Nauczycielka z liceum w Gdańsku straciła syna na wojnie w Ukrainie. Jej słowa aż bolą

0
4

Nie ma dnia, by w Ukrainie nie było kolejnych ofiar rosyjskiej agresji. Giną żołnierze i cywile, dorośli i dzieci. ONZ szacuje, że od początku inwazji Rosji na Ukrainę zginęło ponad 15 tys. cywilów. Wśród ofiar jest blisko 700 dzieci, ponad dwa tysiące zostało uznanych za zaginione. Prezydent Wołodymyr Zełenski przekazał kilka dni temu, że w ciągu niespełna czterech lat śmierć poniosło 55 tys. żołnierzy. Jedną z ofiar tej wojny jest 29-letni Władysław, syn nauczycielki z IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku, Julii Haritoniuk.

Syn nauczycielki z liceum w Gdańsku zginął na froncie w Ukrainie

Był 9 sierpnia 2025 r., gdy w mediach społecznościowych IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku pojawił się dramatyczny wpis.

“Z głębokim smutkiem dzielimy się bolesną wiadomością, która dotarła do naszej szkolnej społeczności. W walce o wolność Ukrainy zginął syn naszej nauczycielki, pani Julii Haritoniuk – Władysław Petrovich Haritoniuk, żołnierz i obrońca ojczyzny. Składamy pani Julii oraz całej rodzinie najszczersze wyrazy współczucia i łączymy się w bólu po tej nieodwracalnej stracie. Wieczna pamięć dla Bohatera” — przekazano na stronie IX LO w Gdańsku.

Pełen bólu wpis opublikowała też w sieci pani Julia.

“Vlad, na zawsze będziesz w naszych sercach… Jak to boli… Jak my wszyscy mamy bez Ciebie żyć…” — napisała wtedy.

“Kiedy zaczęła się wojna Władysław pracował w Łodzi, ale postanowił bronić ojczyzny. Wrócił do Ukrainy i zaciągnął się do wojska”

Życie pani Julii naznaczone jest tragedią. 15 lat temu w wypadku zginął jej ukochany mąż Władysław. Był wojskowym, pracował jako pogranicznik. Ona została sama z dziećmi. 6 sierpnia 2025 r. dotknęła ją kolejna tragedia. W Ukrainie, na pierwszej linii frontu, zginął jej syn Władysław.

Kiedy zaczęła się wojna Władysław pracował w fabryce w Łodzi, ale postanowił bronić swojej ojczyzny. Wrócił do Ukrainy i zaciągnął się do wojska. Nikt z nas nie był świadomy, co tak naprawdę się zaczyna. Nikt z nas nie wiedział, co to będzie i ile czasu potrwa. Ja do końca nie wierzyłam, że ludzkość jest na takim poziomie, żeby mogła zacząć się wojna. Jako matka prosiłam go, ale był dorosły i podjął swoją decyzję. Do wojska zgłosił się 3 marca 2022 r. Trzy i pół roku był na pierwszej linii frontu. Modliliśmy się każdego dnia za niego…

— nie kryje łez w rozmowie z “Faktem” pani Julia.

Przeczytaj także: Pokazali, jak wojna zmienia ludzi. Tych 10 zdjęć mówi więcej niż tysiąc słów

Pracuje w liceum w Gdańsku. Na wojnie w Ukrainie straciła syna

Kobieta mieszkała na Wołyniu. Tam jest jej dom. Do Polski przyjechała w 2022 r. z siostrą i także jej dziećmi. Jako filolog trafiła do IX LO w Gdańsku. Tu okazano jej ogromne serce. Podkreśla, że wszystkim jest niezwykle wdzięczna.

Bardzo lubię tę szkołę. Pracuję tu od 1 kwietnia 2022 r. Najpierw byłam asystentką w oddziale przygotowawczym dla dzieci z Ukrainy. Potem w klasie dla dzieci z Ukrainy uczyłam języka polskiego. Skończyłam studia podyplomowe w Lublinie. Teraz uczę filozofii. Pracuję też w centrum edukacyjnym dla dzieci z Ukrainy. Z Polską jestem związana od 1999 r. jako członek stowarzyszenia kultury polskiej na Wołyniu. Bardzo lubię Gdańsk. Spotkałam tu wielu dobrych ludzi. W liceum dostałam wiele wsparcia od dyrekcji, kadry pedagogicznej, jestem szczęśliwa, że pracuję w takim gronie. Okazali mi wiele serca, jest rodzinna atmosfera. Wszystkim bardzo za to dziękuję

— mówi nam Julia Haritoniuk.

“Cierpiałam, jako matka. Bolało mnie to, że my jesteśmy bezpieczni, a on walczy tam na pierwszej linii frontu”

Jej syn Władysław poszedł w jej ślady. Skończył studia, z zawodu był nauczycielem geografii, ale zaraz po studiach odbył roczną służbę wojskową. Nikt nie przypuszczał, że tak szybko mu się to przyda.

