Home International Znalazłam opuszczony cmentarz, który wygląda jak las. Jedno dziwi najbardziej

Znalazłam opuszczony cmentarz, który wygląda jak las. Jedno dziwi najbardziej

0
3

Na jednym cmentarzu trwają wielkie porządki przed Wszystkimi Świętymi. Ludzie przynoszą chryzantemy, myją nagrobki i zapalają znicze. Na innym, w tym samym niewielkim miasteczku, nie ma żywej duszy. Nagrobki znikają wśród drzew i krzaków, a ogrodzenie rozpada się na kawałki. Przed wejściem stoi tylko jeden znicz. Odwiedziłam trzy cmentarze w podlaskiej Choroszczy. Każdy z nich opowiada inną historię. Nie o wszystkich jednak pamiętamy tak samo.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Cmentarze przed 1 listopada. Jednak nie wszędzie panuje taki ruch

Jest wtorek, 27 października. Do Wszystkich Świętych pozostało zaledwie kilka dni. Słoneczna pogoda i piękna polska jesień zachęcają do spacerów, a na cmentarzach trwają ostatnie przygotowania do 1 listopada.

Na obrzeżach Choroszczy, niewielkiego miasta położonego niedaleko Białegostoku, znajduje się cmentarz, który na pierwszy rzut oka trudno nawet rozpoznać. Zamiast zadbanych alejek są drzewa i zarośla. Zamiast równo ustawionych nagrobków — pochylone kamienie, częściowo ukryte w mchu i krzakach.

To cmentarz żydowski. To jedno z trzech miejsc pochówku w Choroszczy i jednocześnie to, na którym upływ czasu widać najbardziej.

Cmentarz żydowski w Choroszczy. Mogiły znikają wśród drzew

Nekropolia znajduje się tuż przy drodze, na obrzeżach miasta. W okolicy powstają nowe domy, życie toczy się swoim rytmem. Nieopodal słychać odgłosy prac budowlanych. Tymczasem za zniszczonym ogrodzeniem znajduje się miejsce, w którym czas jakby się zatrzymał.

Już samo wejście robi przygnębiające wrażenie. Ogrodzenie w wielu miejscach jest niekompletne. Niektóre przęsła są pochylone, inne leżą przewrócone. Gdzieniegdzie można dostrzec porzucone śmieci.

Mam wrażenie, że wchodzę nie na cmentarz, lecz do opuszczonego, niegdyś ogrodzonego lasku. Dopiero po chwili między drzewami zaczynają wyłaniać się nagrobki. Niektóre przypominają wielkie kamienie wystające z ziemi, inne mają formę kamiennych płyt. Część jest pochylona, część porasta mech. Przy niektórych mogiłach rozrosły się krzaki.

Na wybranych nagrobkach wciąż widać inskrypcje. Na innych napisy zatarł czas. Nie ma tu zadbanych alejek ani świeżych kwiatów. Podczas wizyty nie dostrzegam również zniczy ustawionych przy mogiłach. Nie spotykam ani jednej osoby. Nikt nie zwraca uwagi na moją obecność.

Najbardziej przykuwa moją uwagę jeden szczegół. Przy wejściu, pod bramką z Gwiazdą Dawida, stoi pojedynczy zapalony znicz. Wśród zarośli i starych nagrobków to jedyny dostrzeżony przeze mnie wyraźny ślad pamięci o pochowanych tutaj ludziach.

Widok budzi smutek, zwłaszcza że zaledwie kilka dni dzieli nas od święta, podczas którego miliony Polaków odwiedzą groby swoich bliskich.

Cmentarz ma kilkaset lat. Zachowało się około 100 nagrobków

Historia żydowskiego cmentarza w Choroszczy sięga prawdopodobnie kilku stuleci. Według informacji o nekropolii jej początki wiązane są z XVII w. Do dziś zachowało się tu około 100 nagrobków. Najstarsza znana macewa pochodzi z 1834 roku, choć przypuszcza się, że cmentarz jest znacznie starszy. Nekropolia zajmuje obecnie około 0,8 hektara.

Każdy z tych nagrobków jest świadectwem historii ludzi, którzy niegdyś żyli w Choroszczy i jej okolicach. Dziś część macew trudno dostrzec wśród roślinności. Niektóre są niemal całkowicie otoczone krzakami. Na cmentarzu nie widać śladów niedawnego koszenia czy większych prac porządkowych. Kontrast z innymi miejscami pochówku w mieście jest uderzający.

Trzy cmentarze w jednym miasteczku. Każdy ma inną historię

Choroszcz znana jest przede wszystkim z jednego z największych szpitali psychiatrycznych w Polsce. Jednak niewielkie podlaskie miasto ma również bogatą, wielowątkową historię, której świadectwem są trzy nekropolie.

