Home International “Od razu wiedzieliśmy”. Tata Krzysia Dymińskiego pomagał w poszukiwaniach Roksany. Wyłowił ciało

“Od razu wiedzieliśmy”. Tata Krzysia Dymińskiego pomagał w poszukiwaniach Roksany. Wyłowił ciało

0
5

13-letnia Roksana Jurczyszyn zaginęła 10 października. Tego dnia wieczorem spotkała się ze znajomymi na bulwarach Wiślanych w okolicach mostu Świętokrzyskiego. Przed godz. 21 mówiła tacie, że za 10 minut będzie w domu. Potem jednak jej telefon przestał odpowiadać, a nastolatka zniknęła bez śladu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zaginięcie Roksany Jurczyszyn w Warszawie. Podczas poszukiwań wyłowiono ciało młodej kobiety

Od tamtego czasu w sprawie nie pojawił się żaden trop. We wtorek, 27 października, Daniel Dymiński poinformował, że podczas przeszukiwania Wisły on i współpracujący z nim nurkowie natrafili na ciało młodej kobiety. Ujawniono przy nim telefon, dokumenty i kartę należące do 13-letniej Roksany. Tata zaginionego Krzysztofa Dymińskiego jest przekonany, że wyłowili z rzeki ciało nastolatki. Służby jednak na razie tego nie potwierdzają. Jak przekazała “Faktowi” prokuratura, zwłoki były w tak zaawansowanym stanie rozkładu, że do identyfikacji konieczne jest przeprowadzenie dodatkowych badań.

— Od trzech lat mierzymy się ze swoją własną tragedią, dlatego postanowiłem pomóc rodzinie Roksany z odruchu serca. Znamy bardzo dobrze Wisłę, bo już dosyć długo na niej działamy, mamy grupę osób, które nam pomagają i z którymi współpracujemy, z ogromnym zapleczem technologicznym związanym z hydrologią, z odpowiednim sprzętem, więc postanowiliśmy pomóc. Zawsze do takich działań podchodzimy po odpowiedniej analizie. Wczoraj wieczorem zrobiliśmy w tej sprawie rekonesans, dzięki czemu wiedzieliśmy, gdzie zacząć — mówi “Faktowi” Daniel Dymiński.

“Wiedzieliśmy, że to może być strzał”

— Przede wszystkim najtrudniejsze dla nas było to, że nie mieliśmy pewności, gdzie jest punkt zero, bo takie informacje trudno było pozyskać. Zaginiona mogła znajdować się w różnych punktach na moście. Dlatego rozpoczęliśmy od prawej strony i po kolei sukcesywnie wrzucaliśmy takie specjalne czujki do wody i przesuwaliśmy się w te miejsca, które wcześniej wytypowaliśmy. Nasz plan zakładał poszukiwania do mostu Gdańskiego. Rzeka jest naprawdę tutaj nieprzewidywalna i w różnych sytuacjach może to wyglądać inaczej. No ale jak podchodziliśmy do tej naszej analizy, to od razu wiedzieliśmy, że trzeba tam zacząć — dodaje.

Jak mówi tata Krzysztofa Dymińskiego, jedna z czujek zwróciła uwagę zespołu. Nurkowie podpłynęli do wytypowanego miejsca i zeszli pod wodę. — Wiedzieliśmy, że to może być strzał. Mieliśmy rację — komentuje mężczyzna.

— W jakim stanie było ciało? Ja mam swoje teorie, ale nie chcę tego komentować. Myślę, że tutaj jest sprawa wyjaśniona — podkreśla.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl