Rytmiczne uderzenia szpilek o podłogę, głośne jęki niosące się przez wentylację i nieznajomi mężczyźni krążący po klatkach schodowych. To codzienność mieszkańców bloku przy Kasprzaka 31a w Warszawie. I choć lokatorzy mają dowody w postaci ogłoszeń erotycznych, administracja i służby od miesięcy pozostają bezradne.
“Zamiast Central Parku mamy burdel”. Szokujące kulisy życia w słynnym wieżowcu
Wizualizacje obiecywały nowoczesność i prestiż. Rzeczywistość na osiedlu Bliska Wola, nazywanym przez wielu “warszawskim Hongkongiem”, okazała się jednak brutalna. W budynku przy ul. Marcina Kasprzaka 31a lokatorzy zamiast wypoczynku mają zafundowaną codzienną walkę o przetrwanie nocy.
— Jestem właścicielem mieszkania, jak się tu wprowadzaliśmy, to mówiono nam, że to będzie rodzinne osiedle, place zabaw, Central Park, a tymczasem za ścianą mamy burdel — mówi jeden z zdesperowanych mieszkańców w rozmowie z “GW”. Problem nie jest incydentalny. Odgłosy seksu, awantury i ciągły ruch klientów stały się nieodłącznym elementem życia w tym miejscu.
Rzeczywistość mieszkańców Kasprzaka. “Jęki słychać nawet w łazience”
Mieszkańcy relacjonują, że hałasy niosą się kanałami wentylacyjnymi, sprawiając, że intymne odgłosy z sąsiednich lokali są słyszalne nawet w łazienkach. Jedna z historii brzmi wręcz absurdalnie: sąsiedzi zaniepokoili się wodą płynącą pod prysznicem przez 90 minut. Podejrzewali zasłabnięcie, chcieli wzywać pomoc. Dopiero później w internecie znaleźli ofertę “usług pod prysznicem” pod swoim adresem.
— Te hałasy doprowadzają mnie do szału. To dzieje się noc w noc. Ciągle wchodzą i wychodzą klienci, jest trzaskanie drzwiami, jęki, a czasami awantury, o której bym się nie obudził, to ktoś chodzi tam w szpilkach po mieszkaniu — opowiada lokator. Wielu z nich przesyła linki do portali erotycznych jako dowód. Proceder wydaje się zorganizowany: anonse mają ten sam schemat, cennik i identyczną instrukcję dojazdu na ul. Kasprzaka 31a.
Brud, strach i bezradność
Degradacja budynku postępuje błyskawicznie. Mieszkańcy skarżą się, że klatki schodowe są brudne, a w windach regularnie spotykają ślady po nocnych imprezach. — W windach jest naszczane i narzygane — czytamy w relacjach dziennika. Atmosfera na osiedlu stała się gęsta od strachu. Lokatorzy słyszą kłótnie w językach wschodnich i obawiają się o bezpieczeństwo swoich rodzin.
Mimo że policja odnotowała w ubiegłym roku 16 interwencji dotyczących zakłócania porządku w tym konkretnym budynku, sytuacja nie ulega poprawie. Jak podaje “GW”, nadkomisarz Marta Sulowska z wolskiej policji przyznaje, że toczy się postępowanie w sprawie zawiadomienia o uciążliwościach, jednak na ten moment służby nie prowadzą działań stricte pod kątem działalności agencji towarzyskich.
Deweloper umywa ręce
Deweloper, J.W. Construction Holding S.A., który jednocześnie zarządza budynkiem, nie poczuwa się do odpowiedzialności za to, co właściciele robią ze swoimi lokalami. Rzecznik firmy, Łukasz Wróblewski, ucina temat: deweloper nie jest stroną umów najmu i nie nadzoruje sposobu użytkowania sprzedanych mieszkań.
Tymczasem mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie. — To prawdziwe piekło sąsiadów — kwituje jedna z kobiet mieszkających w bloku. Niektórzy nie wytrzymują presji i decydują się na wyprowadzkę, sprzedając mieszkania, które miały być ich bezpieczną przystanią.
Źródło: “Gazeta Wyborcza”
Mieszkańcy kamienicy w Poznaniu chcą się pozbyć uciążliwej sąsiadki. “Eksmisja”
Skandal w Warszawie. Kilkaset rodzin może stracić mieszkania. “Kolejny epilog afery”
Mąż sprzedał dom razem z nią i dziećmi. “Jak przysłowiowy worek kartofli”
/1
Leszek Szymański / PAP
“To prawdziwe piekło sąsiadów”. Warszawski Hongkong domem uciech?
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







