Jak ustalili dziennikarze wyborcza.pl, fałszywe maile z groźbami podłożenia ładunków wybuchowych otrzymało blisko 200 szkół i przedszkoli. W Zespole Szkół nr 29, przy ul. Tołstoja na warszawskich Bielanach, a dokładnie w znajdującym się tam przedszkolu, podniesiono alarm. Kilka minut po godz. 8 rano na skrzynkę mailową placówki wpłynęła niepokojąca wiadomość o podłożonej bombie.
Dyrektor przedszkola przekazała mi tę informację i decyzję o ewakuacji. Podjąłem taką samą. Nie używaliśmy dzwonka, żeby uniknąć ryzyka, że potencjalny ładunek zareaguje
— mówi w rozmowie z wyborcza.pl Mirosław Patoleta, dyrektor placówki ZS nr 29.
Młodsze dzieci przeniesiono do domu kultury przy ul. Andersena, starsze do SP 209 przy ul. Reymonta. Około 10 proc. rodziców odebrało dzieci. Po godz. 11 uczniowie wrócili na lekcje — jedynym problemem był obiad, którego nie udało się przygotować z powodu zamkniętej kuchni.
Alarmujące e-maile spłynęły do setek placówek
Podobne wiadomości otrzymały szkoły i przedszkola w niemal wszystkich dzielnicach Warszawy. Pierwsze maile odnotowano tuż po rozpoczęciu pracy placówek. Treść była identyczna: informowano o podłożonym ładunku i grożono jego detonacją.
Według ustaleń warszawskich dziennikarzy, tego typu maile dotarły do niemal 200 placówek — m.in. na Ursynowie, Bielanach, Wawrze, Pradze, w Rembertowie i Wesołej. W części szkół zrezygnowano z lekcji na drugą zmianę i poproszono rodziców, by nie przyprowadzali dzieci na zajęcia popołudniowe.
Wiadomości o ewakuacji rozsyłano m.in. przez system Librus.
Gęsty dym nad Warszawą. Pali się na placu budowy, przyczyna jeszcze nieznana
Pirotechnicy działali od rana
Pełne ręce roboty mieli także stołeczni policjanci, głównie z pionu prewencji. Liczne kontrole przeprowadzali również pirotechnicy. Jak ustalił “Fakt” w rozmowie z mł. asp. Jakubem Filipiakiem z KSP, w żadnej sprawdzonej placówce nie znaleziono materiałów wybuchowych, niemniej czynności są nadal prowadzone.
Jak przypomina wyborcza.pl, to nie pierwszy taki incydent w Warszawie. W miniony poniedziałek 16 marca podobne wiadomości trafiły do szkół w Ursusie i Włochach. W ubiegłym tygodniu ewakuowano także Centrum Nauki Kopernik.
Służby sprawdzają, czy za wysyłką fałszywych alarmów stoi jedna osoba lub grupa. Policja nie ujawnia szczegółów. Wiadomo, że wszczęte zostanie postępowanie.
Kolejki do tych badań mogą się wydłużyć. NFZ szykuje bolesne zmiany
Słowa policji zaskakują: większość ignoruje zgłoszenia
Podczas rozmowy ze stołecznymi policjantami, którzy wolą pozostać anonimowi, słyszymy zaskakujące słowa: większość placówek ignoruje takie zgłoszenia.
Informacje o podłożonej bombie trafiają do nas od czasu do czasu. Natężenie takich fałszywych alarmów mamy np. podczas matur. Szczerze? Większość dyrektorów nie traktuje ich już poważnie
— mówi w rozmowie z “Faktem” warszawski policjant.
Jak dodaje, kiedy szkoła otrzyma maila o podłożonym ładunku, dyrekcja przesyła tę wiadomość dalej, na policję. Jednak tego typu informacje mają przeważnie “niskie prawdopodobieństwo”.
Z tego powodu wielu dyrektorów nawet nie podejmuje decyzji o przeprowadzeniu ewakuacji.
Przesyłają informację nam, a sami prowadzą dalej zajęcia
— dodał policjant, ale nie wskazał konkretnych placówek, które tak robią.
Wypadek zabrał im ukochaną mamę. Właśnie mieli spełnić wielkie marzenie
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





