Zabójstwo niespełna dwuletniego Szymona odbiło się w Polsce ogromnym echem. Przypomnijmy, że ciało małego chłopczyka w czerwonej kurtce znaleziono w 2010 r. w stawie w Cieszynie (woj. śląskie). Grymas bólu, jaki malował się na twarzy tego dziecka i przegryzionej wargi do dziś wielu z nas pamięta. Policja prosiła o pomoc w ustaleniu, kim jest mały chłopiec, bowiem nie można było ustalić jego toż. Przez dwa lata nie wiadomo było, czyje to dziecko. Dopiero anonimowe zgłoszenie do MOPS-u w Będzinie doprowadziło śledczych do rodziców chłopca.
Przed śmiercią dziecko zostało dotkliwie pobite. Ciało w torbie wrzucono do stawu
Chłopczyk znaleziony w Cieszynie okazał się Szymonem, który mieszkał z rodzicami w Będzinie. Śledczy udowodnili, że jego rodzice Beata Ch. i jej konkubent Jarosława R., przyczynili się do śmierci dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że był ofiarą okrucieństwa. Zmarł od urazu jamy brzusznej, zadanej przez ojca. Jarosław R. (wówczas 42-letni) i Beata Ch. (41 lat), ponosili odpowiedzialność za jego śmierć. W trakcie śledztwa wzajemnie obarczali się winą za uderzenie w brzuch swojego dziecka, które doprowadziło do tragedii. Przez trzy dni nie udzielili mu pomocy. Chłopiec umarł. To dlatego z bólu Szymonek przegryzł sobie wargę. Po śmierci syna zapakowali jego ciało do torby i przewieźli 100 km od miejsca zamieszkania. Zwłoki wrzucili do stawu w Będzinie. W tej makabrycznej “podróży” towarzyszyły im dwie małe córki — roczna Natalia oraz czteroletnia Wiktoria.
Oboje rodziców przyznało się do winy. Kobietę skazano na 13 lat więzienia, jej konkubenta na 15 lat. Beata Ch. nigdy nie starała się o warunkowe zwolnienie. Odsiedziała cały wyrok i wyszła na wolność 20 czerwca 2025 r.
Matka zabitego Szymonka jeszcze za kratami zmieniła imię i nazwisko
Odsiadując wyrok, matka zamordowanego dziecka dopilnowała, by nikt nie mógł jej już znaleźć, kiedy opuści mury więzienia. Zmieniła imię i nazwisko. Według informacji, które potwierdziła nam jej dalsza rodzina, miała przyjąć nazwisko biologicznych rodziców. Jako dziecko została adoptowana i figurowała jako Beata Ch.
Gdy odzyskała wolność, nie zgłosiła się pod żaden znany jej adres. Nie wróciła ani do Będzina, ani do domu rodzinnego w Mysłowicach. — Nie wróciła na stare śmieci, nikt by jej tu nie przyjął. Do moich dzieci też się nie odezwała, zniknęła — mówi w rozmowie z “Faktem” Marek D., były mąż Beaty Ch. — Rozwiodłem się z nią lata temu, nie chcę jej znać. Z taką kartoteką nikt jej tu nie chce widzieć.
Rodzina Beaty Ch.: “Nie chcemy jej znać. Nie ma dla niej miejsca”
Najbliżsi, którzy kiedyś ją przyjęli, deklarują wprost: — Tutaj nie ma dla niej miejsca — mówi osoba z najbliższej rodziny, która prosi o anonimowość.
Krewni podkreślają, że po tym, co zrobiła, po latach kłamstw i manipulacji, drzwi do dawnego życia są dla niej zamknięte na zawsze. — Jeszcze, gdy siedziała, zmarł ojciec, który ją adoptował i dał dom. Miała przepustkę, mogła przyjechać go pożegnać, ale tego nie zrobiła — mówi krewna. — Straszne, to a przecież ojciec jej robił paczki i do więzienia wysyłał. Zresztą rodzina też, wszyscy się na to składali. Później się okazało, że ona chciała coraz więcej i więcej, paczek i pieniędzy. A gdy był pogrzeb, to odmówiła uczestnictwa, zarówno ojca, jak i wcześniej matki adopcyjnej.
Rodzina nie tylko nie chce jej znać, ale też odrzuciła propozycję kuratora, by kobieta po wyjściu z zakładu karnego mogła zamieszkać z nimi. Kurator pytał o to jeszcze za życia ojca Beaty Ch., lata przed jej wyjściem, ale już wtedy rodzina wyraziła sprzeciw.
Matka Szymonka nie zapukała też do drzwi swoich dzieci
Beata Ch. urodziła w sumie ośmioro dzieci. Z naszych informacji wynika, że żadne nie ma z nią kontaktu.
— Jak się okazało, że wyszła, to było ciekawe, do kogo przyjdzie, na szczęście ani do nas, ani do swoich starszych córek też nie przyszła. Ponoć wyjechała za granicę, ale czy to prawda? To nie wiemy — dodaje Ch. i Jarosława R. które jako małe dzieci jechały w samochodzie ze zwłokami swojego braciszka, zostały najpierw umieszczone w placówce opiekuńczej, a potem adoptowane. Według relacji babci mieszkają dziś za granicą i również nie mają kontaktu z matką.
Grób Szymonka jest w Cieszynie
Czy matka Szymonka po wyjściu z wiezienia odwiedziła grób swojego syna, który nadal znajduje się w Cieszynie? Lata temu o przeniesienie mogiły do Będzina walczyła babcia chłopca. Jak mówiła “Faktowi” w ubiegłym roku pani Zenobia, Beata Ch. się na to nie zgodziła. Do dziś pomnik chłopczyka tonie w kwiatach i zniczach. Najczęściej pamiętają o nim obcy ludzie, jak mówią krewni, starsze córki skazanej kobiety, przyjeżdżają na cmentarz na Wszystkich Świętych.
— Temat Beaty, to temat tabu. Ona dla nas już nie istnieje. Niech układa sobie życie daleko poza rodziną — dodają krewni.
Dziś Beata Ch. ma 57 lat. Być może rzeczywiście wyjechała za granicę i tam układa sobie życie na nowo. Jarosław R. (dziś ma 58 l.), wyjdzie na wolność w grudniu 2027 r.
Sąsiedzi od dawna ich nie widzieli. “Rodzice wyjechali do Anglii”. Prawda okazała się makabryczna
Zwrot w sprawie zakatowanego Kamilka. Teraz na jaw wyszła zaskakująca prośba jego matki
/9
Dawid Markysz/Edytor, Aleksandra Ratajczak-Mańka / Fakt.pl, Krzysztof Matuszyński / Edytor
Matka Szymonka († 22 mies.) z Będzina od 8 miesięcy jest na wolności.
/9
Dawid Markysz / Edytor
Matka Szymonka za kratami zmieniła tożsamość.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





