Prokurator domaga się dożywocia dla Marcina G. oraz 12 lat więzienia dla Moniki M. Oboje zostali oskarżeni o znęcanie się nad 3‑miesięcznym Piotrem i 1,5‑rocznym Filipem.
Młodsze dziecko zmarło w szpitalu w Głogowie wskutek ciężkich obrażeń głowy, w tym złamania kości czaszki. Starszy brat — ze względu na poważne urazy — już zawsze będzie wymagał wsparcia asystenta i obecnie wychowuje się w rodzinie zastępczej.
Padały tam słowa względem dzieci, które znajdowały się na krawędzi łóżka bądź stołu. “Pier…, to pier…, to się nauczy” — mówiono o 3-miesięcznym dziecku, które miało nauczyć się nie spadać
— informowała w swojej mowie końcowej prokurator, cytowana przez Radio Wrocław.
Według ustaleń śledczych przemoc wobec obu chłopców miała zacząć się niemal od pierwszych dni ich życia. Rodziców miały irytować naturalne zachowania niemowląt — płacz, potrzeba bliskości czy pielęgnacji.
Sprawa ujrzała światło dzienne, gdy młodszy chłopiec — Piotruś — trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami głowy. Lekarze walczyli o jego życie trzy miesiące, ale nie udało się go uratować.
To jedno zgłoszenie doprowadziło do odkrycia zbrodni
Obrona domagała się uniewinnienia
Zdaniem obrońców rodzice mają ograniczoną sprawność intelektualną. Tym samym domagali się uniewinnienia matki oraz możliwie niskiej kary dla ojca.
Adwokat Ewa Tomkowiak‑Góryl przypomniała, że Marcin G. w 2003 r. — jako 18‑latek — zamordował swoją matkę, a sąd uznał go wówczas za niepoczytalnego, kierując na leczenie psychiatryczne. Po latach założył rodzinę, jednak — jak podkreśla obrona — system kontroli i pomocy społecznej miał nie funkcjonować właściwie.
Pan Marcin od dłuższego czasu nie przyjmował żadnych leków, nie był konsultowany, nie odbywał terapii. Kilka dni przed tragedią próbował uzyskać pomoc w szpitalu, ale nie został objęty żadną opieką psychiatryczną
— argumentowała na sali sądowej obrona.
Z kolei matka dzieci, Monika M., według biegłych, miała mieć częściowo ograniczoną poczytalność i była całkowicie zdominowana przez partnera. Nie przyznała się do winy.
Rodzice zastępczy liczą na ukaranie Moniki M. i Marcina G.
Jedną z osób szczególnie poruszonych przebiegiem procesu była Joanna Krel, która w ostatnich tygodniach życia Piotrusia była dla niego rodziną zastępczą.
Spodziewam się rozliczenia tych ludzi. Żeby to była przestroga dla innych. Dla wszystkich instytucji, które nie reagują w porę
— mówiła na sali rozpraw.
Prokuratura prowadziła osobne postępowanie dotyczące ewentualnych zaniedbań pracowników pomocy społecznej, jednak zostało ono umorzone. Chociaż rozprawa dobiegła końca, sąd nie wydał jeszcze decyzji co do rodziców katowanych dzieci. Wyrok ma zostać ogłoszony we wtorek, 3 marca br.
Były dowódca podejrzany o gwałt na policjantce. Rodzice zabrali głos
Sobotnie ocieplenie przyniesie nawet 19 st. C. Gdzie będzie najcieplej?
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





