Mistrz ceremonii pogrzebowych prowadzi bezreligijne pożegnania zmarłych. Zastępuje tradycyjną rolę duchownego. Przygotowuje mowę pożegnalną w oparciu o wspomnienia bliskich i fakty z życia zmarłego. Dba o pełne empatii pożegnanie.
Mistrz świeckich ceremonii pogrzebowych. Kto to taki?
Katarzyna Kaczmarek od ponad roku jest mistrzem świeckich ceremonii pogrzebowych. Pomaga rodzinom pożegnać ukochanych bliskich. Mówi nam o trudnych emocjach i bolesnych pożegnaniach.
W pewnym momencie swojego życia stanęłam na rozdrożu i uznałam, że wszystkie moje drogi krzyżują się tutaj, właśnie w tym miejscu. Zostałam mistrzem ceremonii pogrzebowej. Wymaga to stalowych nerwów, bo i rozmowy z rodzinami, i same pożegnania są niezwykle uczuciowe. Często jest tak, że dwa, trzy dni, czasami tydzień muszę wentylować emocje, odreagować, żeby wrócić do stanu sprzed spotkania z pogrążoną w rozpaczy rodziną
— z Katarzyną Kaczmarek spotkaliśmy się w Gdańsku w jednym z zakładów pogrzebowych, z którym często współpracuje.
“Mistrz ceremonii pogrzebowych, to wierny towarzysz rodziny, który jest z nią w tym najtrudniejszym czasie”
Czym tak naprawdę zajmuje się mistrz ceremonii pogrzebowej?
— Wiele osób myśli, że mistrz ceremonii to osoba, która przychodzi na pożegnanie, wygłasza mowę, którą być może ktoś mu napisał i wychodzi. Tymczasem mistrz ceremonii, to wierny towarzysz rodziny, który jest z nią w tym najtrudniejszym czasie. Razem z moimi klientami załatwiam formalności. Bardzo często doradzam w organizacji pogrzebu, ale też pomagam pożegnać bliskiego przed kremacją. Prowadzę uroczystość i potem jestem z rodziną na cmentarzu. Śmieję się, że zapalam światło i gaszę światło — opowiada “Faktowi”.
Takie spotkania z rodzinami zmarłych to zazwyczaj nie jest jedna krótka rozmowa. To kilka spotkań rozłożonych na kilka dni, a nawet dłużej.
Mistrzyni świeckich ceremonii pogrzebowych: Artur wiedział, że umiera, wszystko zaplanował
W ekstremalnych przypadkach to także towarzyszenie osobie umierającej, spotykanie się z nią, rozmawianie, bycie z nią, słuchanie jej potrzeb, a potem towarzyszenie jej w odchodzeniu i żegnanie tej osoby
— tu pani Katarzyna zawiesza głos i wraca wspomnieniem do jednego z najbardziej niezwykłych pożegnań, w których uczestniczyła.
— To było pożegnanie Artura, który poprosił o kontakt ze mną na dwa miesiące przed swoim odejściem. Na tym spotkaniu był on i jego żona. Poprosili mnie o spotkanie, o rozmowę, o tym, jak wyobrażają sobie odchodzenie Artura, czego potrzebują w trakcie tego odchodzenia i czego potrzebują po tym, jak on przejdzie na drugą stronę. Lubię używać takiego sformułowania, przejdzie na drugą stronę. I rzeczywiście Artur opowiedział nie tylko o swoim życiu. Zostawił słowa dla swoich najbliższych i współpracowników, słowa, które odczytałam w kaplicy. Widziałam niezwykle emocjonalne reakcje jego najbliższych i przyjaciół. Nie znali tych słów wcześniej — mówi nasza rozmówczyni.
Artur zaplanował cały swój pogrzeb, ułożył playlistę piosenek, które miały zostać zagrane. Nam, czyli żonie, synom i mnie, zostawił tylko jedną sprawę do załatwienia, a mianowicie to, co żałobnicy dostali po zakończeniu uroczystości jako prezent od niego, jako taki całus. To był sernik baskijski z konkretnej cukierni. Uwielbiał go
— dodaje.
Nowy rodzaj pożegnań zmarłych w Polsce. Już nie tylko religijne
Katarzyna Kaczmarek podkreśla, że teraz pożegnania często organizowane są w szczególny sposób. Rodziny spotykają się w sali pożegnań tuż przed kremacją, gdzie w niezwykłej atmosferze przygotowują trumny dla ukochanych bliskich.
Zbieramy się wszyscy w kaplicy. Potrzebujemy na to kilku godzin, jesteśmy razem, gramy ulubioną muzykę osoby zmarłej i malujemy trumnę według tego, co osoba zmarła lubiła. Były już trumny w pomarańczowo-fioletowe esy-floresy, były trumny w statki, bo zmarły był kapitanem żeglugi wielkiej. Była trumna w czarne, złote i białe gwiazdki, ponieważ nastolatka, która odeszła, kochała właśnie te kolory. Była też trumna Artura, pomalowana w błękitno-biało-chabrowe plamki
— nie kryje emocji rozmówczyni “Faktu”.
Pogrzeby w Polsce. “Pożegnania dzieci są najtrudniejsze”
Dopytujemy o najtrudniejsze i najbardziej poruszające pożegnanie.
