło łącznie dziewięć osób, w tym byli policjanci i pracownicy izby wytrzeźwień.
Kilka dni później, 6 sierpnia 2021 r., w Lubinie doszło do śmierci 34-letniego Bartosza S. Mężczyzna miał być pod wpływem narkotyków i zachowywać się agresywnie, dlatego jego matka wezwała służby. Onet dotarł do filmu z interwencji policji i nagrania rozmowy z dyspozytorem. W drodze do szpitala 34-latek zmarł — wskazują na to nagrania rozmów, do których dotarł Onet.
Prokuratura Okręgowa w Łodzi w związku ze sprawą postawiła zarzuty dwóm ratownikom medycznym. Sprawa wkrótce ma zostać rozpatrzona przez sąd. Kwestia czynów popełnionych przez funkcjonariuszy policji została wyłączona do odrębnego postępowania, które ma rozpatrzyć Sąd Rejonowy w Lubinie — informuje TVN24.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









