Do wypadku doszło 5 lutego. Pani Danuta wracała z przystanku autobusowego, gdy nagle poślizgnęła się na oblodzonym chodniku. — Nie zdążyłam odejść daleko, gdy runęłam całym ciałem na ziemię — wspomina seniorka w rozmowie z portalem gazetawroclawska.pl.
Nie ma winnych upadku na śliskiej drodze. Kto odpowiada za ten fragment chodnika?
— Leżałam na zimnych kamieniach przez półtorej godziny, czekając na karetkę — dodaje poszkodowana kobieta
Na miejscu była także jej córka, pani Magdalena. — Nikt nie odważył się podnieść mamy przed przyjazdem karetki. Strażnicy miejscy zostali z nami do końca. Baliśmy się, że można jej zaszkodzić jeszcze bardziej — mówi.
W szpitalu okazało się, że obrażenia są poważne: uraz głowy, uszkodzenia kręgosłupa na kilku odcinkach oraz problemy z nerkami. — Teraz biorę silne leki przeciwbólowe, a ból jest nie do zniesienia. Przez najbliższe sześć tygodni czeka mnie rekonwalescencja, a potem kolejne badania — opowiada pani Danuta.
Jak portal gazetawroclawska.pl dowiedział się od córki poszkodowanej, oczekiwanie na karetkę trwało aż 1,5 godziny. Ambulans był wezwany trzy razy, a dopiero interwencja przypadkowego kierowcy — byłego ratownika medycznego — przyniosła efekt.
Pani Magdalena od dnia wypadku bezskutecznie próbuje ustalić, kto jest właścicielem oblodzonego fragmentu ścieżki. Bez tej wiedzy nie mogą skorzystać z ubezpieczenia, które pokryłoby koszty prywatnego leczenia. Czas oczekiwania na badania w ramach NFZ może wynieść nawet rok.
— Każdy mnie odsyłał do innej instytucji. Nikt nie chciał się zająć sprawą, tłumacząc, że teren nie podlega pod ich zarząd — mówi rozżalona córka.
Ferie w Zakopanem przerwane dramatem. Atak nożownika na Olczy
17-latek pomógł kobiecie z wózkiem. Chwilę później znalazł się pod pociągiem
Trójmiasto. Potrącenie przed pendolino
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