Przy ulicy Piasecznej znajduje się cmentarz parafialny z kaplicą pw. Ducha Świętego. Spoczywają tu m.in. katolicy oraz osoby wyznania prawosławnego. Kilka dni przed Wszystkimi Świętymi panuje tutaj spory ruch. Rodziny przygotowują groby bliskich na nadchodzące święto. Ale również tutaj, pomiędzy współczesnymi nagrobkami, kryją się ślady historii.

Na cmentarzu znajdują się trzy groby powstańcze. Kaplica pw. Ducha Świętego pierwotnie miała być poświęcona wyłącznie uczestnikom powstania styczniowego. Ostatecznie stała się symbolem pamięci o wszystkich parafianach, którzy zginęli w walce o wolność ojczyzny.

Oficjalna strona urzędu miejskiego informuje również o niezwykłym wydarzeniu z przeszłości. Cmentarz miał niegdyś służyć za schronienie osobom walczącym w obronie kraju. Jeden z mieszkańców przez trzy miesiące ukrywał się nocami w grobowcu nieznanego księdza.

Pochowano tu więcej ludzi, niż dziś mieszka w Choroszczy

Kolejny cmentarz znajduje się przy drodze prowadzącej z Choroszczy do wsi Żółtki. To cmentarz szpitalny, na którym spoczywają m.in. tysiące jeńców wojennych.

Nekropolia funkcjonowała od 1930 roku do końca lat 80. XX wieku. Jej najtragiczniejsza historia związana jest z II wojną światową.

Na jednej z tablic upamiętniających ofiary znajduje się informacja, że na cmentarzu spoczywa około 7 tys. jeńców sowieckich, pomordowanych i zmarłych w latach 1941-1944 w obozie jenieckim utworzonym przez Niemców na terenie szpitala psychiatrycznego w Choroszczy.

Warunki panujące w obozie były dramatyczne, a śmiertelność ogromna. Każdego dnia grzebano dziesiątki zmarłych. Skala tej tragedii robi jeszcze większe wrażenie, gdy zestawi się ją ze współczesną Choroszczą. Według danych GUS z 2024 roku miasto liczyło 6162 mieszkańców. Oznacza to, że na cmentarzu spoczywa około tysiąca więcej sowieckich jeńców, niż obecnie mieszka w całej Choroszczy.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 roku na terenie dawnego szpitala utworzono obóz dla jeńców, którzy wcześniej służyli w niemieckiej armii.

Dziś cmentarz jest miejscem pamięci o tych tragicznych wydarzeniach. Widać tu upływ czasu. Część krzyży jest pochylona, niektóre elementy nagrobków zostały uszkodzone. Jednak w przeciwieństwie do cmentarza żydowskiego teren jest uporządkowany. Trawa i krzewy są przycięte, nekropolię otacza mur, a specjalne tablice przypominają o jej historii.

Choć nie wszystkie groby są odnowione, widać, że ktoś troszczy się o to miejsce.

Na cmentarzu znajduje się także jedyny w gminie Choroszcz pomnik muzułmański. Upamiętnia Bajmursajewa Murzadeka, żołnierza Armii Czerwonej pochodzącego z Kazachstanu, który zmarł w obozie 4 października 1942 r. To kolejny ślad wielokulturowej i tragicznej historii tego niewielkiego miasta.

Jeden znicz na zapomnianym cmentarzu. Trudno przejść obojętnie

Trzy cmentarze, jedno miasto i trzy zupełnie różne obrazy pamięci. Na cmentarzu parafialnym ludzie przygotowują groby bliskich na Wszystkich Świętych. Na cmentarzu szpitalnym przycięta trawa, uporządkowany teren i tablice przypominają o tysiącach ofiar wojny. Na żydowskim nagrobki coraz bardziej znikają wśród drzew i krzaków.

Spacer po tych miejscach skłania mnie do refleksji. Szczególnie w ostatnich dniach października, kiedy tak wiele mówi się o pamięci o zmarłych.

To naturalne, że najwięcej uwagi poświęcamy grobom naszych bliskich. Odwiedzamy rodziców, dziadków, krewnych. Zapalamy znicze i pielęgnujemy rodzinne wspomnienia. Ale historia miejscowości nie składa się wyłącznie z losów naszych rodzin. Tworzyli ją również ludzie innych narodowości i wyznań, których potomkowie być może już tutaj nie mieszkają.

W Choroszczy te historie splatają się ze sobą na niewielkiej przestrzeni. Są tu groby katolików, prawosławnych, Żydów, żołnierzy i jeńców wojennych. Każda z tych grup pozostawiła po sobie ślad.

Kiedy opuszczam cmentarz żydowski, mój wzrok ponownie zatrzymuje się na pojedynczym zniczu stojącym pod Gwiazdą Dawida. Ktoś jednak o tym miejscu pamiętał. Zostaję z pytaniem, czy pamięć o zmarłych powinna kończyć się tam, gdzie kończy się historia naszej własnej rodziny?

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl