Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) podkreśla, że ognisko ma nietypowy charakter. W krótkim czasie odnotowano kilkanaście przypadków w jednym środowisku, głównie wśród młodych ludzi. Zakażenia powiązano z popularnym klubem nocnym w Canterbury, który w ciągu jednego weekendu odwiedziły tysiące osób. Służby kontaktują się teraz z osobami, które mogły mieć styczność z zakażonymi. Pod nadzorem znalazły się dziesiątki tysięcy ludzi. Dotychczas zmarły 18-letnia licealistka i 21-letni student.
Temat głośny, ale bez paniki na miejscu
Informacje o ognisku błyskawicznie obiegły krajowe media i wywołały szeroką dyskusję.
— Owszem, to temat bardzo głośny i obecny w codziennych rozmowach. Mieszkańcy podchodzą jednak do niego raczej spokojnie. Nie widzę żadnych wielkich niepokojów — mówi dr Agnieszka Gordon, wykładowczyni uniwersytecka i dyrektorka polskiej szkoły sobotniej w Canterbury. — Rodzice nie zgłaszają obaw, dzieci normalnie uczęszczają na zajęcia. Życie toczy się bez większych zmian.
Epidemia zapalenia opon mózgowych na Uniwersytecie Kent. Eksperci biją na alarm
To nie COVID. Jak naprawdę dochodzi do zakażenia
Jak zaznacza, zakażenie nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak w przypadku chorób wirusowych i większość osób podchodzi do problemu racjonalnie.
— Wiemy, że to nie jest choroba, która rozprzestrzenia się tak jak COVID-19. Do zakażenia potrzebny jest bliski, długotrwały kontakt, dlatego ryzyko dla większości osób pozostaje niskie — wyjaśnia.
Masowe działania służb. Studenci ustawiają się w kolejkach
Służby sanitarne prowadzą szeroko zakrojoną akcję profilaktyczną. Osoby, które mogły mieć kontakt z zakażonymi, m.in. uczestnicy wydarzeń w klubie między 5 a 7 marca, są proszone o zgłaszanie się po antybiotyki. W Canterbury uruchomiono kilka punktów, gdzie można otrzymać leczenie zapobiegawcze. W kolejkach ustawiają się głównie studenci.
— Widziałam zdjęcia z kampusu, gdzie młodzi ludzie ustawiali się po antybiotyki, często w maseczkach — relacjonuje dr Gordon. — To naturalna reakcja, zwłaszcza że jeden z przypadków śmiertelnych dotyczył studenta.
Groźna epidemia wśród studentów. Walczą o życie po imprezie w klubie
Odwołane wydarzenia, zajęcia online. Ostrożność zamiast chaosu
Na uczelniach wprowadzono zmiany w organizacji zajęć i wydarzeń. Na uczelni, na której pracuje dr Gordon, odwołano m.in. planowany dzień otwarty — w wydarzeniu miało wziąć udział około 500 osób. Zajęcia mogą być prowadzone zdalnie, jeśli studenci zgłaszają obawy.
— To raczej reakcja na nastroje wśród studentów i rodziców niż realne zagrożenie — wyjaśnia dr Gordon. Jak dodaje, na jej uczelni nie odnotowano żadnego przypadku zakażenia, choć wiele wskazuje na to, że część studentów mogła bywać w klubie, z którym powiązano ognisko.
Miasto działa normalnie. “Nikt nie myśli o ucieczce”
Mimo nagłośnienia sprawy, nie widać oznak masowych wyjazdów ani radykalnych zmian w funkcjonowaniu miasta. — Nie słyszałam, żeby ktoś rozważał opuszczenie Canterbury z tego powodu. Sklepy działają normalnie, życie toczy się jak zwykle — mówi dr Gordon.
Rzadka, ale groźna choroba. Co mówią dane
Eksperci przypominają, że bakteryjne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych jest poważną, ale stosunkowo rzadką chorobą. W Wielkiej Brytanii odnotowuje się rocznie kilkaset przypadków. Obecna sytuacja jest szeroko komentowana ze względu na lokalne skupienie zakażeń oraz ich tragiczne skutki, jednak ryzyko dla ogółu populacji pozostaje niskie.
/4
REUTERS/Chris J. Ratcliffe, Elina Photography/Archiwum prywatne
Służby medyczne w Canterbury w trakcie działań po wykryciu ogniska meningokoków. O sytuacji na miejscu opowiada mieszkająca tam Polka.
/4
Elina Photography/Archiwum prywatne
Dr Agnieszka Gordon podczas zajęć w polskiej szkole sobotniej w Canterbury. Jak podkreśla, mimo nagłośnienia sprawy, na miejscu nie widać oznak paniki.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