— Bardzo lubił historię. Często kiedy dzwonił do mnie, gdy był już na froncie, rozmawialiśmy o historii, filozofii. Był bardzo mądrym człowiekiem i miał bardzo dobrą pamięć. Pewnie dlatego, rozumiejąc to wszystko, zdecydował się na taki uczynek, że poszedł do wojska. Cierpiałam, jako matka. Bolało mnie to, że my jesteśmy bezpieczni, a on walczy tam na pierwszej linii frontu — opowiada nasza rozmówczyni.

Władysław przez pierwsze lata na nic się nie skarżył.

Mówił, że jest dobrze, bo nie chciał mnie martwić. Później zaczął opowiadać. Boli mnie, że tacy ludzie jak mój syn, którzy mogliby zrobić wiele dla dobrego rozwoju swojego kraju, giną na wojnie. Miał narzeczoną. Chcieli pobrać się w październiku. Mieli plany…

— mówi z bólem mama Władysława.

Władysław miał 29 lat. Zginął na wojnie w Ukrainie

— Jaki on był? Był bardzo inteligentny. Zawsze, gdy o tym mówię, to śmieję się, żartuję, że gdy byłam w ciąży, to byłam studentką i wtedy dużo się uczyłam i ta wiedza pewnie przeszła na niego. Miał niesamowitą pamięć. Rozmawialiśmy na różne tematy. On mówił, że jestem nie tylko jego mamą, ale i przyjaciółką. Dwa razy przeczytał historię Polski, kiedy jeszcze był uczniem. Przeczytał ją po polsku. Koledzy i koleżanki bardzo go lubili. Po prostu był dobrym, inteligentnym człowiekiem — podkreśla pani Julia.

Przeczytaj także: “Bardzo poważne spotkanie” z Zełenskim. Czarzasty ujawnił szczegóły

“Niedawno byłam w Ukrainie. Odbierałam najwyższe wojskowe odznaczenie dla mojego syna. Kiedy mu je przyznawano, jeszcze żył”

O czym marzył? Jak my wszyscy, o końcu wojny. Chciałam, żeby był nauczycielem historii, ale wojna go zmieniła. Front go zmienił. Przyznał mi później, że zostanie wojskowym. Niedawno byłam w Ukrainie. Odbierałam najwyższe wojskowe odznaczenie dla mojego syna. Kiedy mu je przyznawano, jeszcze żył, ale nie zdążyli mu o tym powiedzieć. Teraz znów został odznaczony, za męstwo, ale już po śmierci

— Julia Haritoniuk mówi o tym z bólem.

Ostatnie wspólne zdjęcie z synem. Pięć dni później Władysław zginął na froncie

Opowiada, że bardzo często rozmawiała z synem. Codziennie czekała na smsa od niego. Ostatni raz spotkali się 1 sierpnia 2025 r. w Ukrainie. Zrobili sobie wspólne zdjęcie. Ostatnie zdjęcie. Władysław zginął pięć dni później w ataku rosyjskiego drona w obwodzie charkowskim. Jest pochowany niedaleko Łucka, w alei zasłużonych.

Czy czas leczy rany? Miałam ciężkie życie. Naznaczone już wcześniej tragedią. Można się załamać, to najłatwiejszy sposób, ale mam dzieci, musze być dla nich silna. Władysław był moim wsparciem. Było mi łatwiej. Nie mogę się poddać, bo mój syn się nie poddał. Wydaje mi się, że jak się poddam, to go zdradzę. Staram się unikać rozmów na ten temat. Nie myśleć, żeby po prostu funkcjonować. Nie jestem przeciwko ludziom, ale ta Rosja, ten kraj, który z nami walczy, chyba coś tam jest nie tak. Co bym chciała przekazać Putinowi? Czekam aż umrze, może coś się zmieni

— nie kryje emocji nasza rozmówczyni.

Przeczytaj także: Dramatyczna noc w Kijowie. Zmasowany atak rosyjskich dronów. Są zabici

“Czekam aż Putin umrze, może coś się zmieni”

— Przez całe życie zbierałam książki, wiele w języku rosyjskim. Ostatnio, gdy pojechałam do domu prawie wszystkie spaliłam. Już nigdy nie będę czytać w języku rosyjskim, po tym wszystkim po prostu nie mogę. Nie osądzam, ja mówię tylko za siebie. Czekam na koniec wojny. Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło, żeby nie ginęli ludzie. Żeby te wszystkie rozmowy o pokoju przyniosły skutek, bo na razie oni rozmawiają, ale rakiety nadal lecą. Żebyśmy zaczęli zmierzać w stronę pokoju. Wierzę, że to nastąpi. Wierzę, bo chce się wierzyć w coś dobrego. Jestem na każdym kroku wdzięczna Polakom, że od początku wojny okazali nam tak ogromne wsparcie. Każdego dnia o tym pamiętam i za to dziękuję — podkreśla pani Julia.

Przeczytaj także: Lech Wałęsa mówi o rzezi w Ukrainie. Prosi o pomoc siły pokojowe ONZ. „Jesteśmy na skraju III wojny światowej. Putin to chory człowiek”

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl