Państwo Holeccy spotkali się z reporterem “Faktu”, aby opowiedzieć, jak wyglądała interwencja policji we Wszystkich Świętych.
Wszystko wydarzyło się 1 listopada wieczorem. Krzysztof wraz z żoną Danutą wybrali się na cmentarz, aby odwiedzić grób syna. Zaparkowali swój samochód na parkingu, tam, gdzie zwykle, i mieli iść w stronę mogiły. Nagle do ich samochodu podszedł policjant.
Mąż Danuty Holeckiej o policjancie: nie dało się z nim normalnie porozmawiać
— Przyszedł policjant i zapytał, czy nie obowiązują mnie znaki drogowe, bo na początku drogi postawiony jest zakaz wjazdu. Odpowiedziałem grzecznie, że obowiązują, ale parkujemy tu codziennie, bo mamy pochowanego syna i nikt nie robi z tego powodu problemów — mówi pan Krzysztof. W rozmowę wtrąciła się żona. — Powiedziałam im, że zaraz zawrócimy i zaparkujemy, gdzie indziej — relacjonuje pani Danuta
Te argumenty nie przekonały jednak policjanta. Oznajmił, że nigdzie nie będą zawracać i da im pouczenie. Zażądał okazania dowodu osobistego. Pan Krzysztof odmówił, tłumacząc, że nie ma go przy sobie. Przyznaje, że z początku nie chciał podać swoich danych, ale po krótkiej chwili zrobiła to jego żona. — Powiedziałem temu policjantowi, że nie mam przy sobie dokumentów i prosiłem, żeby dał spokój, bo dzisiaj jest święto. Nie dało się z nim jednak normalnie porozmawiać — dodaje.
Krzysztof Holecki kontra policja. “Założył mi kajdanki, rzucił na ziemię i kolanem przyciskał klatkę piersiową”
Całość interwencji nie była w ogóle nagrywana, bo funkcjonariusze nie mieli na sobie kamer nasobnych. Sytuacja szybko zrobiła się napięta. Kiedy Krzysztof Dunin-Holecki stał przy samochodzie, policjant miał użyć wobec niego siły i ograniczyć jego wolność.
— Stałem przy samochodzie, odwrócony w stronę maski. Nagle jeden z policjantów złapał mnie za rękę, wykręcił ją i powiedział: “Dawaj”. Potem było podcięcie i wylądowałem na ziemi. Jeden z policjantów kolanem dociskał mi klatkę piersiową, tak że nie mogłem oddychać, a drugi pomagał mu założyć kajdanki — opowiada poszkodowany. Prosił policjantów, żeby dali spokój, ale oni nie odpuścili nawet na chwilę.
— Nie mogłem wyciągnąć ręki. Mówiłem: “Daj mi spokój, co ty wyprawiasz?”. Później podnieśli mnie do góry. Poczułem, że ciśnienie bardzo mi wzrosło i miałem mroczki przed oczami. Powiedziałem, żeby wezwali karetkę — relacjonuje pan Krzysztof.
Danuta Holecka próbowała przekonać funkcjonariuszy, żeby puścili męża, bo nic nie zrobił. Bezskutecznie.
Czekał na karetkę w kajdankach. Miał stan przedzawałowy
Zanim przyjechała karetka, pan Krzysztof przez kilkadziesiąt minut siedział skuty w radiowozie. Jak twierdzi, skarżył się na złe samopoczucie i wysokie ciśnienie. Jego żona prosiła mundurowych o rozpięcie kajdanek, ale — jak twierdzi — usłyszała od jednego z nich, że nie posiada kluczy.
— Kiedy zwróciłam się z prośbą do policjanta, żeby go rozpiął, powiedział mi, że nie posiada kluczy do kajdanek drugiego policjanta — twierdzi pani Danuta.
Policjanci cały czas prowadzili czynności i sporządzali notatki. Dopiero chwilę przed przyjazdem pogotowia zdjęli mu kajdanki. Ratownicy zabrali mężczyznę do środka i wykonali podstawowe badania. Okazało się, że miał stan przedzawałowy.
Został zatrzymany, bo wjechał mimo zakazu. Nie chcieli wystawić protokołu
Na tym sprawa się nie kończy. Małżeństwo twierdzi, że po zatrzymaniu przez policję funkcjonariusze nie chcieli sporządzić dokumentacji dotyczącej interwencji.
Według ich relacji początkowo policjanci mieli twierdzić, że mężczyzna nie był zatrzymany, mimo że wcześniej policjanci użyli wobec niego środków przymusu. Dopiero po wielokrotnych interwencjach komenda miała dostarczyć dokument potrzebny do dalszego wyjaśnienia sprawy.
Sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Danuta Holecka uważa, że zastosowane wobec męża środki były niewspółmierne do sytuacji. — Potraktowali mojego męża jak bandziora, a on nic nie zrobił. Tak się nie można zachowywać wobec normalnych ludzi — mówi poruszona.
Skuli go i przewrócili na ziemię. “Nie wykonywał poleceń i nie podał danych”
Policja tłumaczy, że kierujący samochodem wjechał w obszar objęty znakiem B-1 (zakaz ruchu w obu kierunkach), obowiązującym w związku z czasową zmianą organizacji ruchu w pobliżu cmentarza.
Mundurowi utrzymują, że podczas interwencji mężczyzna nie wykonywał poleceń funkcjonariuszy i odmówił podania swoich danych osobowych. W związku z jego zachowaniem policjanci zastosowali kajdanki, aby zapobiec samowolnemu oddaleniu się — informują funkcjonariusze.
Parafia zabrała głos. “Nie wiemy, dlaczego policjanci skupili się na znaku”
Przedstawiciele parafii, z którymi rozmawiał reporter “Faktu”, nie spodziewali się, że w związku z tymczasowym przestawieniem znaku zakazu dojdzie do takiego zamieszania. Jak mówią, znak stał na tej drodze od wielu lat, tylko w innym miejscu i nie sądzili, że policja w tym dniu zachowa się w ten sposób.
— Policja została poproszona o pilnowanie porządku w ruchu drogowym przy kościele. Trudno mi powiedzieć, dlaczego w tym roku funkcjonariusze skupili się głównie na tym znaku i dlaczego doszło do takiej sytuacji — powiedział reporterowi “Faktu” ksiądz Piotr.
Mąż Danuty Holeckiej w kajdankach. Zignorował znak. Spradziliśmy, czy go widać
Danuta Holecka rozpłakała się na antenie. Chwilę później padły mocne słowa
Kaczyński grzmi po zatrzymaniu męża Holeckiej. “Nie znają żadnej świętości!”
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