— To w zasadzie były dwa pożegnania. Pożegnanie Artura, a drugie to pożegnanie 15-letniej Zojki. Sama jestem matką, mam córki. Widziałam cierpienie jej rodziców. Utożsamiałam się z nimi. To było niezwykle ciężkie pożegnanie, bo towarzyszyłam im nie tylko w trakcie załatwiania formalności, ale razem z nimi przygotowywałam trumnę dla Zojki. Uroczystość na cmentarzu trwała ponad trzy godziny. Było mnóstwo nastolatków. Było pięknie, wzruszająco — opowiada.
— Wszyscy, którzy pracują w tej branży, mówią, że pogrzeby dzieci są najtrudniejsze. Nie ma znaczenia, czy jest to malutkie dziecko, czy jest to nastolatek, który odchodzi w wieku 15, 16, 18 lat. Te pogrzeby są najcięższe. Naturalną koleją rzeczy jest to, że to dzieci żegnają rodziców, a odwrócenie tej kolejności budzi ogromną niezgodę — dodaje mistrzyni ceremonii pogrzebowych.
— Jak wyglądają pożegnania, które prowadzę? Staram się je przeprowadzać tak, żeby rodzina, ci, którzy tu zostają, którzy cierpią, którzy muszą zmierzyć się ze stratą, czuli się zatroszczeni, żeby czuli moją opiekę, moje wsparcie, a ta ceremonia dała im jakiś rodzaj pocieszenia — mówi Katarzyna Kaczmarek.
Dopytujemy czy zdarzają się wesołe pożegnania.
Jest całe mnóstwo wesołych pożegnań. Większość z pożegnań, które prowadzę, kończy się wielkim uśmiechem. Kończy się łzami radości. Bardzo często na zakończenie pożegnania rozdajemy małe podarunki od osoby zmarłej, czyli coś, co ona bardzo kochała. To na przykład ptasie mleczko czy guziki od krawcowej, która prosiła, żeby je rozdać jej przyjaciołom. Kiedy to robimy, widzę ogromny uśmiech na twarzy osób, które przyszły na cmentarz
— słyszymy od rozmówczyni “Faktu”
Ilu jest w Polsce profesjonalnych mistrzów ceremonii pogrzebowych?
— Od kilkunastu do kilkudziesięciu. To na pewno nie jest zawód dla każdego. Pierwszy rok, pierwsze dwa lata, to jest wielki egzamin, który można zdać albo nie. Pamiętam pierwsze pożegnanie, przez cały dzień nie zjadłam niczego, byłam tak zdenerwowana. Natomiast okazało się, że nie było się czego bać. Na pewno jest to zawód bardzo intensywny, jeśli chodzi o uczucia i trzeba wiedzieć jak potem odreagować to wszystko — podkreśla Katarzyna Kaczmarek. — Najbardziej stresuję się tym, że zawiodę zaufanie, że nie otulę rodziny tak, jak powinnam, że nie sprawię, że poczują się chociaż trochę pocieszeni.
Mistrz świeckiego pogrzebu. Ile to kosztuje?
Ile kosztuje udział mistrza ceremonii pogrzebowej w pożegnaniu?
— Po pierwsze wszystko zależy od miejsca pracy mistrza ceremonii, czy jest to duże miasto, czy mniejsze. Po drugie wszystko zależy też od sposobu zaangażowania się mistrza ceremonii w uroczystość. Czy jest to tylko przygotowanie laudacji, czy jest to też poprowadzenie uroczystości razem z wygłoszeniem laudacji, czy jest to towarzyszenie rodzinie przy załatwianiu formalności i zorganizowaniu pożegnania. Ten przedział, który podam, jest bardzo szeroki, na pewno od tysiąca złotych w górę, ograniczeniem jest tylko ludzka wyobraźnia — słyszymy w odpowiedzi.
Dostała pani kiedyś od znajomych breloczek z trumną. Nosi go pani?
— Oczywiście, że tak. To jest breloczek, który przyjechał z targów funeralnych we Włoszech, chyba z 10 lat temu. Jest niezwykły, pomalowany w kolory Prowansji, z kwiatem lawendy. Jest moim ulubionym breloczkiem. Noszę go tylko od wielkiego dzwonu, bo jest tak piękny, że nie chcę go zniszczyć. Branża funeralna nie jest smutna. Mamy ogromne poczucie humoru — zaznacza Katarzyna Kaczmarek.
— Na pożegnaniach zdarzają się też niesamowici, niezwykli goście. Zwierzęta. Psy, papugi, kanarki, świnki morskie, węże, jaszczurki. Absolutnie każde zwierzę już było na pożegnaniu. My te zwierzęta przyjmujemy z otwartymi ramionami. Ostatnio ostatnio był z nami ukochany piesek osoby zmarłej i on też się żegnał. Co więcej, w trakcie przygotowywania dla niej trumny, cała rodzina odbiła dłonie na trumnie i ta psinka też odbiła tam swoją łapkę. To było poruszające. Jestem ogromnym zwierzolubem i zachęcam rodziny do przyprowadzania pupili na pożegnanie, gdzie nie ma za dużo ludzi i zwierzęta mają komfortowe warunki — podkreśla mistrzyni ceremonii pogrzebowych.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









