Otrzymał dwa ciosy. Upadł i już nie wstał. Niespodziewany zwrot w sprawie śmierci 32-latka

0
1

Do tragedii przed dyskoteką w Lubaniu (woj. dolnośląskie) doszło w nocy z 16 na 17 października 2021 r. Według ustaleń sądu 32-letni Tomasz wdał się w sprzeczkę z ochroniarzem, podczas której uderzył go w twarz. Ochroniarz miał odpowiedzieć dwoma ciosami, po których Tomek upadł. Mężczyzna wstał, ale ponownie się przewrócił i już nie odzyskał przytomności. Zmarł w szpitalu.

Lubań. Tragedia przed dyskoteką. 32-letni Tomasz zmarł po przepychance z ochroniarzem

Proces w tej sprawie ruszył 18 lipca 2023 r. przed Sądem Okręgowym w Jeleniej Górze. Ochroniarz Przemysław J. został oskarżony przez prokuraturę o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym. Jak wynika z opinii toksykologicznej, Przemysław J. był wówczas pod wpływem środków odurzających.

Przemysław J. nie przyznaje się do winy. Po początkowym aresztowaniu sąd uchylił ten środek zapobiegawczy, wskazując na konieczność rozważenia działania podejrzanego w warunkach obrony koniecznej.

Monitoring nie dał jednoznacznej odpowiedzi, czy pokrzywdzony uderzył się w głowę po ciosie ochroniarza. — Po ciosie podniósł się i zaczął iść w kierunku podejrzanego. Bez żadnego uderzenia zachwiał się, po czym uderzył głową o asfalt — tłumaczył sędzia Tomasz Skowron. Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że śmierć nastąpiła w wyniku obrażeń powstałych po uderzeniach ochroniarza.

Przemysław J. podczas pierwszej rozprawy odmówił składania wyjaśnień przed sądem, podtrzymując zeznania składane na wcześniejszych etapach. Twierdził w nich, że znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie, pomagając kolegom. Według jego relacji sytuacja przed lokalem była chaotyczna, a on sam próbował uspokoić uczestników awantury.

— Wziąłem tego chłopaka pod rękę i próbowałem wsadzić go do samochodu. W tym momencie ktoś zaczął mnie szarpać — relacjonował Przemysław J. Oskarżony zapewniał, że nie miał zamiaru wyrządzić krzywdy 32-latkowi. — Nie zrobiłem nic, co mogłoby narazić go na utratę życia — przekonywał śledczych.

“Dla mnie to też nie jest prosta sprawa”

Podczas rozprawy w poniedziałek, 23 lutego przesłuchano jednego ze współwłaścicieli klubu, przed którym doszło do zdarzenia, Kamila M. Mężczyzna podtrzymał wcześniejsze zeznania, w których przyznał, że nie widział całego zdarzenia a jedynie moment, w którym Tomasz leżał przed dyskoteką, a jeden z pracowników zatrudniony jako selekcjoner udzielał mu pomocy. Nie widział w pobliżu oskarżonego i nie wie, gdzie wówczas był.

Kamil M. zeznał, że na nagraniu z monitoringu, gdy zgrywał je dla policji, widział, jak 35-latek upada i uderza w samochód, a potem wstaje i upada drugi raz. Nigdy miał jednak nie rozmawiać z oskarżonym na temat tego, co się wtedy wówczas wydarzyło, bo “nie wyraził na to chęci”. — Ja znałem Tomka, dla mnie to też nie jest prosta sprawa — tłumaczył w poniedziałek przed sądem mężczyzna.

Jak opisywał, Tomek miał wielokrotnie gościć w ich klubie, bywał pijany, ale nie pamięta, by miał się zachowywać w jakiś szczególny sposób.

Według zeznań współwłaściciela lokalu Przemysław J. był zatrudniony w klubie samego od początku działalności, choć nie od początku na umowie. — W dniu zdarzenia miał już podpisaną umowę zlecenie. Sprawdzałem w dokumentach — podkreślił w poniedziałek przed sądem Kamil M.

Jak tłumaczył, rekrutacją i weryfikacją stosownych uprawnień pracowników ochrony — w tym Przemysława J. — miał zajmować się inny z trojga współwłaścicieli, Rafał Z. Kamil M. przyznał, że nigdy nie weryfikował tych informacji, wierzył wspólnikowi na słowo. Po zdarzeniu umowa z Przemysławem J. została wypowiedziana.

— Taką decyzję podjęła moja żona. Nie wiem, co było powodem — mówił Kamil M.

Na wcześniejszych etapach śledztwa zeznawał, że nie wie, czy oskarżony uprawiał sztuki walki ani czy miał problemy z narkotykami. Jak wyjaśniał przed sądem, w klubie nie sprawdzano, czy pracownicy nie są pod wpływem alkoholu lub narkotyków, bo nie było ku temu powodów. Zapewnił, że wcześniej nikt nie skarżył się na pracowników ochrony. W śledztwie miał zeznawać, że nie wie, czy oskarżony uprawiał sztuki walki ani czy miał problemy z narkotykami.

Kamil M. zeznał, że ochroniarze mieli na wyposażeniu gaz pieprzowy, ale nie wie, kto go wydawał ani kupował. Jak przyznał, sam nie prowadził w klubie szkoleń ze stosowania środków przymusu bezpośredniego, nie wie też, by robił to ktoś inny.

Oskarżony Przemysław J. odmówił przed sądem odpowiadania na pytania prokurator, tłumacząc, że już składał wyjaśnienia i udzielał odpowiedzi na wcześniejszych etapach postępowania.

Spodziewano się mów końcowych i wyroku. Nastąpił nieoczekiwany zwrot

W dalszej części rozprawy obrona wniosła m.in. o przesłuchanie kolejnych świadków i wyłączenie jednego z biegłych. Sąd oddalił te wnioski, ale dopuścił m.in. pochwałę od jednego z pracodawców Przemysława J. z 2026 r. Tu nastąpił nieoczekiwany zwrot.

Przewodniczący sprawie sędzia Paweł Wyrzykowski zaznaczył, że sąd rozważa możliwość przyjęcia, iż oskarżony działał w warunkach przekroczenia granic obrony koniecznej. Przemysławowi J. za zarzucany czyn grozi kara nie niższa niż 5 lat pozbawienia wolności, 25 lat więzienia, a nawet dożywocie. W przypadku przekroczenia granic obrony koniecznej sąd może jednak zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

Prokuratura wniosła o zasądzenie nawiązki na rzecz dwójki małych dzieci zmarłego w łącznej kwocie 100 tys. W obliczu możliwej zmiany kwalifikacji czynu obrona zawnioskowała z kolei o czas na przygotowanie się i wyznaczono kolejny termin posiedzenia na 9 marca.

/7

Woźnica Łukasz / newspix.pl_omp_temp

Tragedia przed dyskoteką w Lubaniu (woj. dolnośląskie). 32-letni Tomasz zmarł w październiku 2021 r. po przepychance z ochroniarzem.

/7

Woźnica Łukasz / newspix.pl_omp_temp

Ochroniarz Przemysław J. nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl